Proste pytania, które sprawią, że każdy zwolennik dobrej zmiany zamilknie [LISTA]

Proste pytanie sprawia, że orędownicy dobrej zmiany milkną. Oto parę pytań, które rządzących wprawiają w zakłopotanie
Proste pytanie sprawia, że orędownicy dobrej zmiany milkną. Oto parę pytań, które rządzących wprawiają w zakłopotanie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Czasem politycy wygłaszają długie przemówienia pełne oratorskich ozdobników. Oczywiście – wszystko po to, by pognębić przeciwnika i podbić serca swojego elektoratu. Ale czasem krasomówcze popisy nie mają sensu, bo wystarczy jedno celne pytanie, by wykazać hipokryzję i kłamstwa interlokutora.


W ten sposób w weekend polityka PiS pognębiła posłanka Nowoczesnej. W programie w TVP Info rządzący i opozycja przedstawiali swoje racje w sprawie sejmowego protestu na sali obrad i głosowań w Sali Kolumnowej. Wiceminister Jarosław Sellin zapewniał, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a posłanka Paulina Hennig-Kloska wykazała, że PiS nie ma jak tego udowodnić.

– Proszę powiedzieć, głosowałam nad tym budżetem czy nie? – spytała Sellina. Polityk próbował tłumaczyć, że posłowie opozycji mogli zagłosować, ale nie chcieli. – Pan nie wie, a może ja głosowałam? Nie może pan tego stwierdzić, bo do dzisiaj nie ma imiennych wyników głosowania – udowodniła posłanka Nowoczesnej pozostawiając ministra Sellina z zakłopotaną miną.
Tym samym Paulina Hennig-Kloska pokazała, że jednym trafnym pytaniem można, niczym w "Misiu", "otworzyć oczy niedowiarkom". A kilka takich pytań przychodzi do głowy.

Dlaczego Jarosław Kaczyński nie pełni żadnej funkcji w państwie?

Do tego pytania można dołączyć cytat. Nie taki stary, zaledwie sprzed dwóch lat. Prezes PiS mówił to w sytuacji, gdy Donald Tusk wyjeżdżał do Brukseli, by objąć stanowisko szefa Rady Europejskiej, a w kraju w fotelu premiera miała go zastąpić Ewa Kopacz. Jarosław Kaczyński ubolewał wówczas, że Tusk będzie miał wpływ na szefową rządu.
Jarosław Kaczyński
prezes PiS

To byłaby zła sytuacja, bo rządzenie z tylnego krzesła zawsze jest złe i zawsze łączy się z jakimiś patologiami.

wypowiedź z 03.09.14 w programie "Dziś wieczorem" w TVP Info
Co dziś się zmieniło, że teraz rządzenie z "tylnego siedzenia" jest dobre? Czyżby Jarosław Kaczyński obawiał się odpowiedzialności za decyzje, pod którymi podpisują się Beata Szydło i Andrzej Duda? A może podoba mu się tytuł Naczelnika Państwa i "niekoronowanego króla"?

Skoro PiS deklaruje przywiązanie do wartości chrześcijańskich, to dlaczego się nimi nie kieruje?

Nie macie wrażenia, że rządzący traktują Ewangelię wybiórczo? Przykazanie "Nie zabijaj" najpierw wzięto bardzo serio i w Sejmie forsowano zakaz aborcji i karę więzienia za dokonanie tego zabiegu. Ale gdy wobec tych zmian zaprotestowały tysiące kobiet, PiS z planu się wycofał, narażając się własnemu elektoratowi. I prysła bańka zapewnień, że Prawo i Sprawiedliwość to partia ideowa. Owszem – wtedy, gdy jest to jej wygodne.
Innym przykładem jest kwestia uchodźców. Zwolennicy dobrej zmiany, jeśli Ewangelia jest nie po ich myśli, zaprzeczają temu, co jest w niej napisane czarno na białym.

Co z obietnicą w sprawie kwoty wolnej od podatku?

W stenogramie z exposé Beaty Szydło czarno na białym znajdziemy deklarację, że to zostanie zrobione już w czasie pierwszych stu dni funkcjonowania rządu: "podniesienie do ośmiu tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku". Minął rok rządu, a kwota wolna nie została podniesiona. Wszystko wskazywało na to, że tak zostanie, ale w ostatniej chwili do Sejmu trafił projekt, który zwiększa kwotę wolną dla najmniej zarabiających, ale odbiera ją zarabiającym lepiej.
Proste pytanie o kwotę wolną to coś, co rządzących wprawia w zakłopotanie. Ta obietnica i jej realizacja to coś, czego PiS powinien się wstydzić. Podobnie jak paru innych spraw wymienionych w exposé.

Co z deklaracją "koniec z arogancją władzy i koniec z pychą"?

Te słowa padły już na samym początku przemówienia Beaty Szydło, gdy zwracała się do Sejmu o wotum zaufania. Dziś nie brak opinii, że przez ostatni rok arogancja władzy osiągnęła poziom galaktyczny.
Wystarczy przypomnieć karierę Bartłomieja Misiewicza, wszystkich PiSiewiczów na stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa, wszystkie nocne głosowania, gdy posłom uniemożliwiano zadawanie pytań. To nie jest arogancja?

Pamiętacie jeszcze o frankowiczach?

Pytanie proste i niewygodne. Frankowicze byli potrzebni PiS-owi, gdy trwała kampania wyborcza. I Andrzej Duda, i Beata Szydło deklarowali, że gdy obejmą władzę, rozwiążą problem gigantycznych rat kredytów hipotecznych zaciągniętych we frankach szwajcarskich.
Frankowicze nie ukrywają swojej irytacji, bo obietnica pozostaje niespełniona. I nic nie wskazuje na to, by rządzący mieli dotrzymać słowa.

Takich prostych pytań, które wprawiają rządzących w zakłopotanie, na pewno każdy znajdzie jeszcze więcej. Zadawać je powinna opozycja, ale i zwykli wyborcy. Tylko czy rządzący zechcą ich słuchać?

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Sejm
Trwa ładowanie komentarzy...
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
STYL ŻYCIA 0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
Cartoon Network 0 0Ktoś dokucza twojemu dziecku? Ten poradnik podpowie ci, jak poradzić sobie z tym problemem
0 0Nauczyciel krytykuje system oceniania. Domaga się zmian w szkołach
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Najmłodsza miliarderka się bogaci. Poruszenie w świecie mody
WYWIAD 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Wyrok za niski? Wnuk Wałęsy do więzienia może trafić na dłużej