
"Lalka" wcale nie była pierwszym wspólnym filmem Macieja Kawalskiego i Marcina Dorocińskiego. Wcześniej ekranowy Wokulski wcielił się u reżysera w samego Witkacego, a na ekranie pojawiła się plejada postaci historycznych, których raczej nie spodziewalibyśmy się w komedii kryminalnej. "Niebezpieczni dżentelmeni" zabierają nas do Zakopanego początku XX wieku, gdzie Witkiewicz, Boy-Żeleński, Malinowski i Conrad przeżywają przygodę rodem z "Kac Vegas".
Maciej Kawalski to reżyser, który nie boi się ryzyka. Zanim wziął na warsztat "Lalkę" – w której, jak pisałam w swojej recenzji, raczej nie mógł odpiąć wrotek – postanowił połączyć na ekranie wybitnych przedstawicieli polskiej kultury, dodać do tego zagadkę kryminalną, szczyptę absurdu i sporą dawkę czarnego humoru. Tak powstali "Niebezpieczni dżentelmeni" z 2022 roku, pełnometrażowy debiut fabularny twórcy, który wcześniej pracował przy filmach krótkometrażowych i serialach.
O czym są "Niebezpieczni dżentelmeni"? Młoda Polska jak z "Kac Vegas"
Akcja filmu rozgrywa się w Zakopanem w 1914 roku, czyli w Młodej Polsce, kiedy pod Tatrami kwitnie życie artystyczne, a miasto przyciąga artystów, intelektualistów i ludzi spragnionych wolności. Właśnie tam spotykają się cztery niezwykłe osobowości: jeden z najważniejszych polskich publicystów, Tadeusz Boy-Żeleński, pisarz, malarz i fotograf Stanisław Ignacy Witkiewicz, znany jako Witkacy, antropolog Bronisław Malinowski oraz pisarz Joseph Conrad.
Pewnego poranka bohaterowie budzą się po całonocnej, mocno zakrapianej imprezie. Problem w tym, że – niczym w "Kac Vegas" – niewiele pamiętają z poprzedniego wieczoru. Jakby tego było mało, odkrywają zwłoki nieznanego mężczyzny. Wkrótce okazuje się, że sprawa jest znacznie poważniejsza – czwórka przyjaciół musi nie tylko wyjaśnić zagadkę śmierci, lecz także oczyścić się z podejrzeń i nie wpaść w ręce austriackich stróżów prawa. Kryminalna historia stopniowo przeradza się w polityczną intrygę.
Największy atut "Niebezpiecznych dżentelmenów"? Obsada. Tomasz Kot wciela się w Boya-Żeleńskiego, Marcin Dorociński – który w "Lalce" Kawalskiego gra Stanisława Wokulskiego – portretuje Witkacego. Andrzej Seweryn wciela się w Conrada, a Wojciech Mecwaldowski interpretuje postać Bronisława Malinowskiego.
Znanych postaci jest więcej. Marta Ojrzyńska gra Zofię Stryjeńską, Anna Terpiłowska – Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, Modest Ruciński – Artura Rubinsteina, Grzegorz Mielczarek – Karola Szymanowskiego, a Joanna Drozda – Zofię Nałkowską. Pojawiają się nawet... Józef Piłsudski (Michał Czernecki) i Włodzimierz Lenin (Jacek Koman). Ta plejada przypomina nieco komedię Woody'ego Allena "O północy w Paryżu", w której na jednym ekranie brylowali Ernest Hemingway, F. Scott Fitzgerald, Gertrude Stein, Pablo Picasso czy Salvador Dalí.
Fikcyjna historia, ale z "ziarnami prawdy"
Inspiracją dla Kawalskiego – absolwenta medycyny, który został reżyserem – była fascynacja epoką Młodej Polski, a szczególnie postacią Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
– Jakoś został we mnie ten Boy. Zawsze fascynowało mnie jego balansowanie na skraju komedii i przekazywanie ważnych treści. Inspirująca była biografia "Boy-Żeleński. Błazen-wielki mąż" Józefa Hena. Warto przeczytać tę książkę, nawet jeśli ktoś nie lubi Żeleńskiego. Świetna lektura. Czyta się ją jak powieść. Do tego "Wyznania gorszycielki" Ireny Krzywickiej, kochanki Żeleńskiego, która rzuca inne światło nie tylko na Boya, ale i na jego toksyczną przyjaźń z Witkacym. Tu zapaliła mi się lampka na szansę opowiedzenia filmowej historii – mówił Kawalski w wywiadzie dla Onetu Kultury.
"Niebezpieczni dżentelmeni" łączą komedię kryminalną, kino przygodowe i historyczną groteskę. To nie jest klasyczna opowieść o wielkich Polakach, którym należy postawić pomnik – podobnie zresztą jak w "Kosie" Pawła Maślony, reżysera serialowej "Lalki". Scenariusz młodopolskiej komedii nie opiera się na faktach, to przede wszystkim zabawa historią i kulturą. Jak jednak podkreślał Kawalski, jednocześnie autor scenariusza, w wywiadzie dla Onetu Kultura, "mimo że 'Dżentelmeni' to fikcyjna historia, ziaren prawdy jest w niej naprawdę dużo".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Widzowie i krytycy nie ocenili "Niebezpiecznych dżentelmenów" zbyt entuzjastycznie, ale...
Film Kawalskiego został zauważony jeszcze przed polską premierą kinową. Podczas 38. Warszawskiego Festiwalu Filmowego zdobył Nagrodę Publiczności dla najlepszego filmu.
Odbiór tej szalonej produkcji nie był jednak jednak entuzjastyczny. W serwisie Filmweb film ma ocenę 6,1/10 od użytkowników, a średnia ocen krytyków wynosi 5,7/10. Recenzenci doceniali odwagę reżysera, świetną obsadę i świeże podejście do kina historycznego, ale zwracali też uwagę na nierówny scenariusz, chaos wynikający z wielości wątków oraz fakt, że nie wszystkie pomysły wypalają.
"Może nie wszystko tu gra, ale koncept, pomysłowość, humor i realizacja wynagradzają. Jak o klasykach, to tylko w ten sposób!" – ocenił na Filmwebie krytyk Michał Piepiórka. Z kolei Tomasz Raczek napisał: "I dobre i kiepskie. Dobre wykonawczo, realizacyjnie, komercyjnie. Słabe bo pozbawione ambicji by zawalczyć o więcej. Bez intelektualnej brawury. Szkoda". "Rewelacyjny pomysł, niemal genialna obsada, sporo świetnych scen i w sumie jakiś niedosyt, że nie powstał z tego dobry spójny i błyskotliwy film. Ale szacunek!" – stwierdził na Filmwebie Kamil Śmiałkowski.
W wielu recenzjach powraca jednak jeden istotny argument na korzyść filmu: polskie kino rzadko pozwala sobie na tak bezwstydną zabawę historią, która wciąż bywa traktowana z namaszczeniem. "Niebezpieczni dżentelmeni" nie są więc dziełem bez wad, ale pozostają interesującym debiutem reżysera, który od początku chciał iść własną drogą. Warto sobie o nich przypomnieć przy okazji "Lalki" – przynajmniej dla Marcina Dorocińskiego, który równie dobrze wypada jako Wokulski, jak i jako Witkacy. Film znajdziecie na Disney+ i SkyShowtime.




