
Może też macie takich znajomych, o których wiadomo, że mają wszystko, czego zapragną. Wiedzie im się w życiu osobistym, kariera zawodowa rozwija się tak, że inni o tym tylko marzą, a sytuacja finansowa wywołuje zazdrość. No i czego takim ludziom można życzyć, gdy nadchodzi ku temu okazja – święta, Nowy Rok, czy urodziny? Taki właśnie problem jest z Bartłomiejem Misiewiczem.
Najbardziej zaufany człowiek Antoniego Macierewicza kończy dziś 27 lat. Wiek młody, a dokonań i sukcesów mnóstwo. Funkcjami, zaszczytami i osiągnięciami można by obdzielić Curriculum Vitae dziesiątki ludzi w tym wieku. W takiej sytuacji aż nie bardzo wiadomo, czego można życzyć Bartłomiejowi Misiewiczowi. I ciężko zdobyć się na coś więcej niż sztampowe "wszystkiego najlepszego" i "sto lat".

Życzyć mu sukcesów zawodowych? To byłoby tak, jakby nie docenić tego, co już osiągnął i w czym nie przeszkodził mu ani młody wiek, ani brak doświadczenia, ani też braki w wykształceniu. Bartłomiej Misiewicz był już rzecznikiem ministerstwa obrony narodowej. Gdy zaczął pełnić tę funkcję miał zaledwie 25 lat i... wciąż nieskończone studia. Studiował prawo ("Jakie? – Normalne..."), ale nie udało się uwieńczyć tych wysiłków przynajmniej licencjatem. Jesienią powrócił do nauki, przygarnęła go pewna uczelnia w Toruniu. Chyba więc nie ma co mu życzyć ukończenia studiów, bo teraz można przypuszczać, że i na tym polu sukces jest niemal pewny.
Przygód? Dobrej zabawy? Tego też chyba nie ma mu co życzyć, bo w jego życiu ich nie brakuje. Tak jak i sławy. Wystarczy, że na chwilę wyjedzie z Warszawy – dajmy na to do Białegostoku – a już robi się szum. Pojedzie do Grójca – i mu salutują. Wybierze się do niewielkiej Sarniej Góry – i cały pododdział żołnierzy wykrzykuje w jego kierunku "Czołem, panie ministrze!".
Więcej pieniędzy? Też życzyć nie wypada, skoro i tak już zarabia więcej niż człowiek określany mianem Naczelnika Państwa, a o pensji, jaką dostaje w MON, ludzie z jego wykształceniem zazwyczaj mogą tylko pomarzyć. Lepszych samochodów? Może mieć każdy pojazd i żaden korek mu niestraszny, gdy nagle najdzie go ochota na Bic Maca, a limuzyny zazdrościć mu mogą osoby wyżej postawione w rządzie.
Lepszego szefa? No wybaczcie – czy można sobie wyobrazić lepszego przełożonego niż ten, którego ma Bartłomiej Misiewicz? Czy wasz szef byłby gotów stanąć w waszej obronie tak, jak Antoni Macierewicz bronił swego podwładnego przed posłami z sejmowej komisji? Czy z waszym szefem łączą tak bliskie relacje, jak w tym przypadku (fakt, jest w tym jeden minus – trzeba znosić te złośliwe komentarze Ziemkiewicza, że te relacje są, powiedzmy, nieco niezdrowe).

Ale wracając do stanowisk – gdy na pewien czas Bartłomieja Misiewicza zawieszono w obowiązkach rzecznika prasowego, dziennikarze szybko zaczęli się dopominać, aby wrócił. Pod jego nieobecność komunikaty resortu pisane były bowiem tak, jakby to pisał gimnazjalista. Na coś takiego Misiewicz sobie nie pozwalał. I to pomimo faktu, iż był osobą wyjątkowo zapracowaną – w ministerstwie bowiem przez pewien czas pełnił jednocześnie funkcję szefa gabinetu politycznego.
I właśnie w związku z tym zapracowaniem – opozycja od dawna życzyła Bartłomiejowi Misiewiczowi, by... miał trochę więcej czasu na życie prywatne. Opozycji wtórowało wielu generałów. Wprawdzie znany z kąśliwych komentarzy mecenas Roman Giertych składał Misiewiczowi życzenia, by ten został premierem, ale wydarzenia potoczyły się inaczej. Do życzeń, jakie składała opozycja i wojsko, dołączył Jarosław Kaczyński – początkowo nieśmiało (mówiąc o "wpadce"), potem ostrzej (zapowiadając "zniknięcie"). Życzenia się spełniły – Misiewiczowi odjęto obowiązków, a jednocześnie pracy nie stracił. Co robi? O tym ministerstwo nie informuje. Pozostaje więc mu życzyć, by się nie przepracowywał.
Ale na koniec – zostawmy złośliwości. Spróbujmy się postawić w sytuacji samego jubilata. I wsłuchajmy się w głos tych, którzy Misiewicza poznali osobiście. Wielu dziennikarzy, którzy zajmują się tematyką wojskową, przyznaje, że Bartłomiej Misiewicz w bliższych kontaktach robi bardzo dobre wrażenie. Brak skończonych studiów nie ma większego znaczenia – jest błyskotliwy i inteligentny, nieźle zna się na mediach (tak ocenił go spin doctor PiS-u, Adam Bielan). Pochwał nie szczędził mu np. dziennikarz lokalnej telewizji w Radomsku w rozmowie z Katarzyną Zuchowicz, gdy wspominał czas, kiedy Misiewicz był pełnomocnikiem powiatowych struktur PiS, a miał wtedy zaledwie 23 lata.
Ireneusz Staszczyk
dziennikarz lokalnej telewizji NTL
Już jako nastolatek był ambitny i te ambicje spełniły się bardzo szybko. Pewnie za szybko i stąd to wszystko...

Były minister obrony Tomasz Siemoniak zapytany o to, jakie życzenia urodzinowe złożyłby Bartłomiejowi Misiewiczowi, powiedział dwa zdania, w których nie ma złośliwości. Raczej jest próba zrozumienia byłego już rzecznika MON.
Tomasz Siemoniak
b. minister obrony narodowej, wiceprzewodniczący PO
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
