Wielu obserwatorów polskiej polityki zastanawia się, jak wysoko prezes PiS zalicytuje w politycznym brydżu i czy i zagra o całą pulę?
Wielu obserwatorów polskiej polityki zastanawia się, jak wysoko prezes PiS zalicytuje w politycznym brydżu i czy i zagra o całą pulę? Fot: Sławomir Kaminski / Agencja Gazeta

W Prawie i Sprawiedliwości trwają gorączkowe spotkania i narady w kierowniczych gremiach decyzyjnych nie tylko na temat tego, jak komentować i jak politycznie reagować na propozycje prezydenta Andrzeja Dudy dotyczące zmian w sądownictwie. Także na temat tego, jak skutecznie podporządkować sobie kolejne obszary i instytucje państwa wprowadzając w życie kolejne sztandarowe reformy. Czyli tzw. dekoncentrację w mediach, zmiany w ordynacji wyborczej, w służbach specjalnych, w finansowaniu NGS-ów, czy w sprawach światopoglądowych. Słowem, jak wzorem Orbana utrwalić swoją władzę na długie lata.

REKLAMA
Na pewno jednym z rozważanych scenariuszy jest ogłoszenie decyzji o skróceniu kadencji Sejmu (albo zastosowanie innego sposobu) i przeprowadzenie jeszcze tej jesieni przedterminowych wyborów, które mogłyby pozwolić PiS na zgarnięcie (co nawet trudno sobie wyobrazić) jeszcze większej władzy niż dotychczas i dać partii rządzącej mandat do przeprowadzenia właściwie wszystkiego, co tylko wymyśli.
Przy okazji, dzięki tej jednej decyzji, prezes PiS mógłby przywrócić dyscyplinę w szeregach swojego obozu, zrobiłby "nowe otwarcie" (po co rekonstrukcja rządu?) i uciekłby opozycji do przodu. Oto 4 powody, dla których wizja przyśpieszonych wyborów szczególnie kusi prezesa PiS i tylko jeden, który go powstrzymuje.

1. Całkowite rozbicie dołującej w sondażach opozycji

Prawie wszystkie badania sondażowe pokazują, że PiS ma ogromną przewagę nad partiami opozycyjnymi. Przewaga partii rządzącej nad największą siłą opozycji czyli PO jest dwukrotna i wynosi średnio 40 do 20 procent. Na dodatek nieformalny koalicjant PiS czyli Kukiz ’15 bez większych wysiłków przekracza 10 proc. poparcie, czego nie można za to powiedzieć o Nowoczesnej. Pozostałe partie balansują na granicy progu wyborczego. Kaczyński zdaje sobie zapewne sprawę z tego, że słaba opozycja nie jest przygotowana na ewentualne szybkie wybory, ale nie mogłaby też zagłosować przeciwko nim. Prezes PiS wie, że gdyby zaskoczył ją teraz scenariuszem wyborczym mógłby ją zmarginalizować, albo nawet rozbić całkowicie.

2. Zdobycie tzw. większości konstytucyjnej

PiS ma władzę jakiej nie miała w Polsce żadna partia po 1989 roku, ale zostało jeszcze kilka tzw. bezpieczników demokracji, które tą władzę jednak ograniczają i nie zmieni tego dość powszechne tym obozie dezawuowanie ustawy zasadniczej. Dlatego zdobycie większości 2/3 głosów w parlamencie (nawet wespół z Kukizem) pozwoliłoby PiS de facto na wszystko. Z wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej i zmianą ustroju wedle politycznego i ideologicznego widzimisię włącznie. Warto przypomnieć, że na Węgrzech partia Orbana dysponowała już większością konstytucyjną i wielokrotnie zmieniała ustawę zasadniczą mimo interwencji międzynarodowych instytucji. Potem tą większość utraciła, ale i tak utrwaliła polityczną hegemonię na lata.

3. Utarcie nosa Dudzie i wytrącenie mu wet z rąk

Chwilowa, jak się wydaje, nerwowość na linii prezydent Duda i jego zaplecze parlamentarne wokół ustaw sądowych unaoczniła, że w PiS mają kompleks głowy państwa. A właściwie jego ponad 8 milionowego wyniku z ostatnich wyborów prezydenckich. "To był kandydat PiS-u, inny kandydat nie zdobyłby tyle głosów” – argumentują. Jeśli przynajmniej część emocji Kaczyńskiego do Dudy, które opisał w swoim głośnym tekście w "Sieci Prawdy" Jacek Karnowski jest prawdziwych, to także one powodują, że prezes na pewno myśli o przedterminowych wyborach. Wie, że dobry wynik PiS mógłby doprowadzić do politycznej marginalizacji prezydenta. Wystarczyłoby by PiS miał 3/5, czyli 276 głosów w Sejmie i weta prezydenta stałyby się pustymi gestami. A przecież po Regionalnych Izbach Obrachunkowych i ustawach sądowych mówi się o kolejnych możliwych wetach ws mediów i Państwowej Służby Ochrony.

4. Legitymizacja społecznego mandatu do prawicowej rewolucji

Jest jeszcze jeden powód, dla którego prezesowi PiS sen z powiek spędza myśl o przedterminowych wyborach, właśnie jesienią. Chciałby zapewne pokazać gest Kozakiewicza tak znienawidzonym przez siebie elitom i utwierdzić siebie oraz swój obóz polityczny w przekonaniu, że większość Polaków popiera jego diagnozy i recepty. Że - po powtórnym sukcesie - już nikt nie mógłby wystąpić przeciwko PiS z argumentem, że wprawdzie wygrał wybory, ale w rzeczywistości do urn wyborczych poszło 50 proc. Polaków; że spośród wszystkich uprawnionych do głosowania zaledwie 18,5 proc. wybrało PiS, czyli mniej niż jeden na pięciu. Gdyby Kaczyński te proporcje jakoś zasadniczo odwrócił na korzyść PiS w przedterminowych wyborach mógłby tłumaczyć, że potwierdził swój społeczny mandat do konserwatywnej rewolucji.

5. Ale jesiennych wyborów nie będzie, bo ryzyko jest jednak zbyt duże

Prezes boi się zapewne reakcji suwerena na ewentualne przedterminowe wybory, tego jak taka polityczna decyzja zostałaby odebrana wśród wyborców. Casus lipcowych masowych demonstracji w obronie trójpodziału władzy zaskoczył swoją spontanicznością nawet opozycję. Zachowania wyborców nie da się więc przewidzieć. Nie wiadomo, czy rozważana akcja PiS z przedterminowymi wyborami nie byłaby właśnie tym Rubikonem, po przekroczeniu którego Polacy powiedzieliby "basta” wyczuwając fałsz i cynizm PiS w pędzie do władzy absolutnej. Poza tym Kaczyński pamięta 2007 rok. Wtedy - prawda, że w innych okolicznościach politycznych - zdecydował się na przyśpieszone wybory i przegrał. Tamten casus na pewno odcisnął na nim piętno i spowodował, że teraz nie zaryzykuje.