
Ten jeden gest przelał czarę goryczy. Wiele osób, które w lipcu protestowały w obronie sądów, teraz poczuły się oszukane. A tłumaczenie Sądu Najwyższego, dlaczego prof. Małgorzata Gersdorf pojawiła się w Pałacu Prezydenckim na zaprzysiężeniu sędziego dublera w Trybunale Konstytucyjnym, wypada co najmniej blado.
"Wstyd", "hańba", "żenada" – te słowa przewijają się w internetowych komentarzach. Nie brak osób zawiedzionych postawą Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, bo przecież w zaledwie niecałe dwa miesiące temu protestowali w obronie niezależności sądów i praworządności w Polsce. A teraz co? Uważają, że prof. Gersdorf sprzeniewierzyła się wartościom, o które wtedy, wydawałoby się, wspólnie walczyli.
Zaprzysiężenie dublera Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego pojawiła się w Pałacu Prezydenckim na uroczystości zaprzysiężenia sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Justyna Piskorskiego. O jego –nazwijmy to – kontrowersyjnych poglądach w kwestii przemocy w rodzinie czy ojcostwa pisaliśmy tutaj. Te sprawy zostawmy jednak na boku. Istotniejsze jest bowiem co innego – że właściwie cała opozycja oraz mnóstwo prawników o niekwestionowanym autorytecie sędziego Piskorskiego nazywa sędzią-dublerem. – To nie było zaprzysiężenie sędziego – podkreśla stanowczo w rozmowie z naTemat posłanka Nowoczesnej i prawniczka Kamila Gasiuk-Pihowicz choć samej obecności prezes Gersdorf na tej uroczystości oceniać nie chce.
Kamila Gasiuk - Pihowicz
posłanka Nowoczesnej
Bo przecież został on wybrany w miejsce innego dublera, zmarłego prof. Lecha Morawskiego. Ten zaś był w gronie trzech sędziów (wraz z Mariuszem Muszyńskim i Henrykiem Ciochem) wybranych i zaprzysiężonych niezgodnie z prawem, bo ich miejsca były już zajęte przez legalnie wybranych sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji.

Wybranych, lecz nie zaprzysiężonych przez Andrzeja Dudę. Prezydent 3 grudnia, w środku nocy, tuż po sejmowym głosowaniu przyjął przysięgi od wybranych sędziów nie czekając na orzeczenie TK, choć wiadomo było, że sprawa budzi kontrowersje.
U boku dublera A dziś? Dziś Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gerdorf staje obok innego sędziego-dublera, Mariusza Muszyńskiego oraz obok marszałka Senatu, uczestnicząc w zaprzysiężeniu kolejnego dublera, Justyna Piskorskiego.

Dlaczego prof. Gersdorf postanowiła autorytetem swojego urzędu usankcjonować lub legitymizować ten wybór? Wielu osobom to się po prostu nie mieści w głowie.
To tak "z grzeczności" A tłumaczenie Sądu Najwyższego wypada blado. Gdy wokół postawy Pierwszej Prezes w internecie trwała burza, na oficjalnym profilu instytucji pochwalono się sukcesem: medalami na spartakiadzie prawników. Na pytanie naTemat, dlaczego prof. Gersdorf pojawiła się na tej uroczystości, biuro prasowe SN wyjaśniło, że w sumie to udział w zaprzysiężeniu nie był głównym celem wizyty. Że to wyszło – jak można zrozumieć – tak przy okazji.
Sąd Najwyższy
biuro prasowe
Co więcej, według informacji biura prasowego sądu, okazja nie została wykorzystana – nie doszło do rozmowy prezes SN z prezydentem RP.

Poseł PO i prawnik Krzysztof Brejza w rozmowie z naTemat nie kryje rozczarowania takim obrotem sprawy. – To jest pochłanianie kolejnych instytucji przez państwo PiS. I niedobrze jest sankcjonować to bezprawie poprzez swój udział – komentuje parlamentarzysta.
Krzysztof Brejza
poseł PO
Brejza nie chciał oceniać, czy to oznacza, iż prof. Gersdorf jest już w jakiś sposób "dogadana" z prezydentem w sprawie kształtu jego projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.
Zaczekajmy, zobaczymy O to samo pytam posła PiS Andrzeja Matusiewicza, zastępcę Stanisława Piotrowicza w sejmowej komisji sprawiedliwości. Jego zdaniem, to dobrze, iż prezes Gersdorf "z racji pełnionej funkcji" pojawiła się na zaprzysiężeniu sędziego TK. Parlamentarzysta PiS nie chce jednak wyciągać z tego żadnych daleko idących wniosków.
Andrzej Matusiewicz
poseł PiS, wiceprzewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka
Ale z owych "zdawkowych przypuszczeń" da się sporo wywnioskować. Choćby to, że prezydent nie zamierza przekazywać szerokich kompetencji ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze – woli przekazać je... sobie. Z wypowiedzi prezydenckiego doradcy, prof. Michała Królikowskiego wynika też, iż kadencja prof. Małgorzaty Gersdorf nie zostanie wygaszona (co zakładała zawetowana ustawa o SN). Zaś z wypowiedzi prof. Gersdorf wynikało, iż jest niemal zachwycona tym, kto pisze prezydenckie projekty.
prof. Małgorzata Gersdorf
Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego
Teraz, gdy prezes SN pojawiła się w Pałacu Prezydenckim, zwolennicy opozycji zaczęli jej wypominać, że to nie pierwszy "gest" wobec PiS-u. Już tydzień temu Sąd Najwyższy odmówił odpowiedzi na pytanie o umocowanie Julii Przyłębskiej jako prezesa TK, co było na rękę zwolennikom władzy.
Od razu też przypomniały się wywiady, w których Gersdorf przyznawała, iż w dzieciństwie była sąsiadką braci Kaczyńskich i zna ich doskonale, a prof. Krystyna Pawłowicz jest jej dobrą koleżanką. A jednocześnie wiele osób dostrzega rozdźwięk między tym, co prezes SN mówiła parę miesięcy temu, gdy na Kongresie Prawników Polskich życzyła władzy opamiętania i grzmiała, iż Trybunał Konstytucyjny istnieje już prawie tylko teoretycznie.
Była, ale się nie cieszyła Czy coś się zmieniło, skoro prof. Gersdorf bierze udział w zaprzysiężeniu sędziego - tzw. dublera? Wtedy, gdy sprzeciwiała się ingerencji władz w system sądowniczy, nazywana była "Rzeplińskim w spódnicy". Dziś nie brak porównania: "Gowin w spódnicy", bo prof. Gersdorf zachowuje się tak, jakby była trochę za i trochę przeciw.
Wiadomo, że prezydenckie projekty mają być znane za tydzień. Za niecałe dwa tygodnie odbędą się natomiast główne uroczystości 100-lecia Sądu Najwyższego. Już wiadomo, że w gronie zaproszonych jest prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.
