
Choć latanie samolotem należy do najbezpieczniejszych sposobów transportu, to jednak na ich pokładach dochodzi czasami do niebezpiecznych wypadków. Jeden z nich miał miejsce w ostatnich dniach. Na pokładzie najpierw nastąpił wybuch, a zaraz po tym w kabinie zaczął rozprzestrzeniać się dym. Ranna została 60-latka.
Czasem wystarczy ułamek sekundy, by spokojny lot samolotem zmienił się koszmar. Najnowsze doniesienia z azjatyckiej linii lotniczej udowadniają, że urządzenia noszone przez nas na co dzień w torbach potrafią być bardzo niebezpieczne kilka kilometrów nad ziemią.
To miał być szybki lot do Korei Południowej. Na pokładzie HK Express doszło do wybuchu
Do groźnego incydentu doszło na pokładzie samolotu tanich linii HK Express, który realizował lot z Hongkongu na lotnisko na wyspie Jeju w Korei Południowej. W trakcie trwającego dwie i pół godziny rejsu pasażerowie usłyszeli huk przypominający niewielką eksplozję. Chwilę później w kabinie zaczął unosić się dym, co wywołało natychmiastowy niepokój.
Do awaryjnego lądowania nie doszło, bo samolot zbliżał się do portu docelowego. Załoga poinformowała jednak służby ratownicze o niebezpiecznej sytuacji, w której to 60-letnia kobieta doznała oparzenia kciuka u dłoni.
Podróżniczką chwilę po wylądowaniu zajęli się medycy. Według wstępnych ustaleń i raportu lokalnej straży pożarnej, bezpośrednią przyczyną wybuchu było urządzenie, które przewoziła pasażerka.
Zobacz także
Przegrzanie urządzenia w samolocie. Z tym gadżetem podróżuje niemal każdy
Jak podaje "Independent", do nieszczęśliwego wypadku doszło w momencie, gdy 60-latka próbowała wyciągnąć powerbank ze swojej torby umieszczonej pod siedzeniem przed jej fotelem. To wtedy miał mieć miejsce nagły zapłon, a następnie pojawił się toksyczny dym, a kobieta doznała oparzenia.
Personel pokładowy natychmiast wdrożył rygorystyczne procedury bezpieczeństwa, zabezpieczając rozgrzany gadżet w specjalnej torbie ognioodpornej i zanurzając go w wodzie. Takie działanie zapobiegło rozprzestrzenieniu się ognia w kabinie. Podobnie postąpiły stewardesy, gdy niedawno na pokładzie Lufthansy ogień pojawił się podczas rejsu z Frankfurtu do Lizbony.
Jak przewozić powerbank w samolocie i czy wolno ładować urządzenie w trakcie lotu?
Niestety opisany incydent w samolocie HK Express nie jest odosobnionym przypadkiem. To kolejny już w ostatnich miesiącach dowód na to, że przenośne baterie stanowią bezpośrednie zagrożenie w transporcie lotniczym. Wcześniej powerbank eksplodował w samolocie linii Royal Air Philippines, wymuszając awaryjne lądowanie w Hongkongu.
Przewoźnicy oraz organizacje międzynarodowe przypominają o twardych zasadach, które bezwzględnie trzeba stosować: powerbanki i zapasowe akumulatory absolutnie nie mogą trafiać do bagażu rejestrowanego. Mogą być przewożone tylko i wyłącznie w torbie lub plecaku, z którymi wchodzimy na pokład. Obowiązuje też nowy limit w bagażu podręcznym – maksymalnie dwa powerbanki na pasażera.
To jednak nie wszystko. Ten gadżet w samolocie ma prawie każdy, dlatego zasady jego przewozu są coraz surowsze. Podczas całej podróży na pokładzie większości linii lotniczych powerbanków nie wolno ładować, ani nawet używać do zasilania telefonu i chować w trudno dostępnych schowkach nad głowami. Dlaczego? Otóż załoga musi mieć możliwość, by w porę zareagować. Bezpieczeństwo pasażerów na pokładzie jest priorytetem.






