
Serialowa wersja "Carrie" produkcji Prime Video odniosła niezaprzeczalny triumf, stając się dla Mike'a Flanagana złotym biletem. Twórca telewizyjnej adaptacji od lat ma na oku inną książkę Stephena Kinga. Przeniesienie jej na mały ekran byłoby spełnieniem jego marzeń.
Serial "Carrie" – nowa adaptacja powieści grozy Stephena Kinga – w fascynujący sposób zamieniła paranormalny horror w thriller psychologiczny idealnie obrazujący licealny świat w zatrważającym tempie zjadany przez media społecznościowe. Mike Flanagan dostrzegł niuanse kryjące się za dość stereotypowymi postaciami. W jego ujęciu najlepiej zagrała przede wszystkim dynamika między ekranowymi nastolatkami i dorosłymi, którzy nie mają bladego pojęcia, co gra w duszy pokolenia Z.
"Horror wynikający z tego, co niewyjaśnione, zastąpiono w serialu tragizmem współczesnego świata. Twórca nie konstruuje makiety miasteczka Chamberlain w stanie Main wedle koncepcji niesamowitość Sigmunda Freuda. Świat przedstawiony buduje za to wokół chęci zrozumienia powodu popychającego ludzi do czynienia zła" – pisałam w recenzji pierwszego sezonu "Carrie".
"Carrie" to dla Mike'a Flanagana przepustka do realizacji marzenia. Od lat ma na oku inną książkę Stephena Kinga
Twórca rewelacyjnej "Nocnej mszy" z początku nie chciał mieszać się w dziedzictwo kultowej książki Kinga z 1974 roku, ale po pewnym czasie dostrzegł w niej nowy potencjał i zarazem furtkę do spełnienia swojego największego marzenia, którym jest realizacja adaptacji innego dzieła mistrza grozy. Zanim do tego przejdziemy, zarysujemy najpierw pewien kontekst.
Jak sugerował amerykański magazyn "Entertainment Weekly", Flanagan świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że "Carrie" była interpretowana na wiele różnych sposobów, a wersja wyreżyserowana przez Briana De Palmę ("Człowiek z blizną") z połowy lat 70. uchodzi za ikoniczną. – Nie musieliśmy do tego wracać – mówił. Reżyser ostatecznie zmienił zdanie, gdy pojął, że Carrie White nie jest jedyną osobą w uniwersum Kinga obdarzoną nadprzyrodzonymi mocami.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
– Carrie należy do o wiele większego świata, o którym nie ma bladego pojęcia. I myślę, że jedną z tragedii historii Kinga jest to, że ta dziewczyna nigdy się o tym nie dowie. Mieliśmy szansę to zmienić – podkreślił w rozmowie z portalem Den of Geek. "Carrie" Flanagana odniosła wielki sukces komercyjny (w pierwszym tygodniu jej oglądalność wyniosła łącznie około 1,26 mld minut), a Prime Video bez wahania dała zielone światło drugiemu sezonowi serialu. Tym samym scenarzysta pokazał platformie, że może mieć do jego decyzji kreatywnych pełne zaufanie.
Przypomnijmy, że w marcu tego roku gigant streamingu podpisał z Flanaganem wieloletnią umowę na współpracę. Twórca "Nawiedzonego domu na wzgórzu" Netflixa sugerował, że w ramach "Carrie" z chęcią przyjrzy się bliżej wątkom z "Lśnienia" oraz wydanego siedem lat temu "Instytutu". Reżyser ma też w planach ambitny projekt związany z adaptacją ośmiotomowego cyklu powieściowego "Mroczna Wieża", który jest oczkiem w jego głowie. Sukces "Carrie" z dużym prawdopodobieństwem otworzy mu drogę do realizacji tego marzenia.
"Mroczna Wieża" Mike'a Flanagana byłaby wierna Stephenowi Kingowi
Flanagan chciałby poprowadzić serial telewizyjny zgodnie z chronologią, zaczynając od pierwszej części pt. "Mroczna Wieża I: Roland" (oryg. "The Dark Tower: The Gunslinger"), która skupia się na losach ostatniego rewolwerowca Świata Pośredniego, będącego na tropie tajemniczego Człowieka w Czerni. Reżyser nie chce popełnić błędu filmu Nikolaja Arcela ("Bękart") z 2017 roku, stanowiącego luźne połączenie kilku części książkowego cyklu naraz. Wspomniana produkcja z Idrisem Elbą ("Luther") i Matthew McConaugheyem ("Detektyw") uchodzi za jedną z 10 najgorszych adaptacji Stephena Kinga, które lepiej omijać z daleka.
– King zrobił to dobrze. Wprowadził cię, zaczynając od dwóch osób i niczego więcej. Prowadził cię przez wszystko krok po kroku – wyjaśnił Flanagan w wywiadzie z The Process Unlocked, zaznaczając, że jego adaptacja, nad której scenariuszem pracuje od 4 lat, ma być wierna narracji oryginalnego autora.
Dodajmy, że lutym bieżącego roku branżowy portal Deadline informował, że razem z Warner Bros. Flanagan przeniesie na mały ekran nowelę Stephena Kinga z lat. 80. zatytułowaną "Mgła", która w 2007 roku doczekała się dobrze przyjętego przez krytyków filmu w reżyserii Franka Darabonta ("Skazani na Shawshank"), a dekadę później otrzymała dziesięcioodcinkową produkcję telewizyjną stacji Spike TV.




