
Ewa Woydyłło wywołała burzę słowami o rozstaniach i szukaniu lepszego partnera. Psycholożce zarzucono promowanie toksycznego modelu relacji, a jej wypowiedź stała się punktem wyjścia do szerszej dyskusji w mediach społecznościowych. Sprawa pokazuje, że problem środowisk psychologicznych wykracza daleko poza jeden kontrowersyjny fragment podcastu.
– Co byś powiedziała osobie po czterdziestce i jest w relacji, która nie jest satysfakcjonująca, nie jest dobra, ta osoba nie jest szczęśliwa, ale mówi: "No ale co się będę już rozstawać, jeśli już nie spotkam nikogo lepszego" – zapytała Ewę Woydyłło Anna Wendzikowska w trakcie podcastu "Ku szczęściu".
– Ja mówię, nie wiem, czy nas panowie słuchają, ale kobietom często mówię: "To ty się nie rozstawaj, tylko najpierw znajdź kogoś lepszego. A wtedy to się rozstaniesz" – odpowiedziała psycholożka.
Przyjrzyjmy się jednak kontekstowi
Choć internet błyskawicznie wydał negatywny osąd, warto zaznaczyć kilka kwestii. Po pierwsze, feralna wypowiedź padła dopiero pod koniec rozmowy, kiedy atmosfera była nieco mniej poważna (choć Ewa Woydyłło nie sygnalizowała w żadnym momencie, że jej wypowiedź może być żartobliwa). Po drugie, nie musi dotyczyć ona rekomendacji wyłącznie dla kobiet. Woydyłło wyraźnie zaznacza: "nie wiem, czy nas panowie słuchają".
Zapoznałem się z treścią rozmowy i nie ma tam wielu innych podobnych "kwiatków", a przekaz jest raczej spójny – dotyczy mitów i prawd o relacjach, pułapek dotyczących warunkowej miłości, dylematu "być kimś" kontra "być najlepszą wersją siebie", zmiennością jednostek (a co za tym idzie, zmianami środowiska relacyjnego) i kwestii "miłości własnej".
"Monkey branching" i do przodu
Nie zmienia to faktu, że internet bardzo negatywnie zareagował na tę wypowiedź. Fragment podcastu z nią pojawia się w mediach społecznościowych. Ewie Woydyłło zarzuca się promowanie toksycznego wzorca relacyjnego zwanego "monkey branching" (przeskakiwanie z gałęzi na gałąź).
Warto zaznaczyć, że postrzeganie trendu "monkey branching" jako toksycznego wynika nie tylko z tego, że obecny związek jest traktowany jako tymczasowy, a samo zachowanie jest odbierane jako nieszczere, ale także z tego powodu, że nie daje osobie, która stosuje taką strategię, szansy na konstruktywne przeżycie samotności.
Co ważne, "monkey branching" krytykowany jest przede wszystkim przez środowiska redpillowe, które stawiają go jako dowód na "toksyczną" naturę kobiet. Wypowiedź renomowanej psycholożki w tym zakresie idealnie wpisuje się w światopogląd osób, które tworzą manosferę, co może umacniać ich przekonania na temat relacji. Jednocześnie prezentowany przez Woydyłło pomysł na poradzenie sobie z problemami w relacji to perspektywa dość liberalna, stąd też równoległa krytyka bardziej konserwatywnych internautów.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Problem z wypowiedziami Woydyłło nie ogranicza się do podcastu
W aferze po wypowiedzi Ewy Woydyłło widać też bardzo wiele zarzutów wobec środowiska psychologicznego jako takiego. To z kolei jest o tyle problematyczne, że po raz kolejny uderza to w wizerunek branży pomocowej, która w ostatnim czasie nie cieszy się najlepszą prasą. Wręcz przeciwnie. Zwracam na to uwagę, bo jestem przedstawicielem tej branży i uważam, że duża część krytyki jest uzasadniona.
Środowiska psychologiczne obecnie walczą ze sobą (również w infosferze) o kontrolę nad rodzącym się w bólach samorządem zawodowym. W międzyczasie pojawiają się głośne skandale. Również z udziałem Ewy Woydyłło, jak było w przypadku jej wypowiedzi o Idze Świątek (za którą psycholożka przeprosiła), ale także w związku z dymisją Patryka Hałajczaka z funkcji przewodniczącego Warszawskiego Oddziału Terenowego PTP (de facto najważniejszej organizacji psychologicznej w kraju) po dziennikarskim śledztwie "Gazety Wyborczej", nie ukrywajmy, niedziałające na korzyść społecznej percepcji zawodu.
Równolegle do tych problemów pojawiają się zarzuty dotyczące bogatej psychoterapeutycznej "kasty" (to akurat materiał Onetu), wątki w mediach społecznościowych pełne są osób, które nie są w stanie znaleźć pracy w zawodzie z powodu przesycenia rynku (a przy tym wszystkim psychologów kształci się rekordowa liczba), a sporadycznie wybuchają także pomniejsze afery w mediach społecznościowych. Wszystko to tworzy obraz branży w rozpaczy, która chyba niekoniecznie ma pomysł na to, jak z tej rozpaczy wyjść. O ironio. Może trzeba na poważnie zastanowić się nad tym, jak to wszystko teraz odkręcić. Tu "monkey branching" raczej nie pomoże.






