
Internet to wylęgarnia wszelkiego rodzaju podróżniczych trików. Wiele z nich to naprawdę ciekawe patenty na to, jak ułatwić sobie pakowanie czy nawet szukanie tanich biletów. Niestety najnowszy hit, który opanowuje lotniska w Europie, to czysta głupota, przez którą w portach lotniczych rosną kolejki.
Latanie zawsze wiąże się ze stresem. Choć sama latam nawet kilka razy w miesiącu, to zawsze z tyłu głowy mam obawę – co, jeśli spóźnię się na lot, czy zabrałam dowód/paszport, czy na pewno nie mam za dużych kosmetyków w bagażu? Pytania ciągną się w nieskończoność, stąd wiele osób próbuje się zabezpieczyć. I właśnie taka chęć zapobiegania kłopotom stała się problemem na lotniskach w Europie.
Owijają paszport folią aluminiową. Zamiast się chronić, tylko denerwują innych
Na lotniskach w wielu miejscach Europy wyraźnie zauważalny jest trend na foliowanie paszportów. Wystarczy zwykła folia aluminiowa – ta sama, którą owijamy kanapki albo ulubionego kebaba. Tylko po co w ogóle to robić?
Żeby to zrozumieć, trzeba przyjrzeć się kwestiom technicznym. Nasze paszporty biometryczne (w Polsce wydawane od 2006 roku) posiadają specjalny chip RFID, na którym zapisane są wszystkie nasze dane, w tym także odciski palców. Internetowi samozwańczy eksperci wykorzystali to, aby wpędzić podróżnych w nową manię.
W wielu miejscach zaczęły pojawiać się informacje, że wystarczy zwykły czytnik zbliżony do naszego plecaka lub torby, aby pobrać te dane. I właśnie przed taką kradzieżą ma chronić folia aluminiowa. Tylko że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno jest tak naprawdę odczytać cokolwiek z takiego dokumentu.
Jeżeli kiedykolwiek próbowaliście potwierdzić cokolwiek przy użyciu dowodu osobistego z warstwą elektroniczną (przy okazji warto sprawdzić, do kiedy należy wymienić dowód osobisty), wiecie, jak wrażliwe są czytniki. Tak naprawdę muszą leżeć bezpośrednio na dokumencie i pozostać nieruchome, aby proces zakończył się sukcesem. Z paszportami jest tak samo. Po drugie, dane z paszportów są dodatkowo zaszyfrowane, więc ich pozyskanie przez osoby trzecie jest w zasadzie niemożliwe – o ile sami przez przypadek nie podamy ich na jakiejś stronie stworzonej przez oszustów.
A dlaczego foliowanie paszportów denerwuje innych? Bo kiedy takie zapobiegliwe osoby podchodzą np. do okienka z odprawą muszą tę folię zdjąć. A to potrafi mocno wydłużyć całą procedurę, przez co kolejki dodatkowo się wydłużają.
Zobacz także
Folia na paszporcie to tylko problem. Lepiej postaw na zwykłą okładkę
Jeżeli trzymacie paszport w torebce, plecaku czy nawet nerce, pobranie z niego danych staje się w zasadzie niemożliwe. Warstwy materiału skutecznie zablokują sygnał i oszust nie będzie w stanie niczego zrobić. Jeśli natomiast zastanawiacie się, jak się chronić przed kradzieżą z karty płatniczej – oto pomocne wskazówki.
Nie oznacza to jednak, że paszportu nie należy chronić – zwłaszcza że polski paszport pokonał USA w rankingu siły dokumentów podróży. Zdecydowanie większym problemem niż odczytanie danych przez nieuprawnione osoby bywa zalanie dokumentu kawą czy chociażby wodą. Kiedy do tego dojdzie, na stronach pojawią się wyraźne plamy, przez które dokument może zostać uznany za uszkodzony, a tym samym nieważny. Podobnie wygląda to w przypadku rozdarć. Wtedy pozostaje sprawdzić, gdzie szybko wyrobić paszport tymczasowy, ale to rozwiązanie awaryjne, które nie sprawdzi się w każdym kraju.
I właśnie ze względu na te fizyczne zagrożenia mój paszport zawsze jest schowany w specjalnej okładce. Dzięki temu nie porwie się w plecaku, a i w razie zalania jest w dużej mierze chroniony. Dodatkowo wysunięcie go z okładki to kwestia jednego gestu (zawsze wsuwam go tylko częściowo). W przypadku zdejmowania folii trwa to o wiele dłużej.






