Zawszone poduszki i materace, bo istnieje zakaz prania. Tak policja "przyjmuje" zatrzymanych

Wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ws. warunków w policyjnych Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych w Białymstoku. (zdjęcie poglądowe, pochodzi z innej komendy)
Wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ws. warunków w policyjnych Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych w Białymstoku. (zdjęcie poglądowe, pochodzi z innej komendy) Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Od samego czytania opisów z wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich aż się robi niedobrze. "Materace i poduszki są przesiąknięte różnymi wydzielinami biologicznymi. Wielokrotnie zdarza się, że zatrzymani onanizują się, posiadają rany i inne obrażenia, są zarażeni różnymi bakteriami i wirusami takimi jak HIV, żółtaczka i inne, często są też zawszeni" – czytamy w piśmie do Komendanta Głównego. Te materace i poduszki nigdy nie są prane, bo podobno nieoficjalny zakaz wydał w tej sprawie komendant miejski, bo po co zatrzymanym "robić dobrze"? Ten obraz dotyczy Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku. Rzecznik podlaskiej policji zaprzecza jednak temu, co znalazło się w piśmie RPO i zapewnia, że opisane materace i poduszki już zostały wyrzucone.


O tym, jak wyglądają warunki pracy Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych w Komendzie Miejskiej Policji w Białymstoku Rzecznika Praw Obywatelskich zaalarmowali tamtejsi funkcjonariusze. Z ustaleń RPO wynika, że policjanci do pracy w tym miejscu kierowani są bardzo często za karę, gdy podpadną swoim przełożonym. Z ich punktu widzenia praca w takim miejscu to faktycznie piekło. Przede wszystkim jednak jest to piekło dla samych zatrzymanych.


"Za karę"
Tak, bez wątpienia najczęściej nikt nie trafia tam bez przyczyny, ale nawet jeśli tak jest – to jakim prawem mają one przebywać w tak strasznych warunkach?! Poza tym chyba nikt też nie ma wątpliwości, że skoro zdarzają się omyłkowe skazania osób, to omyłkowe zatrzymania mają miejsce o wiele częściej. Proszę sobie spróbować wyobrazić: jak się czujecie trafiając w takie miejsce...

Wyniki kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku


"Wydając materace i poduszki osadzonym funkcjonariusze ostrzegają, że nie były one prane".

"Materace i poduszki są przesiąknięte różnymi wydzielinami biologicznymi. Wielokrotnie zdarza się, że zatrzymani onanizują się, posiadają rany i inne obrażenia, są zarażeni różnymi bakteriami i wirusami takimi jak HIV, żółtaczka i inne, często są też zawszeni."

"Na materacach i poduszkach widoczne były liczne zabrudzenia. Funkcjonariusze wielokrotnie sygnalizowali swoim przełożonym konieczność wymiany wyeksploatowanych materaców, a także potrzebę wyprania poduszek (ok. 50 zł za sztukę) – jednak bez rezultatu".

"Częste braki dotyczą poszewek na poduszki i prześcieradła, które zdawane są do tygodniowego prania. Policjanci nie posiadają wówczas na stanie czystej pościeli więc nie jest wydawana w ogóle".

fragmenty wystąpienia RPO do Komendanta Głównego Policji
A na tych materacach i poduszkach na co dzień sypiają osoby bezdomne, pijane, często z jakimiś ropiejącymi ranami, nierzadko nosiciele groźnych zakaźnych chorób. Dlaczego to zatem nie jest regularnie prane, dezynfekowane a w końcu wymieniane? Bo istnieje niepisany zakaz wydany przez komendanta miejskiego i to "pod groźbą pokrycia tych wydatków z własnych środków". Jak opowiedział jeden z białostockich funkcjonariuszy przedstawicielowi RPO, przełożeni uważają, że "zatrzymani są tutaj za karę i zasługują na takie warunki, nie ma potrzeby robić im dobrze".

"Zagrożenie zdrowia"
Tyle że to nie tylko "robienie dobrze" zatrzymanym – to także troska o zdrowie samych policjantów, którzy te zawszone i przesiąknięte wymiocinami czy spermą materace muszą wydawać. To jasne, że taki bezpośredni kontakt stanowi dla nich zagrożenie, ale z opisu RPO nie wygląda na to, aby w Komendzie ktoś się tym przejmował.
Z pisma, jakie Rzecznik Adam Bodnar przesłał Komendantowi Jarosławowi Szymczykowi wynika, iż funkcjonariusze pracujący w PdOZ często sami muszą zadbać o środki czystości w pracy. "W ocenie policjantów praktycznie nie istnieje profilaktyka zdrowotna. Poza obowiązkowymi badaniami (salmonella, borelioza raz na 10 lat) w związku z koniecznością wydawania posiłków nie mają oni badań związanych z potencjalnym ryzykiem zakażenia materiałem biologicznym. W przypadku kontaktu z krwią osoby zakażonej wirusem HIV, jeden z policjantów PdOZ we własnym zakresie szukał pomocy medycznej" – czytamy w wystąpieniu RPO. Jak stwierdza Adam Bodnar, są to warunki, które stanowią zagrożenie dla zdrowia i funkcjonariuszy, i osób zatrzymanych.


"Zakaz nie istnieje"
Rzecznik podlaskiej policji nadkomisarz Tomasz Krupa w rozmowie z naTemat podkreśla, że do komendy żadne wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich jak dotąd nie wpłynęło. O sprawie dowiedział się od dziennikarzy i sprawdził w Komendzie Miejskiej, jak faktycznie wygląda sytuacja. – To nieprawda, nie istnieje żaden ani formalny, ani nieformalny zakaz prania materaców i poduszek w PdOZ – zapewnia. Dowodem na to, że ubrania i pościel z PdOZ są regularnie prane jest to, iż podlaska komenda ma podpisaną umowę na wykonywanie usług pralniczych. Jest jednak jedno "ale" – umowa ta nie obejmuje usługi prania... właśnie materaców i poduszek.
nadkomisarz Tomasz Krupa
rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku

Fakt, że umowa nie obejmuje poduszek i materacy, nie oznacza, że one nie są prane. To jest czynność zlecana poza tą umową, ona jest wykonywana. Dzieje się to w zależności od potrzeb. Absolutnie żaden zakaz prania poduszek i materacy nie istnieje.

Najważniejsze wydaje się zapewnienie, iż opisywanych materaców i poduszek w białostockiej komendzie już nie ma. – One zostały wymienione już po wizycie przedstawiciela RPO – przyznaje nadkomisarz Krupa. Nowe materace (w końcu!) spełniają wymogi określone rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych "w sprawie pomieszczeń przeznaczonych dla osób zatrzymanych lub doprowadzonych w celu wytrzeźwienia".
Tymczasem parę miesięcy przed przyjazdem przedstawiciela RPO Sanepid MSWiA zwracał uwagę, iż materace przekazywane w białostockiej komendzie zatrzymanym od dawna wymagają wymiany, bo nie spełniają wymogów. "Materace będące na wyposażeniu PdOZ są wykonane z materiałów trudnych do utrzymania w czystości, tj. jedynie z jednej strony pokryte są tkaniną zmywalną, natomiast z drugiej strony pokryte są tkaniną nasiąkliwą, chłonącą zapach i płyny, w tym zanieczyszczenia materiałem biologicznym. Ponadto posiadane materace są w większości w znacznym stopniu wyeksploatowane i zniszczone" – czytamy we wnioskach Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Nakaz zakupu nowych materaców, odpowiedzialnym za to był komendant miejski. Ale to nie on dysponuje budżetem – to już leży w gestii komendanta wojewódzkiego.
Klapki z bazaru
– Wszelkie prośby dotyczące zakupu koniecznego sprzętu, jakie były kierowane z Komendy Miejskiej, zostały zrealizowane – zapewnia rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Rzecznik podlaskiej komendy zaprzecza też innym informacjom zawartym w piśmie sporządzonym po jesiennej wizycie przedstawiciela RPO. Jego zdaniem nieprawdą jest to, że policjanci zmuszeni byli kupować dla zatrzymanych klapki na bazarze, że musieli z domu przynosić własne fotele czy też środki czystości. – Fotele i krzesła obrotowe akurat wymieniane były w komendzie miejskiej parę miesięcy wcześniej, więc zdecydowanie nie było potrzeby przynoszenia z domu własnego sprzętu. To absolutna bzdura – zapewnia nadkomisarz Krupa.
NADKOMISARZ TOMASZ KRUPA
rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku

My nie słyszeliśmy od takich sytuacjach, żeby któryś z policjantów musiał kupować coś do PdOZ z własnych środków. Dziwią nas te informacje. Wszelkie środki czystości zapewniane są zarówno pracującym tam funkcjonariuszom, jak i personelowi sprzątającemu. PdOZ podlega kontroli zarówno Inspekcji Sanitarnej, jak i sędziego penitencjarnego. Nikt nie zgłaszał, że w PdOZ brakuje środków czystości. Nikt nikomu nie zabroni przynosić do pracy mydła o takim zapachu, jaki mu pasuje. Natomiast na pewno nie jest tak, że policjant musi przynosić, bo inaczej nie będzie miał.

Przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich odwiedził KMP w Białymstoku jesienią ubiegłego roku na wniosek białostockich funkcjonariuszy i w piśmie do Komendanta Głównego zwrócił głównie uwagę na warunki ich pracy. Druga strona medalu to problem warunków osób za kratami. Tym zajmuje się w Biurze RPO instytucja Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. KMPT - jak sama nazwa wskazuje - podchodzi do problemu prewencyjnie i kontroluje różne miejsca osadzenia bez jakiegoś wniosku czy skargi. Przedstawiciele Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur rocznie składają kilka wizyt w Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych. Mówiąc kolokwialnie, w odwiedzanych PdOZ bywa różnie, ale raczej nie aż tak źle jak w tym przypadku.
Komenda Miejskiej Policji w Białymstoku. Budynek ok. 10 lat temu przeszedł duży remont.
– Sytuacja opisana w wystąpieniu dotyczącym komendy w Białymstoku to raczej ewenement – przyznaje w rozmowie z naTemat Rafał Kulas z KMPT. Choć przyznaje, że w ostatnich latach dwa razy zdarzyło się, że po wizytacji Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur doszło do zamknięcia PdOZ (w 2014 r. w Myszkowie i w 2015 r. w Sycowie). Prawidłowością jest to, że w starych budynkach warunki są zazwyczaj gorsze. W komisariatach, które zostały wybudowane niedawno, najczęściej nieprawidłowości jest mniej. Białostocka komenda miejska mieści się w budynku, który w 2008 r. przeszedł duży remont.
Rafał Kulas
Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich

W starych komisariatach, pomimo przeprowadzonych prac remontowych, warunki, w jakich przebywają osoby zatrzymane, często nie spełniają odpowiednich norm. Podczas inspekcji w policyjnych Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych spotykamy się z sytuacjami, gdy stan wyposażenia jest zły, ale raczej są to wyjątki. Zazwyczaj ten sprzęt jest w całkiem dobrym stanie. Owszem, widujemy czasem jakieś wyeksploatowane poduszki czy podartą odzież, ale są to jednostkowe przypadki.

Policjanci raczej się nie skarżą
Z sytuacjami takimi, jak opisane kupowanie klapków przez funkcjonariuszy dla osób zatrzymanych Rafał Kulas nie spotkał się w żadnej innej komendzie. Przyznaje jednak, że policjanci rzadko skarżą się na warunki, w jakich przyszło im służyć. I to nie dlatego, że są to warunki idealne. – Ciężko jest uzyskać od policjantów jakieś szczegóły. Taka jest specyfika tej służby – tłumaczy przedstawiciel KMPT.
A na pewno mieliby się na co skarżyć. Z obserwacji Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur wynika, że duży problem jest w tych policyjnych Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych, gdzie samorząd nie prowadzi Izby Wytrzeźwień. W ostatnich latach wiele izb zostało zlikwidowanych, bo gminom nie opłacało się ich utrzymanie. W efekcie problem został przerzucony na policję (na szpitalne SOR-y również, ale to już sprawa na oddzielną opowieść), która upojonych alkoholem ludzi musi przyjmować właśnie w Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych.
RAFAŁ KULAS
Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich

Zdarza się, że w jakimś regionie nie ma w ogóle żadnej Izby Wytrzeźwień. Wtedy policja musi przejąć całą opiekę nad osobami nietrzeźwymi. I robi to, nie mając żadnego gabinetu lekarskiego czy wykształcenia medycznego. Bywa też tak, że nawet gdy Izba Wytrzeźwień istnieje, to odsyła policji te osoby nietrzeźwe, które nie są zameldowane na terenie danej gminy.

Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur w swoich raportach wielokrotnie wskazywał, że policja nie jest formacją przeznaczoną do opieki nad nietrzeźwymi. Proponowano taką zmianę w przepisach o Izbach Wytrzeźwień, że w takich placówkach wystarczyłaby obsada ratowników medycznych a nie lekarzy, wtedy samorządom łatwiej byłoby utrzymywać takie izby. Problem jednak pozostał nierozwiązany.

Specyficzna służba
Komenda Miejska Policji w Białymstoku i tak w sumie ma sporo szczęścia – tu Izby Wytrzeźwień nie zlikwidowano, działa ona niezmiennie. Na pewno jednak nie zawsze jest w stanie - nazwijmy to - sprostać potrzebom. – Pomieszczenia dla Osób Zatrzymanych w Komendzie Miejskiej obsługują obszar Białegostoku i całego powiatu, w sumie prawie pół miliona mieszkańców. Trafiają tu nie tylko osoby zatrzymane do celów procesowych. Są takie dni w roku, kiedy tych nietrzeźwych jest wielu. Statystycznie każdego dnia w PdOZ przebywa kilkanaście osób – wylicza nadkomisarz Tomasz Krupa, przyznając, że czasem mogło zdarzyć się to, o czym pisze RPO, iż dla jakiegoś zatrzymanego nie wystarczyło pościeli.
Praca w PdOZ ma swoją specyfikę, łatwa nie jest, ale czy policjanci faktycznie trafiają tam za karę? Rzecznik Komendy Wojewódzkiej uważa, że takie określenie jest krzywdzące. – Ciężko mi się ustosunkować do stwierdzenia, że trafiają tu ci, którzy podpadli przełożonym. W PdOZ pracują funkcjonariusze tacy sami, jak wszyscy inni – tłumaczy nadkomisarz Tomasz Krupa. Potwierdza natomiast, że do PdOZ kierowani są funkcjonariusze, którzy przynoszą orzeczenie, iż ze względów zdrowotnych nie mogą pełnić na przykład służby patrolowej.

Sprawa opisanych warunków panujących w Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych w Białymstoku to i tak tylko wierzchołek całej góry problemów, jakie wiążą się z pracą tamtejszych funkcjonariuszy. W piśmie do Komendanta Głównego mowa jest też o wadliwej i niebezpiecznej broni służbowej marki Walther P-99 oraz narzuconych policjantom 10-godzinnych dyżurach (niezgodnych z zasadą, że służba powinna trwać 8 godzin i tylko w uzasadnionych przypadkach może być wydłużona do 12 godzin). Innego wyjścia jednak nie ma – policja boryka się z poważnymi brakami kadrowymi.

Ochrona sygnalistów
Takich sygnałów o nieprawidłowościach w policyjnych szeregach na światło dzienne wypływa raczej niewiele. Funkcjonariusze bardzo często obawiają się konsekwencji ujawnienia tego, co dzieje się na komisariatach.
Rafał Kulas
Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich

KMPT z uwagi na ograniczone możliwości kadrowe nie jest w stanie regularnie wizytować wszystkich PdOZ na terenie kraju i ujawniać takie nieprawidłowości. Z tego też względu bardzo ważne jest wdrożenie innych mechanizmów, które mogą zminimalizować ryzyko złego traktowania zatrzymanych. Ważną rolę odgrywa instytucja tzw. sygnalisty, czyli osoby (funkcjonariusza, pracownika cywilnego), która zaalarmuje odpowiednie instytucje o nieprawidłowościach. Aktualnie przepisy nie chronią takich osób.

Przed paroma dniami Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera z wnioskiem o wprowadzenie środków prawnych osób w służbach mundurowych, które zdecydują się ujawnić nieprawidłowości. Słowo "sygnalista" wprawdzie może się kojarzyć źle, ale argumenty "za" są bardzo poważne. "Wyroki sądów powszechnych pokazują, że w Polsce dochodzi do przypadków torturowania zatrzymanych przez funkcjonariuszy Policji. W latach 2008-2016 za o przestępstwo z art. 246 kodeksu karnego skazano prawomocnie 42 funkcjonariuszy" – przypomina Adam Bodnar. Może sytuacja wyglądałaby lepiej, gdyby - tak jak w Białymstoku - znaleźli się policjanci gotowi przełamać zmowę milczenia.