Dłoń trzymająca dwie foliowe przesyłki z AliExpress z naklejonymi etykietami wysyłkowymi, czyli paczki z Chin objęte opłatami importowymi
Małe paczki z Chin są coraz droższe. Dopłaty mogą przebić wartość zamówionego towaru. Fot. OMfotovideocontent / Shutterstock

Kiedyś zamawiałem z Chin drobiazgi za kilka złotych dla oszczędności lub z czystej ciekawości. Ostatnio przy kasie okazało się, że za cło i nowe opłaty zapłacę więcej niż za sam koszyk. I to mimo darmowej dostawy i rabatu. Od początku listopada naprawdę przestało zamawianie taniochy z AliExpress czy Temu naprawdę przestało mieć sens.

REKLAMA

Unia Europejska od kilku miesięcy kręciła sznur na rzeczy nie tylko "Made in China", ale ogólnie spoza wspólnoty.. O tym, że Temu i Shein traciły swoją największą przewagę, pisałem już wiosną, ale wtedy była to jeszcze teoria. Teraz doświadczyłem tego na własnej skórze i aż nie dowierzałem, że nie udało mi się jakoś tego sprytnie ominąć.

Cło na paczki z Chin i nowa opłata. Skąd te dodatkowe koszty?

Podwyżki przyszły stopniowo. Od 1 lipca nie ma już zwolnienia z cła dla przesyłek do 150 euro (ok. 655 zł). W jego miejsce weszła stała stawka 3 euro (ok. 13 zł) za pozycję w przesyłce. To rozwiązanie tymczasowe, które ma obowiązywać do 1 lipca 2028 roku. Od 1 listopada doszła kolejna opłata za paczki z Temu, Shein i AliExpress.

Ta opłata manipulacyjna wynosi 2 euro (ok. 9 zł) i też liczy się od pozycji, a pozycja to według Krajowej Szkoły Skarbowości "grupa towarów tego samego rodzaju". Dwie bawełniane koszulki liczą się więc raz, a koszulka, latarka i zabawka już trzy razy. Na każdą grupę przypada 5 euro (ok. 22 zł), do czego dochodzi jeszcze VAT. Po co to wszystko?

Stare zwolnienie, jak przekonuje Ministerstwo Finansów, było "nadużywane poprzez zaniżanie ich wartości i sztuczne dzielenie przesyłek". Nowe przepisy uderzają w fanów tanich gadżetów, bo chodzi też o powstrzymanie zalewu taniości i ochronę europejskich firm.

I to rzeczywiście działa. Już w lipcu INNPoland donosiło, że tanie paczki z Chin dostały potężny hamulec, a według Krajowej Administracji Skarbowej liczba zgłoszeń takich przesyłek w Polsce spadła mniej więcej o połowę. I najpewniej dalej będzie pikować.

Zakupy na AliExpress. Koszyk za 77,77 zł, opłaty za 80,82 zł

Należę do ludzi, którzy lubili zamawiać różne "przydasie" za parę złotych. A to łańcuch do kluczy, a to kabelki USB czy poidełko dla kota. Przed wakacjami to się jeszcze opłacało.

Wystarczyło wziąć trzy rzeczy w ramach Choice (to program Ali z darmową dostawą) i paczka przychodziła bez żadnych dopłat. Te same produkty w polskich sklepach kosztowały kilka razy więcej, więc np. etui na telefon wolałem kupić bezpośrednio z Chin za 10 zł niż u polskiego pośrednika za 40 zł. Niestety to już przeszłość.

Ostatnio pękły mi gąbki w słuchawkach (Redragon H858 oczywiście z Państwa Środka), a że to dobry sprzęt, to szkoda go wyrzucać. Zamiennika w polskich sklepach nie znalazłem, więc "wybrałem się" na zakupy do Chin.

Gąbki kosztowały 39,19 zł, a do tego dorzuciłem jeszcze dwa akcesoria do Beyblade (nie pytajcie, piszę o tym, by operować na konkretnym przykładzie) za 14,29 zł i 24,29 zł, bo też nie ma ich w polskich sklepach, a drukarki 3D w domu nie mam.

Zrzut ekranu z AliExpress z rozpisanymi opłatami importowymi: cłem 59,03 zł i opłatą manipulacyjną 21,77 zł oraz całkowitą kwotą zamówienia 132,19 zł
Towar za 77,77 zł, opłaty importowe za 80,82 zł. Tak wygląda małe zamówienie z Chin. Fot. zrzut ekranu / AliExpress

Razem 77,77 zł i dostawa za darmo. Tyle że podsumowanie zamówienia pokazało jeszcze 80,82 zł szacowanych opłat importowych, a więc... więcej niż za sam towar. Do tego AliExpress wzięło na siebie 26,40 zł, ale i tak zostało mi 54,42 zł dopłaty i 132,19 zł do zapłacenia. Wklepałem jeszcze kod rabatowy, a i tak jestem ponad 50 zł w plecy.

Rozbijmy tę opłatę zgodnie z wytycznymi UE. Trzy pozycje po 5 euro to 15 euro, a po doliczeniu 23 proc. VAT wychodzi około 81 zł. Moje dawne etui za 10 zł przed rabatami od Ali kosztowałoby dziś około 37 zł, czyli niemal tyle, co u polskiego sprzedawcy. Nie miałem wyjścia, więc zamówiłem, ale przy takich "pierdółkach" był to ostatni raz.

Przy droższych zakupach te kilkadziesiąt złotych nie robi takiej różnicy, a powyżej 150 euro ryczałtu i tak nie ma, bo wchodzi zwykłe cło. Gdy jednak opłaty dorównują wartości towaru, lepiej rozejrzeć się w polskich lub europejskich sklepach. Nawet jeśli produkt będzie tam droższy, końcowa suma może wyjść niższa.

Jak ominąć cło z Chin? Sposoby są, ale cudów nie będzie

Nie jest to już takie proste i nie chodzi tylko o Ali, bo te same opłaty dotyczą też Temu (niżej screen), Shein i innych platform. Najprostszy sposób to zamawianie rzeczy z jednej grupy, np. samych zabawek albo samej elektroniki.

Zrzut ekranu z komunikatami Temu o pokryciu 30 proc. opłat importowych do 80 zł oraz o braku opłat importowych dla towarów z lokalnych magazynów
Temu dorzuca się do opłat importowych. Towary z lokalnych magazynów są ich pozbawione. Fot. zrzut ekranu / Temu

Wtedy dopłata naliczana jest raz, a nie za każdy rodzaj towaru osobno. Problem w tym, że o przypisaniu do grupy decyduje kod celny, więc kupujący nie zawsze wcześniej zgadnie, co zostanie policzone razem. Dopiero okaże się to w koszyku.

Drugie wyjście to wysyłka z Polski lub innego kraju UE (można zaznaczyć w opcjach wyszukiwania w sklepie), bo giganci mają już swoje centra logistyczne w Europie. Paczki z takich magazynów nie są objęte ani cłem, ani opłatą manipulacyjną.

Trzeba jednak porównać ostateczną cenę, bo towar z europejskiego magazynu bywa droższy (pewnie cło już jest doliczone z automatu). Przed kliknięciem "Zapłać" warto też pamiętać, że zwrot paczki nie oddaje cła ani VAT.

Nie wiadomo również, jak długo platformy będą się dorzucać do opłat. Gąbki do słuchawek przyjadą więc do mnie prawdopodobnie jako ostatnia taka przesyłka, bo czasy małych zamówień za grosze z Chin bezpowrotnie minęły.