Maria Dębska i Mateusz Damięcki w filmie "Lalka"
"Lalka" kosztowała miliony Fot. materiały prasowe

"Lalka" Macieja Kawalskiego to nie tylko jedna z najgłośniejszych polskich premier tego roku, ale także jedna z najdroższych nadwiślańskich produkcji po 1989 roku. Przeniesienie na ekran powieści Bolesława Prusa pochłonęło około 63 mln zł, a pierwsze dane z kin pokazują, że widzowie są gotowi zapłacić za ten rozmach. Czy "Lalka" ma szansę dołączyć do grona najchętniej oglądanych polskich filmów? Szanse są, ale popatrzmy na liczby.

REKLAMA

Budżet "Lalki" w reżyserii Macieja Kawalskiego szacowany jest na około 63 mln złotych. To oznacza, że superprodukcja z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską znalazła się w ścisłej czołówce najdroższych polskich filmów po 1989 roku (na co zresztą wskazuje już sam rozmach ekranizacji Prusa, który bił po oczach nawet w zwiastunie).

"Lalka" kosztowała 63 miliony złotych, ale nie jest najdroższym polskim filmem

Jeśli przyjąć dostępne dane dotyczące budżetów, w czołówce najdroższych rodzimych filmów plasują się dziś (bez uwzględniania inflacji):

  1. "Quo Vadis" (2001) – 76,14 mln zł,
  2. "Chopin, Chopin!" (2025) – ok. 64 mln zł,
  3. "Lalka" (2026) – ok. 63 mln zł,
  4. "Karol. Papież, który pozostał człowiekiem" (2006) – ok. 48 mln zł,
  5. "Bitwa pod Wiedniem" (2012) – 44,14 mln zł,
  6. "Raport Pileckiego" (2023) – ok. 38 mln zł,
  7. "Karol. Człowiek, który został papieżem" (2005) – ok. 35 mln zł,
  8. "Jeszcze dzień życia" (2018) – ok. 33 mln zł,
  9. "Czerwone maki" (2024) – 32,93 mln zł,
  10. "Chłopi" (2023) – ok. 30 mln zł.

Oczywiście w przypadku części filmów są to jedynie szacunki. Nie zmienia to jednak faktu, że superprodukcje nad Wisłą wciąż są wyjątkiem, a nie regułą. Nakręcenie filmu za kilkadziesiąt milionów złotych to ogromne ryzyko, szczególnie na stosunkowo małym rynku kinowym. W końcu nie jesteśmy Hollywood.

Najwięcej pieniędzy pochłonęła realizacja "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza. Film z 2001 roku (dziś wspominany raczej jako artystyczny koszmarek) kosztował około 76,1 mln złotych, ale jednocześnie osiągnął ogromny sukces frekwencyjny. W polskich kinach antyczne widowisko na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza obejrzało około 4,3 mln widzów, a wpływy z biletów sięgnęły około 70 mln złotych. Udowodniło, że polska superprodukcja może przyciągnąć do kin tłumy.

Duży budżet nie gwarantuje dużego sukcesu

Niewiele mniej kosztował "Chopin, Chopin!" Michała Kwiecińskiego z ubiegłego roku. Budżet filmu szacowany jest na około 65-70 mln złotych, co daje mu miejsce tuż za "Quo Vadis" i przed "Lalką". Tutaj ogromne nakłady jednak nie pomogły – ambitna superprodukcja o Fryderyku Chopinie zgarnęła słabe recenzje, przyciągnęła do kin około 450 tys. widzów, a wpływy wyniosły tylko 9 mln zł.

Podobnie było z "Bitwą pod Wiedniem" – historyczna produkcja kosztowała ponad 44 mln zł, ale widzów nie przyciągnęła. Rozczarowaniem okazały się również "Czerwone maki" o bitwie pod Monte Cassino, których budżet wyniósł blisko 33 mln zł. Z kolei "Raport Pileckiego", mimo budżetu sięgającego około 38 mln zł, zgromadził na dużym ekranie zaledwie około 225 tys. widzów.

Ale jest i odwrotny przypadek: "Chłopi" w reżyserii DK Welchman i Hugh Welchmana przyciągnęli ponad 1,8 mln widzów. Niby ryzykowne widowisko z malarską animacją, które kosztowało 30 mln złotych, ale ludzie pobiegli do kin.

Zresztą nie wszystkie wyniki da się jednak łatwo sprowadzić do kategorii "hit" albo "klapa". W przypadku drogich produkcji znaczenie mają nie tylko bilety sprzedane w Polsce, ale również dystrybucja zagraniczna, prawa telewizyjne, VOD i streaming. Ostateczny bilans finansowy wielu filmów nie jest publicznie znany i pozostaje nam gdybanie.

"Lalka" przyciąga widzów do kin. Będzie jednym z najbardziej kasowych polskich filmów?

"Lalka" miała swoją premierę 30 września, a już po pierwszych pięciu dniach dystrybutor Kino Świat poinformował o ponad 620 tys. widzów. To bardzo mocny wynik, choć "Lalce" nie udało się pobić rekordu otwarcia "Kleru", który na starcie przyciągnął, bagatela, 935,3 tys. osób. 9 października podano, że film z Dorocinskim widziało już milion osób.

Dalsza część artykułu poniżej.

Oczywiście to dopiero początek kinowej drogi "Lalki", ale jeśli zainteresowanie produkcją Macieja Kawalskiego utrzyma się przez kolejne tygodnie (a dodatkowo pompuje je bitwa dwóch "Lalek"), film ma szansę powalczyć nie tylko o zwrot ogromnego budżetu, ale również o miejsce wśród najchętniej oglądanych polskich filmów po 1989 roku. Jak prezentuje się czołówka?

  1. "Ogniem i mieczem" (1999) – 7 151 354 widzów,
  2. "Pan Tadeusz" (1999) – 6 168 344 widzów,
  3. "Kler" (2018) – 5 184 258 widzów,
  4. "Quo vadis" (2001) – 4 300 351 widzów,
  5. "Listy do M. 3" (2017) – 3 009 971 widzów,
  6. "Listy do M. 2" (2015) – 2 960 806 widzów,
  7. "Akademia pana Kleksa" (2023) – 2 923 212 widzów,
  8. "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" (2016) – 2 873 149 widzów,
  9. "Katyń" (2007) – 2 761 594 widzów,
  10. "Listy do M." (2011) – 2 560 734 widzów.

Z kolei przed 1989 roku podium również jest zacne. Absolutnym rekordzistą pozostają "Krzyżacy" Aleksandra Forda z 1960 roku, których obejrzało w kinach aż 32 315 695 widzów. Tuż za nimi znalazły się "W pustyni i w puszczy" (1973) z wynikiem 30 989 874 widzów oraz "Potop" (1974), który przyciągnął 27 615 921 osób.

"Lalka" dołączy do pierwszej dziesiątki? Początek jest obiecujący, choć do top 10 wciąż daleka droga – film musiałby przekroczyć wynik 2,56 mln widzów, który obecnie należy do "Listów do M.". Trzymajmy kciuki. Wysokobudżetowe polskie superprodukcje, owszem, nie zawsze przekładają się na frekwencyjny sukces, ale są polskiemu filmowi zwyczajnie potrzebne. "Lalka" ma więc szansę pokazać, że duży budżet, rozmach i historyczna kostiumówka mogą przyciągnąć tłumy do kin.