Na naukę nigdy nie jest za późno. Przekonał się o tym pan Adam, który dzięki kursowi angielskiego i podniesieniu swoich kwalifikacji dostał lepiej płatną pracę.
Na naukę nigdy nie jest za późno. Przekonał się o tym pan Adam, który dzięki kursowi angielskiego i podniesieniu swoich kwalifikacji dostał lepiej płatną pracę. Fot. Materiały redakcyjne

Żeby zmienić swoje życie na lepsze, nie trzeba przeprowadzać wielkich rewolucji. Czasami wystarczy mały krok, co udowodnił Adam, handlowiec z Wrocławia, który postanowił podnieść swoje kwalifikacje, żeby starać się o lepszą pracę. Potwierdza to również Tomek, sprzedawca w jednym z bydgoskich marketów, który podobnie jak Adam postawił na samorealizację – prosta zmiana w życiu przełożyła się na nowe hobby, lepszą kondycję fizyczną i zdrowszy tryb życia. Dla obu realizacja zamierzeń była wyzwaniem. Sukces pozwoliły im osiągnąć precyzyjnie określony cel oraz silna motywacja – elementy, o których często się zapomina w sytuacjach, które tylko pozornie są proste.

REKLAMA
Powrót do szkoły
Stałe podnoszenie kwalifikacji zawodowych to klucz do sukcesu. Wiedzą o tym wszyscy, którzy są choć trochę zaznajomieni z rynkiem pracy. Również Adam Karpiński – handlowiec z Wrocławia, który postanowił, że nadszedł czas, by zamienić obecną posadę na lepiej płatną. Jak zaznacza Adam - chodziło nie tylko o pieniądze, ale i poczucie, że stać go na wiele więcej. Czuł, że w swojej pracy bywał niedoceniany. – Aby móc przystąpić do rekrutacji na lepiej płatne stanowiska, najpierw musiałem spełnić podstawowe wymagania. Niestety wśród nich była biegła znajomość języka angielskiego. A z tym był u mnie problem – wyjaśnia. Firma, dla której chciał pracować, była częścią międzynarodowej korporacji. – W marketingu, w szczególności w firmie operującej na rynkach globalnych, znajomość angielskiego to podstawa. Spotkania i rozmowy telefonicznie w języku obcym są częścią codziennej pracy. Wiedziałem, że bez tego ani rusz i muszę nadrobić zaległości, więc wziąłem się po prostu do roboty – uśmiecha się Adam.
Nie czekając długo, Adam zapisał się na kurs języka angielskiego. – Zdecydowałem się na intensywny kurs angielskiego w renomowanej szkole we Wrocławiu – zdradza. Moment był trafiony, bo zaraz na początku wakacji ofert szkoleń i kursów językowych przybywa. Adam wybrał szkołę, która działa na terenie całej Polski od piętnastu lat. – Wiedziałem, że za tę renomę będę musiał zapłacić więcej, ale miałem też pewność, że dzięki doświadczeniu lektorów szybciej osiągnę zamierzony cel – wyjaśnia. Niestety akurat w tym czasie wszystkie oszczędności pochłonął remont mieszkania i wakacyjny wyjazd młodszego syna. – Nie mogłem długo zwlekać. To był dla mnie idealny moment na rozpoczęcie nauki, bo już jesienią chciałem starać się o lepszą pracę. Żeby opłacić kurs wziąłem małą pożyczkę – wyjaśnia.
logo
Dzięki nauce języka angielskiego można zdobyć lepsze kwalifikacje, ale także lepiej płatną pracę. Fot. Materiały redakcyjne
Inwestycja w siebie okazała się trafiona i już jesienią się zwróciła. Adam w kilka miesięcy nadrobił zaległości: – To była solidna powtórka z tego, co już umiałem - plus uzupełnienie braków w gramatyce i słownictwie. Adam dodaje, że zdobył nie tylko wiedzę, ale także pewność siebie, a to, jak sam zaznacza, jest wartością dla niego bezcenną. - Idąc na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną byłem pewny swoich umiejętności. Czułem, że mogę dobrze wypaść. I tak też się stało. Po dwóch tygodniach dostałem telefon z zaproszeniem do kolejnego etapu rekrutacji. Tym razem w całości w języku angielskim. Na początku byłem trochę zdenerwowany, ale czułem, że idzie mi dobrze. To dało mi „dużego kopa”, stres minął, a ja odpowiadałem coraz lepiej. I udało się, zrobiłem dobre wrażenie i dostałem wymarzoną pracę! Pożyczkę spłaciłem z większej pensji, którą dostałem w nowej firmie – wspomina Adam.
Adam przyznaje na koniec, że ta historia nauczyła go jeszcze jednej, ważnej rzeczy. Jeżeli się do czegoś dąży, to wystarczy czasem mały krok czy mała zmiana, jak przezwyciężenie swoich obaw, aby osiągnąć sukces. – Solidna lekcja tego, by nie bać się walczyć o swoje marzenia.
Jednośladem do celu
Tomasz Wit również postanowił zainwestować w siebie. Chcąc zgubić zbędne kilogramy i poprawić swoją kondycję fizyczną, postawił na dobrej jakości sprzęt sportowy. Tomek na co dzień jest sprzedawcą w jednym z bydgoskich marketów. Jak sam mówi, w pracy spędzał sporą część dnia, a potem poświęcał się rodzinie i domowym obowiązkom. – W pewnym momencie zrozumiałem, że w całym tym natłoku zajęć mam coraz mniej czasu dla siebie. Tomka na zmiany namówił przyjaciel jeszcze z czasów studiów, który naciskał, by zaczął uprawiać sport. - Pomyślałem, że spróbuję i jest to bardzo dobry trop, ale wciąż brakuje czasu nawet na chwilę dla siebie. Musiałem znaleźć “złoty środek”. Rozwiązaniem okazało się… kupno roweru!
logo
Rowerem można nie tylko wybrać się na przejażdżkę w gronie rodziny, ale także dotrzeć nim do pracy. fot. Shutterstock / Mario Savoia
– To była alternatywa dla siłowni czy innego aktywnego spędzania czasu. Rower to jednocześnie sport, ale także… środek komunikacji. Łączy przyjemne z pożytecznym!
Najpierw jednak Tomek musiał znaleźć środki na sfinansowanie tego planu. - Chciałem kupić, jak to się mówi, “raz a dobrze”. Czyli dobry sprzęt, który posłuży mi kilka lat. Niestety, za tym szła także wyższa cena. Okazało się, że dla rodzinnego budżetu to dość spory wydatek – wyjaśnia Tomek. Przyznaje, że stanął przed dylematem, bo za równowartość roweru mógł przeprowadzić mały remont. – Zacząłem mieć wątpliwości, bo są przecież sprawy ważniejsze niż moje. Zamiar zrealizował w końcu dzięki niewielkiej pożyczce. - Absolutnie było warto zainwestować w taki sprzęt. Dlaczego? Bo to także inwestycja w siebie.
Dziś jeździ do pracy rowerem, w ciągu miesiąca pokonuje ponad 400 km, co przekłada się na jego kondycję, samopoczucie i zdrowie. Warto czasami zrobić coś dla siebie - kończy pan Tomasz. Jest jeszcze coś. Nasz bohater śmieje się, że choć długo zastanawiał się nad zakupem sprzętu, to inwestycja zwróciła się podwójnie, bo teraz aktywnie spędza czas także z całą swoją rodziną. - Żona pozazdrościła mi dobrego samopoczucia, wyciągnęła rower z piwnicy i dała się namówić na wspólne przejażdżki. Teraz niemal każdy weekend spędzamy razem na świeżym powietrzu, a wraz z nami nasze dzieci. Jak to się mówi - bezcenne chwile, które jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyły.

Partnerem cyklu jest ING Bank Śląski