
Monkey branching, czyli przeskakiwanie z jednego związku do drugiego, to toksyczna strategia relacyjna, która w internecie uchodzi za typowo kobiecą. Problem w tym, że naukowe ustalenia nie potwierdzają tego stereotypu. Kto więc tak naprawdę częściej przeskakuje z gałęzi na gałąź?
Rozstanie jest procesem bardzo obciążającym psychicznie, istnieje więc szereg strategii, które służą minimalizacji kosztów takiego zdarzenia. O jednej z nich zrobiło się bardzo głośno przy okazji wypowiedzi Ewy Woydyłło w podcaście "Ku szczęściu".
Psycholożka została zapytana o to, co by powiedziała osobie po czterdziestce, która nie jest w satysfakcjonującej relacji, ale nie chce podejmować decyzji o odejściu, gdyż obawia się, że nie spotka nikogo lepszego. – Nie wiem, czy nas panowie słuchają, ale kobietom często mówię: "To ty się nie rozstawaj, tylko najpierw znajdź kogoś lepszego. A wtedy to się rozstaniesz" – odpowiedziała Ewa Woydyłło, ponownie wywołując niemałą burzę w internecie.
Monkey branching jest wprost uwielbiany w środowiskach redpillowych
"Monkey branching" (przeskakiwanie z gałęzi na gałąź) to toksyczna strategia relacyjna, która prowadzi do poszukiwania potencjalnych partnerów przed podjęciem decyzji o odejściu. Kiedy dochodzi do zerwania poprzedniej więzi, osoba, która z niej korzysta, często bardzo szybko wchodzi w kolejny związek.
Tak naprawdę takie zachowanie zakłada więc kilka różnych strategii – budowanie potencjalnych więzi poza relacją, redukowanie kosztów psychicznych (ale też, nazwijmy to "logistycznych") zerwania i zaangażowania się w nową więź bez konieczności konfrontacji z samotnością. Tworzy to sporą przewagę po stronie osoby, która taką strategią się posługuje. Nic więc dziwnego, że "monkey branching" na ogół jest postrzegany negatywnie. Jednocześnie sam w sobie może być dość ryzykowny – brak okazji do przeżycia straty nie musi sprzyjać budowaniu pozytywnych relacji w przyszłości.
Taka przestrzeń, choć często może wydawać się przytłaczająca i trudna, bywa idealną okazją do przepracowania straty i refleksji nad tym, co nie zadziałało. Pozwala też zbudować w głowie pewną "bazę" wiedzy o sobie: zrozumieć, czego warto unikać, czego szukamy w relacji, a także jakie są nasze potrzeby i motywacje. Bez tego istnieje ryzyko powielania tych samych błędów. A te z pewnością popełniliśmy – nawet jeśli ciężar problemów w relacji spoczywał głównie na "drugiej stronie".
Czy kobiety częściej przeskakują "z gałęzi na gałąź"?
Sam wydźwięk terminu kojarzy się negatywnie, przez co bardzo często pada w przestrzeni internetowej, zwłaszcza w kontekście tzw. czerwonej pigułki – środowisk redpillowych. Warto jednak uwzględnić kilka rzeczy – choć kobiety częściej odchodzą ze związków, niekoniecznie czynią to w ramach "monkey branchingu".
Nie ma też twardych przesłanek, by sądzić, że kobiety częściej dokonują "monkey branchingu" niż mężczyźni. Skłonność do szukania relacji zależy przede wszystkim od cech indywidualnych, np. lęku przed samotnością lub stylu miłości zwanego "ludus", oznaczającego traktowanie relacji intymnych jako gry.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Badacze Cassie Shimek i Richard Bello w pracy "Radzenie sobie z rozstaniami: związki 'na pocieszenie' a socjalizacja płciowa" zauważają nawet, że mężczyźni częściej szybko wchodzą w relacje po zerwaniu, a wiążą to z mniejszym wsparciem społecznym, silniejszym przywiązaniem emocjonalnym do byłej partnerki i właśnie stylem "ludus".
Jednocześnie to mężczyźni utrzymują więcej kontaktów typu "back burner", "na boku" – relacji o różnym stopniu zaangażowania, które dają potencjał do przeprowadzenia "monkey branchingu". Tak wynika z analizy "Komunikacja z 'rezerwowymi' wśród studentów w zależności od statusu związku i stylu miłości" stworzonej przez Jaysona L. Dibble'a, Narissarę M. Punyanunt-Carter i Michelle Drouin.
Dibble i Drouin w innej analizie: "Wykorzystanie nowoczesnych technologii do utrzymywania kontaktu z osobami 'odłożonymi na później': analiza modelu inwestycyjnego" wskazywali, że mężczyźni statystycznie deklarowali dwukrotnie więcej "opcji zapasowych" niż kobiety. Sam fakt, że są to "deklaracje", jest jednak pewnym czynnikiem ryzyka.
Jak więc widać, zjawisko jest znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Główny problem polega na tym, że sam monkey branching jest trudny do pomiaru z perspektywy naukowej, a badania dotyczą raczej poszczególnych komponentów tej strategii. Co ciekawe, sam fenomen nie jest (jeszcze) terminem naukowym. Jakościowych publikacji stricte na jego temat w zasadzie nie ma.






