Natasza Geldon w sądzie
Natasza Geldon zeznawała w sądzie w procesie Nawrocki-Onet Fot. Zrzut ekranu / TVP Info

"Można sobie dorobić, doprowadzając dziewczyny" – miał powiedzieć Karol Nawrocki do Nataszy Geldon. Kobieta zeznawała we wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie w procesie z pozwu obecnego prezydenta przeciwko Onetowi. To jedna z informatorek autorów opublikowanego przez redakcję artykułu "Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu".

REKLAMA

We wtorek 27 października przed warszawskim Sądem Okręgowym odbyła się kolejna rozprawa w toczącym się od połowy września procesie cywilnym, który prezydent Karol Nawrocki wytoczył wydawcy Onetu, czyli spółce Ringier Axel Springer Polska. Prezydent twierdzi, że jego dobra osobiste zostały naruszone. Decyzją sądu wtorkowa rozprawa była jawna.

Jak relacjonuje Onet, Natasza Geldon zgodziła się na pokazywanie jej wizerunku i nagrywanie zeznań. Jak czytamy, kobieta ma 39 lat i pracowała w sopockim Grand Hotelu w sezonach wakacyjnych w latach 2006–2007. Przed sądem mówiła, że zajmowała się tam ochroną przy recepcji i monitoringiem. Dziennikarz Onetu Kamil Dziubka określił ją jako jednego z kluczowych świadków w sprawie i jedną z informatorek tekstu z maja 2025 roku

Natasza Geldon w sądzie. To kluczowy świadek w procesie Nawrocki-Onet

– Znam pana Karola Nawrockiego, poznałam go pracując w ochronie Grand Hotelu. Była to znajomość koleżeńska, ale czysto służbowa, nie spotykaliśmy się poza pracą – powiedziała. Z Nawrockim widywała się w pracy kilka razy w tygodniu, prawie codziennie.

Natasza Geldon opisała w sądzie sytuację, której była świadkiem podczas pełnienia dyżuru w okolicach recepcji Grand Hotelu. – Zauważyłam, że Karol wchodzi do hotelu wraz z kobietą i mężczyzną. Było to nietypowe, bo nie wprowadzaliśmy gości do hotelu – zeznała. – Szli we trójkę, rozmawiali ze sobą, była to sytuacja dość swobodna. Potem wjechali windą do strefy, gdzie przebywają goście hotelowi. W naszych kompetencjach nie było odprowadzanie gości do windy, a tym bardziej wjeżdżanie na górę – dodała.

Kobieta mówiła, że gdy Nawrocki wrócił w okolice recepcji, zapytała go, "o co chodzi". – On odpowiedział, że można sobie dorobić doprowadzając dziewczyny i zapytał, czy ja chcę też wziąć w tym udział – zeznała.

Kobieta odmówiła "w dość ostrych i prześmiewczych słowach". – Powiedział "ok". Potem sytuacja rozeszła się po kościach – dodała w sądzie. "O tej sytuacji nie rozmawiała już więcej z Karolem Nawrockim. Nie dzieliła się tym też z nikim innym. Opowiedziała o niej jedynie swojej mamie" – podaje Onet.

– Kiedy Karol Nawrocki zaczął kandydować na prezydenta, wspomnienie tej sytuacji taką falą wróciło do mnie. I pomyślałam, że skoro pan Stankiewicz akurat się do mnie zgłosił (w kwietniu 2025 roku napisał do niej mailowo dziennikarz Onetu Andrzej Stankiewicz – red.), to będzie słuszne, jeżeli o tym opowiem – powiedziała i zaznaczyła, że "treść artykułu odpowiada temu, co opowiedziała".

Natasza Geldon w sądzie ujawniła tajemnice Grand Hotelu

Natasza Geldon miała 19 lat, kiedy doszło do sytuacji, którą opisała we wtorek w sądzie. – Kiedy więc zauważyłam tę kobietę i mężczyznę z Karolem, odniosłam wrażenie, że wchodzi alfons z p*ostytutką. Późniejsza rozmowa z Karolem jeszcze mnie upewniła – dodała, dopytywana przez sąd o tę sprawę. – Po tym, jak Karol powiedział, że można w ten sposób dorobić, to już miałam prawie pewność, że to opiekun z p*ostytutką – mówiła.

Pełnomocnicy Nawrockiego zapytali ją, czy widywała takie kobiety w hotelu. – Nie wiem, trudno powiedzieć. To była tylko ta jedna sytuacja – odpowiedziała. Jaka dodała, nie zgłosiła sprawy przełożonym, bo była młodą dziewczyną, miała małe doświadczenie i chciała mieć tę pracę. – Właściwie nie wiedziałam, co z tym zrobić. Tuż po zakończeniu pracy jeszcze chwilę o tym myślałam, ale jako młoda dziewczyna nie czułam misji, żeby to zgłaszać. Zwłaszcza że nie zamierzałam się tym zajmować później, to był epizod w moim życiu – stwierdziła.

Sąd we wtorek zdecydował o odroczeniu rozprawy do 18 stycznia 2027 roku. Wówczas zeznania ma złożyć Karol Nawrocki. Sędzia Aleksandra Orzechowska zobowiązała prezydenta do osobistego stawiennictwa na w styczniowej rozprawie – stacjonarnie lub w trybie zdalnym, pod rygorem "pominięcia dowodu z jego zeznań w razie nieusprawiedliwionego niestawiennictwa".