Lech Wałęsa: Polska jest w końcu częścią Zachodu
Lech Wałęsa: Polska jest w końcu częścią Zachodu fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

"Dzięki Euro 2012 ostatecznie podniosła się żelazna kurtyna. Polska jest w końcu częścią Zachodu" - powiedział Lech Wałęsa w rozmowie z "Bloomberg Businessweek Polska". Czy na pewno? Mam pewne wątpliwości. Co prawda mistrzostwa były krokiem w dobrą stronę, ale wciąż żyjemy w kraju, gdzie urzędnicze sitwy pozostają bezkarne, jesteśmy niechlujami i działamy według zasady "zastaw się, a postaw się".

REKLAMA
Mimo że Euro 2012 już teraz zostało okrzyknięte wielkim sukcesem organizacyjnym Polski, a Lech Wałęsa uznaje, że to moment, w którym ostatecznie opadła żelazna kurtyna, nie da się ukryć, że jedną nogą wciąż tkwimy na Wschodzie. I, jeśli to w ogóle możliwe, nasz transfer na Zachód zajmie jeszcze wiele lat.
Ale to nic dziwnego, skoro nawet dwudziestokilkulatkowie, wychowani na "Teleranku", "Kreciku" i gumie Turbo obciążeni są postsocjalistyczną mentalnością. Dziwimy się, kiedy okazuje się, że po studiach nie możemy znaleźć pracy. Że, decydując się na wakacje zamiast stażu, jedyne, co czeka nas po dyplomie to infolinia ubezpieczeniowa. Wymagamy: od państwa, od pracodawców, od rodziców. Tylko nie od siebie. Myślimy, że "nam się należy". A kiedy rząd ogłasza ustawę emerytalną, oburzamy się, że będziemy musieli dłużej pracować. Zamiast liczyć na efekty swojej pracy, liczymy na ZUS.
Nic dziwnego, że Zachód jest wciąż daleko, skoro z powodu narodowego niechlujstwa i kultu wiecznych prowizorek, nie jesteśmy w stanie tam nawet dojechać. A to na źle zbudowaną autostradę wskoczy łoś, a to zawali się jakiś wiadukt, a to zderzą pociągi.
Nic dziwnego, skoro nie stać nas na to, by Zachód dogonić. Wedle starej zasady zastaw się, a postaw się, zadłużamy się ponad miarę. W skali mikro: kiedy koniecznie bierzemy na kredyt najdroższe meble do kuchni i coraz nowocześniejsze sprzęty. Kiedy zadłużamy się, by wyprawić dzieciom królewskie wesele i bajkową komunię, a rodzinie Wigilię jak z katalogów. Wszystko po to, by wspominano nas jako wspaniałych gospodarzy. Kupujemy w ten sposób dumę, ale topi się ona z każdą kolejną, (nie)zapłaconą ratą.
W skali makro, całego kraju, inwestujemy natomiast ostatnie złotówki, by dogodzić przyjezdnym. I owszem, wyjadą zadowoleni, owszem, będziemy przez chwilę z tego dumni, ale później będziemy musieli za to zapłacić. Czy nie wystarczyło zrobić tego z mniejszą pompą? Z umiarem?
Sytuację pewnie łatwiej jest zaakceptować, bo jesteśmy niemal wiecznie nietrzeźwi. Według raportu WHO, Polak pije 13,25 litra alkoholu rocznie, wpisując się w obraz Europy Wschodniej. Bartosz Węglarczyk, który był korespondentem "Gazety Wyborczej" w Rosji, skarżył się w rozmowie z naTemat: ja piję niewiele, a tam jeśli ktoś nie pił, to nie był uważany za prawdziwego faceta. A jak wiadomo, jeśli ktoś nie pije i nie jest "prawdziwym facetem" to nikt nie chce z nim rozmawiać.
W Polsce nie jest inaczej. Pije się na imprezach firmowych, podczas świąt, w pracy. Blisko co trzeci Polak nie widzi problemu w spożywaniu małej ilości alkoholu podczas pracy "dla odprężenia". Pijemy bez względu na profesję, robią to dziennikarze, informatycy, finansiści, agenci ubezpieczeniowi i dróżnicy.
Zachód oddala się od nas tym bardziej, im bardziej nasz system społeczny jest patriarchalny. Mężczyzna nadal zarabia tu więcej. Nadal tylko mężczyzna może zostać prezydentem i szefem partii władzy. A jeśli kobieta dochodzi na szczyty, natychmiast jej umiejętności są deprecjonowane - "taka ładna buzia nie powinna się tym martwić". Z resztą, przystanek w drodze na Zachód wymusił sam Lech Wałęsa. Kiedy jego małżonka opublikowała książkę dotyczącą ich małżeństwa, mówił, że gdyby wiedział od początku, jak będzie, pewnie poślubiłby kogo innego. Kogoś, kto nigdy się nie wyemancypuje.
Hamulcowymi naszej drogi na Zachód są też urzędnicy, sędziowie i prokuratorzy. W naTemat nie raz pisaliśmy już o ich wszechwładzy, niekompetencji i skorumpowaniu. Żyjemy w kraju, gdzie w areszcie śledczym można trzymać osadzonego dłużej, niż siedziałby w więzieniu po wyroku. Gdzie postanowienie jednego urzędnika skarbówki może zniszczyć przedsiębiorstwo, a partia władzy może postulować, by inwestorzy budowali kolejkę linową bez zgody właścicieli ziemi, nad którą ma przebiegać.
Nie pomaga też to, że niczym Hajle Selasje, którego opisywał w "Cesarzu" Kapuściński, ludzie władzy tworzą swoje sitwy i orszaki. Wygrane wybory zawsze oznaczają zmiany na stołkach. Wszędzie. Na każdym szczeblu. Ale, cóż zrobić, jeśli o Twojej pozycji decyduje Twój dwór?
I jeszcze jedno, też wschodnie: upodobanie do nieszczerości, hipokryzja. Niczym Irańczycy, lubujemy się w towarzyskiej grze zwanej Ta'arof - nigdy nie mówimy wprost, o co dokładnie nam chodzi. Zapewniamy się o przyjaźni i zaufaniu, ale zawsze pozostajemy podejrzliwi.
A przy tym wszystkim, jeszcze nie potrafimy jeszcze cieszyć się sukcesami innych. Zazdrościmy bogatym, sławnym, tym, którzy wiele osiągnęli. Zamiast liczyć na to, że jeśli im się uda, pociągną do góry całą gospodarkę, czy kulturę, ciągniemy ich w dół. Byle nie byli lepsi, niż my. Wszystko przez nasze wieczne kompleksy wobec innych.
Mimo wszystko, w jednym trzeba przyznać rację Lechowi Wałęsie - Euro z pewnością nam w drodze na Zachód pomogło. Może więc powinniśmy iść za radą Irlandczyków, zbudować parę nowych stadionów i organizować mistrzostwa co cztery lata? Póki co, kolejne testy już w 2013, kiedy wraz z Danią organizujemy Mistrzostwa Europy w siatkówce i w 2016, gdy z całej Europy przyjadą do nas piłkarze ręczni.