
Inteligencja emocjonalna (EQ) odpowiada za znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać, a jej braki potrafią skutecznie niszczyć bliskie więzi. Istnieją jednak sposoby, które pozwalają rozwijać kompetencje emocjonalne. Co ważne, nie wymagają wielkiej życiowej rewolucji, ale przede wszystkim większej uważności, empatii i refleksji nad własnymi zachowaniami oraz motywacjami.
"EQ", czyli emotional quotient (inteligencja emocjonalna) nie jest sztywną definicją kliniczną. Istotnym problemem związanym z niskim poziomem tego zasobu są występujące wraz z nim deficyty w relacjach interpersonalnych.
Takimi problemami mogą być "czterej jeźdźcy apokalipsy", których opisuje badacz John Gottman. Ta konkretna koncepcja nie odnosi się do EQ per se, ale sam naukowiec zajmował się również "meta-emocjami" (myśleniem o własnych emocjach), a jego prace regularnie cytowane są przez badaczy inteligencji emocjonalnej (w tym nawet samego Daniela Golemana, który walnie przyczynił się do popularyzacji hasła EQ).
Na wstępie przyjrzyjmy się, co Gottman dostrzega jako najbardziej szkodliwe zachowania w relacjach. Są to:
- Krytyka – bezpośrednie atakowanie drugiej osoby, np. oskarżanie jej o wady charakteru.
- Pogarda – komunikacja z wyższością, wywoływanie poczucia braku wartości u odbiorcy komunikatu.
- Defensywność – unikanie jakiegokolwiek wzięcia odpowiedzialności za nasze reakcje.
- Mur obojętności – ucinanie prób poprawy, wycofywanie się z kontaktu, blokada emocjonalna.
Na opisie się nie skończyło. Badacz opracował też cztery metody, które pozwalają na walkę z "jeźdźcami". Myślę, że to bardzo dobry punkt wyjścia do rozmowy o podnoszeniu swoich kompetencji emocjonalnych. Proponowane przez badacza "antidota" można wdrożyć stosunkowo szybko, choć niekoniecznie jest to proste. Jakie zachowania mogą poprawiać nasze zdolności do nawigowania w relacjach?
1. Komunikacja zaczynająca się od "ja"
Tu odnosimy się do krytyki. Zamiast niej (czyli komunikatów zorientowanych na "ty"), lepiej posługiwać się komunikatami zaczynającymi się od naszej perspektywy – "czuję się tak", "martwię się o to", "chcę, żeby stało się to". Chodzi tu o wyrażenie uczuć i konkretnej potrzeby w danej sytuacji. Wcale nie jest to tak proste, na jakie wygląda, bo często wymaga zrobienia kroku wstecz i zastanowienia się, dlaczego właściwie czujemy dyskomfort w danej sytuacji.
2. Budowanie kultury uznania i szacunku
To antidotum na pogardę. Chodzi o ograniczenie sarkazmu, cynizmu, drwin i wyśmiewania innych osób w komunikacji. W założeniu chodzi tu o zmianę tego, jak z kimś rozmawiamy w codziennych sytuacjach – regularne docenianie, dziękowanie za małe gesty, życzliwa postawa. W ten sposób budujemy coś w rodzaju emocjonalnego konta, zasilanego szeregiem drobnych, pozytywnych interakcji.
3. Branie odpowiedzialności
To zachowanie dotyczy defensywności. Pełne wzięcie odpowiedzialności może być trudne. Warto więc zacząć od podstaw – okazania (choćby delikatnego) poczucia winy, przyznania się do pewnych błędów po naszej stronie (nasze zachowanie nigdy nie jest idealne), ale też "zdjęcia zbroi" i przeprosin. Z drugiej strony ważne jest też to, żeby druga strona nie wykorzystała tej pozornej słabości. Jeśli tak się stanie, prawdopodobnie warto wrócić do punktu pierwszego.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
4. Przerwa i samodzielne uspokojenie się
Wycofanie się z interakcji (wcześniej wspomniany mur obojętności) bardzo często jest reakcją obronną. W takim razie niekoniecznie należy z niej w pełni zrezygnować. Zamiast tego można wdrożyć pewne ramy – np. widzę, że w tym momencie odczuwam duży dyskomfort emocjonalny, więc komunikuję drugiej osobie, że mam potrzebę przerwania kłótni lub dyskusji i samodzielnego skonfrontowania się z emocjami. Tu jednak wkracza kluczowy element – taka przerwa musi mieć jasne ramy, najlepiej ustalić, ile będzie trwać (raczej liczymy to w minutach lub pojedynczych godzinach niż dniach) i obiecać sobie nawzajem powrót do konwersacji po tym czasie (i oczywiście tej obietnicy dotrzymać).
Te cztery schematy to solidna podstawa. Nie rozwiązują bardziej zaawansowanych problemów i choć Gottman posługuje się przy nich słowem "antidotum", jest to dość daleko idąca interpretacja. Każda relacja jest inna, ale klucz jest ten sam – zwiększanie naszej samoświadomości, usprawnianie komunikacji, empatia i wytyczanie wspólnych granic. A potem można (i warto) pomyśleć o bardziej precyzyjnych rozwiązaniach, adekwatnych do okoliczności.






