
Dla większości Polaków żonglowanie paragrafami i kruczki stosowane w prawno-politycznej batalii o Sąd Najwyższy to istna kwadratura koła. Według prezydenta Andrzeja Dudy I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf w środę przeszła w stan spoczynku z mocy prawa. Ona sama twierdzi, że pozostaje zgodnie z Konstytucją RP I Prezesem SN do 30 kwietnia 2020 roku i przyszła normalnie do pracy. Oto 6 dowodów na to, że przynajmniej na razie niezależność najważniejszego sądu w Polsce została obroniona, a prezydent i PiS wpadli we własne sidła.
Po 3 lipca, a więc ważnej cezurze dla SN pojawiły się informacje i interpretacje, że I prezes prof. Małgorzata Gersdorf poszła na układ z prezydentem Andrzejem Dudą i obozem władzy i że częścią tego układu jest wskazanie przez szefa państwa sędziego Józefa Iwulskiego, obecnego prezesa Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego i najstarszego stażem sędziego na "pełniącego obowiązki I prezesa SN”. Fakty wyglądają jednak inaczej i pokazują, że obrońcy niezależności SN wygrali tę bitwę.
Wiele będzie zależało jednak od postawy i konsekwencji samej Gersdorf w najbliższych dniach i miesiącach.
Sędzia Józef Iwulski został wskazany jako zastępca, a nie następca prof. Gersdorf. – Mamy sytuację, w której prof. Gersdorf obawiając się, że z różnych powodów może chwilowo nie móc pełnić swojej funkcji, bo na przykład wyjedzie na urlop, albo nie zostanie wpuszczona do budynku sądu, wyznaczyła sama, a nie za zgodą prezydenta, swojego zastępcę, powołując się na art. 14 ust. 2 ustawy o SN – tłumaczył prof. Marcin Matczak w TVN24. Nie ma więc mowy o pełniącym obowiązki I prezesa SN sędzim Iwulskim. Zresztą Gersdorf przyszła w środę normalnie do pracy. Tłumaczyła, że desygnowała sędziego Iwulskiego do wykonywania obowiązków w trakcie swojej nieobecności. Miała iść na urlop, ale wycofała się z tych planów.
Sędzia Iwulski złożył wcześniej oświadczenie o tym, że nadal chce pełnić funkcję sędziego, ale nie na mocy ustawy, tylko Konstytucji. A to bardzo ważne rozróżnienie. Iwulski postąpił bowiem tak samo jak np. sędzia Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej SN, który deklarował, że nie zamierza się stosować do zapisów nowej ustawy o SN, a wolę dalszej pracy w sądzie opiera na Konstytucji, gwarantującej nieusuwalność sędziów (art. 180 ust. 1). W sumie szesnastu sędziów Sądu Najwyższego w wieku powyżej 65 lat oświadczyło, że chce nadal orzekać. Jedenastu na podstawie nowej ustawy, a siedmiu w tym - właśnie Zabłocki i Iwulski - na podstawie Konstytucji, co zostało odebrane w obozie władzy jako bunt. Obecnie w SN orzeka 76 sędziów, a wiek 65 lat przekroczyło 27. Warto przypomnieć, że Iwulski znalazł się też wśród sędziów Sądu Najwyższego, którzy podjęli uchwałę, iż Gersdorf jest pełnoprawnym prezesem do 2020 r.
Prezydent Andrzej Duda wykazał się totalną niekonsekwencją. Argumentował bowiem, że nie może pełnić funkcji I prezesa SN ktoś, kto według niego, przeszedł w stan spoczynku. Z jednej strony odmówił więc tego prof. Gersdorf, która skończyła 65 lat, ale z drugiej nie widzi przeciwskazań by stanowisko to objął prof. Iwulski, który jest starszy od Gersdorf - ma przecież 66 lat. Zresztą należałoby w ogóle zapytać sędziego Józefa Iwulskiego, czy zgadza się na "powołanie" przez prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że Iwulski jest lojalny wobec Gersdorf. Sam to zreszta potwierdził. Prezydent Duda nie wydał też dokumentu o przeniesieniu sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku, co według prawników jest sprzeczne z prawem.
Frekwencja na protestach w sprawie Sądu Najwyższego pokazuje, że możliwa jest powtórka z masowych manifestacji z zeszłego roku. "PiS-owi mało było Wietnamu ws. ustawy o IPN. Załatwił sobie dodatkowo Afganistan, próbując podporządkować sobie Sąd Najwyższy" – napisał na Twitterze prof. Stanisław Żerko, umiarkowany sympatyk PiS. Rzeczywiście protesty odbyły się w kilkudziesięciu miastach i musiały zrobić na rządzących wrażenie. Zapewne na frekwencję wpłynęły także groźby prezesa Kaczyńskiego wobec sędziów. "Każdy musi się liczyć z konsekwencjami za łamanie przepisów" – straszył prezes PiS w "Gazecie Polskiej”.
Zgodnie z nową, obowiązującą ustawą, Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wybiera i przedstawia prezydentowi kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego niezwłocznie po obsadzeniu 110 stanowisk sędziów Sądu Najwyższego. Nowi sędziowie w SN – nazywani przez opozycję dublerami – mogą się pojawić dopiero po wakacjach. Dopiero niedawno rząd opublikował obwieszczenie o wolnych stanowiskach w SN, ale cała procedura może przeciągnąć się do jesieni. Do tego czasu Komisja Europejska, która wszczęła już kolejną procedurę przeciwko Polsce dotyczącą łamania praworządności, zaskarży zapewne polską ustawę o SN do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. A ten może wstrzymać wykonanie ustawy o SN. Podobnie zrobił w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej.
Przy okazji sądnego dnia Sądu Najwyższego liderzy i media związane z PiS odwracają kota ogonem i znowu straszą puczem opozycji. Pokazuje to w tej sytuacji bardziej słabość niż siłę władzy. "Nie ma wątpliwości, iż mamy do czynienia ze skoordynowaną akcją prowadzoną przez jakąś grupę” – stwierdził prezes PiS.
W mediach zbliżonych do PiS od kilku dni słyszymy z kolei o "uzbrojonym” Lechu Wałęsie, który "przygotowuje polski majdan". Na dodatek TVP Info manipuluje przekazem z manifestacji by nie było widać tłumów i wróciły tzw. paski grozy. Taka propaganda staje się przeciwskuteczna.
