Syndrom Kaczyńskiego. Czyli, co słowa o "zdradzieckich mordach" mówią o nim samym i jakie mogą mieć konsekwencje

Nienawistne słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego skierowane do opozycji wiele mówią o nim samym
Nienawistne słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego skierowane do opozycji wiele mówią o nim samym Fot: Sławomir Kamiński/AG
Każdy, kto oglądał sejmowe wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego widział, że prezesowi PiS puściły nerwy. Więcej, wpadł w furię. Jego słowa skierowane do opozycji niosły w sobie ogromny ładunek negatywnych emocji. Ale bardzo wiele mówią też o nim samym. Zarówno w sensie psychologicznym, politycznym, wizerunkowym, jak i po prostu ludzkim. Mogą mieć też poważne konsekwencje polityczne. Dlatego Prezesa "sadzamy na kozetce", a jego paroksyzm emocji analizują dla nas eksperci.


Przypomnijmy, że po tym, jak poseł Borys Budka powiedział w Sejmie, że Lech Kaczyński rozumiał trójpodział władzy, prezes PiS nie wytrzymał, wkroczył na mównicę "bez żadnego trybu" i wypalił do opozycji: – Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami.
Spróbujmy skoncentrować się tylko na tych słowach. I tym, co mówią one o ich autorze oraz konsekwencjach jakie mogą nieść. O ewentualnych skutkach prawnych mówiła już naTemat była premier Ewa Kopacz. Jednak słowa prezesa PiS będą miały także następstwa polityczne.


Polityczny sens wypowiedzi Kaczyńskiego
Według politologa i byłego europosła PiS dr. Marka Migalskiego, słowaJarosława Kaczyńskiego to "bomba atomowa". – Dlatego, że pierwszy raz prezes Kaczyński tak wyraźnie powiedział, iż politycy PO zabili jego brata. Nie, że przyczynili się do śmierci Lecha Kaczyńskiego, czy zaniedbali śledztwa. Tylko, że go zabili, zamordowali. Te słowa zostały wypowiedziane w emocjach, a więc są prawdziwe. To jest dla polskiej polityki niezwykle ważne oświadczenie – podkreśla w rozmowie z naTemat Migalski.
Politolog twierdzi, że zmierzamy do ukrainizacji polskiej polityk i stawką już nie będzie władza, tylko wolność. – Nie chodzi o to, żeby się rozkoszować owocami władzy, tylko o to by nasz przeciwnik "rozkoszował się" czarną kawą i czarnym chlebem w więzieniu. Słowa prezesa PiS potwierdzają, że jemu już nie chodzi o kształt państwa, o to żeby Polska była taka czy inna, czy żeby wprowadzić takie albo inne reformy. Jemu chodzi o osobistą zemstę "na mordercach jego świętej pamięci brata" – ocenia Marek Migalski.

– Jest to też dowód na to, że Jarosław Kaczyński nie cofnie się przed niczym żeby zachować władzę w 2019 roku. Wszystkie zmiany wprowadzane przez PiS służą jej utrzymaniu. Można zacząć poważnie rozważać sytuację, w której będzie dochodziło nie tylko do łamania prawa, ale do działań niedemokratycznych, włącznie z fałszowaniem wyborów – przestrzega Migalski.


Jaki obraz polityka wyłania się po słowach Kaczyńskiego?
Ekspert ds. wizerunku politycznego Wiesław Gałązka twierdzi, że większość akolitów Jarosława Kaczyńskiego i sympatyków PiS ze zrozumieniem potraktuje jego słowa i emocje. Choć spotkają się one z cichą krytyką z ich strony "bo leją wodę na młyn opozycji".
– Niewątpliwie ostatnia wypowiedź prezesa "przebija" słowa "o tych, co stali tam, gdzie stało ZOMO". Wspomniałbym też Andrzeja Leppera, który mówił, że w Sejmie Wersalu już nie będzie. I rzeczywiście postępujące schamienie jest widoczne. Bo trudno nazwać inaczej zachowanie prezesa PiS niż zwykłym chamstwem. Teraz wszyscy będą odbierać go, jak jakiegoś szaleńca – ocenia Gałązka.
– Poza tym te słowa wzmacniają nienawiść. W tej chwili doszło już do tak głębokiego, politycznego podziału w społeczeństwie, że zwłaszcza w kontekście tego, co robi TVP, przypomina on wojnę dwóch plemion. Niczym wojnę Tutsi i Hutu. Miejmy tylko nadzieję, że nie dojdzie do przemocy – zaznacza Gałązka.

Podobnie uważa Michał Kamiński, były spin doktor PiS i były rzecznik prezydenta Kaczyńskiego. – Nawet największym sceptykom prezes PiS udowodnił, że to, co dzieje się w Polsce, jest jego osobistą wendettą – komentował. – Na płaszczyźnie politycznej dla każdego Polaka jest dziś jasne, że rządzi nami człowiek, który jest – najdelikatniej rzecz ujmując – niestabilny intelektualnie i emocjonalnie. To wielki problem Polski – mówił Kamiński dla portalu Gazeta.pl.

Psychologiczny portret Jarosława Kaczyńskiego
Niedawno psycholog dr Jacek Santorski tłumaczył w wywiadzie dla naTemat, że liderom opozycji potrzebny jest dobry psychoanalityk, bo mają bardzo duże ego i bardzo małą inteligencję wykonawczą.
Według Michała Kamińskiego, to Jarosław Kaczyński powinien jednak przede wszystkim zasiąść na kozetce, bo "ewidentnie potrzebuje terapii i do tego trzeba odnieść się ze zrozumieniem i szacunkiem”.

Jeszcze dalej idzie psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki, który stawia zatrważającą diagnozę. – Od strony psychologicznej takie słowa, jak te Kaczyńskiego, pokazują absolutny fanatyzm. Czyli zamknięcie umysłowe w pewnej klatce poglądów, z której nie ma wyjścia poza pogardą i nienawiścią. A za tym idzie niszczenie każdego, kto myśli inaczej – tłumaczy w rozmowie z naTemat prof. Nęcki.

– Tutaj nie rozum, ale wiara wzięła górę. Wiara w swoją słuszność i krzywdę z każdej innej strony. Zamknięcie w takim klinczu: "skrzywdzono mnie, ale wiem, kto jest katem” powoduje, że taki umysł może się stać niedostępny do dyskusji, odporny na racjonalne argumenty. Jestem przerażony, że człowiek o takich poglądach ma tak wielką władzę w Polsce – podkreśla Nęcki.
Ekspert zauważa tutaj wszystkie elementy zachowania sekciarskiego. – Czyli absolutne przekonanie o jednostronnej racji, pewność że jest się otoczonym przez innowierców, czyli błądzących; obowiązek popularyzowania swojego stanowiska i przeświadczenie, że wszyscy są gorsi ode mnie. Dowodzą tego te emocjonalne określenia, niegodne nie tylko polityka, ale w ogóle człowieka dorosłego. Naprawdę współczujmy sobie – ostrzega prof. Nęcki.

W sensie ludzkim słowa Kaczyńskiego pokazały, że buzują w nim emocje. Że potrafi być strzępkiem nerwów. Śmierć brata musiała być dla niego bardzo traumatycznym doświadczeniem i nie ma się co dziwić. Ale w jego słowach była też buta, arogancja i pycha. Było dużo agresji i przemocy symbolicznej. Sympatyzujące z PiS media będą zapewne zestawiać wypowiedź prezesa PiS z niedawną emocjonalną reakcją Adama Michnika na prowokacyjne pytanie pracownika TVP o to, kiedy przeprosi za brata. Redaktor rzucił wtedy w stronę pytającego "kiedy Ty sk... zmądrzejesz".

Egzegeza języka prezesa PiS
W sensie używanego języka prezes PiS potrafił już być brutalny, a jego epitety pod adresem opozycji można mnożyć: gorszy sort, elementy animalny, ludzie specjalnej troski.
Zwracając się do opozycji stwierdził, że może nazywać PiS "ludzkimi Panami” i że mówi to bez przekąsu. O imigrantach mówił, że roznoszą zarazki i choroby”. Politycy PiS myśląc o opozycji używają takich określeń jak "UBywatele", "barbarzyńcy" i "KODerzy".

– Nie można dyskutować, kiedy moralnie dyskredytuje się słowami przeciwników. Ale język Kaczyńskiego nie definiuje w gruncie rzeczy przeciwników w poglądach, przekonaniach czy opiniach. On wszystkich, którzy myślą inaczej, definiuje jako wrogów. A przy tej okazji w Polsce uwierzytelniane jest politycznie i językiem samego prezesa, zwykłe chamstwo – analizował niedawno dla naTemat język Kaczyńskiego socjolog prof. Ireneusz Krzemiński Historyk prof. Andrzej Friszke przekonywał z kolei w jednym z wywiadów, że można by pisać prace naukowe o zbieżności języka PiS-u z językiem Władysława Gomułki. 

Polityczne konsekwencje słów Kaczyńskiego
Jakie mogą być konsekwencje słów Kaczyńskiego? Radykalny, smoleński elektorat PiS jeszcze bardziej skonsoliduje się wokół prezesa PiS, ale wyborcy umiarkowani także ci z PiS-u dostrzegli w nim we worek polityka groźnego i nieobliczalnego, którego można się bać.
– Jeżeli weźmiemy pod uwagę badania, z których wynika że tylko 18 proc. Polaków wierzy w zamach smoleński, to musimy założyć, że jeszcze mniej wierzy w to, że w tym zamachu brały udział ówczesne polskie władze z PO. Wśród tej liczby, większość obwinia o zamach Rosjan, a nie polityków Platformy – mówi Migalski.

– A to oznacza, że prezes PiS swoją wypowiedzią na pewno utwardził i umocnił się w tym najtwardszym elektoracie, ale jednocześnie zniechęcił do siebie nie tylko część umiarkowanych wyborców w ogóle, ale również umiarkowanych wyborców PiS. Myślę, że on rozumie że popełnił błąd. Bo ściągnął swoją maskę – uważa politolog.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka