
Jarosław Kaczyński ewidentnie coraz gorzej znosi każdą kolejną miesięcznicę smoleńską, na której pojawia się jako szeregowy poseł, a nie faktyczny zwierzchnik rządu. Po utracie władzy częściej musi on ścierać się z przeciwnikami, którzy także i dzisiaj napsuli mu krwi, pod tzw. schodami smoleńskimi składając wieniec z kontrowersyjnym napisem, przypisującym bratu prezesa PiS polityczną odpowiedzialność za wydarzenia sprzed czternastu lat.
Irytację Kaczyński mógł wyładować za ciemnymi szybami swojej limuzyny, w gronie wiernych przybocznych na Nowogrodzkiej, albo po prostu wyciszyć się w domu otoczony ukochanymi kotami. Niestety, w nerwach wybrał się przed mikrofon i... no nie wygłosił najlepszej mowy w swojej karierze.
Czy PiS powinno nadal organizować miesięcznice smoleńskie?
5197 odpowiedzi
Prezes PiS na 173. miesięcznicy smoleńskiej. Tak chaotycznego przemówienia dawno nie było
75-letni polityk rozpoczął od uderzenia w policjantów, którzy jego zdaniem zbyt słabo odgrodzili od niego demonstrujących na placu przeciwników PiS. Prezes narzekał, że poza kilkoma wyjątkami funkcjonariusze zachowywali się zupełnie inaczej, niż przez minione osiem lat. Szybko zaczął on jednak snuć większą geopolityczną opowieść.
– Trudno tutaj nie nawiązać w tym momencie do tego, co ostatnio wydarzyło się w naszym kraju – do sprawy rosyjskiego szpiega, hiszpańsko-rosyjskiego szpiega, do jego powiązań. Przecież to, co działo się przed laty – 14 lat i pięć miesięcy temu – od pierwszych godzin, co później działo się tutaj przed pałacem, to w oczywisty sposób było tak radykalnie sprzeczne z polską kulturą – z polską kulturą, której elementem jest szacunek dla tych, którzy odeszli, a już w szczególności dla tych, którzy zginęli, a jeszcze bardziej dla tych, którzy polegli, a oni polegli za ojczyznę – że inspiracja musiała być z zewnątrz – zżymał się prezes PiS.
Jarosław Kaczyński
prezes PiS na 173. miesięcznicy smoleńskiej
Więcej o tym, co wspólnego miało związane z wojną w Ukrainie zatrzymanie w 2022 roku niejakiego Pablo Gonzáleza (a właściwie Pawła Rubcowa) z wynikającą z błędów załogi i złych warunków atmosferycznych katastrofą w Smoleńsku z 2010 roku od Kaczyńskiego już się nie dowiedzieliśmy. Płynnie przeszedł on do opowieści o "resecie ze służbą rosyjską", ale próbując w nerwach wymówić jej nazwę, raz wspominał FSB, ale opowiadał też o jakiejś "SSB".
Zobacz także
Dr Kaczyński diagnozuje pewien syndrom. Receptą "prawdziwie polskie służby specjalne"
– Ale z drugiej strony także tu chodziło – czy chodzi w tej chwili – o to wszystko, co dziś w imię niemieckich interesów robi ta władza. To jest wszystko, szanowni państwo, jeden syndrom – takim oskarżeniem Kaczyński wybrnął ze wpadki, aby na finał przejść do równie kuriozalnie brzmiących gróźb.
Jarosław Kaczyński przekonywał, że zdiagnozowany przez niego syndrom, który rzekomo dotyka przeciwników PiS, "ma korzenie gdzieś w jakichś wydarzeniach sprzed wielu lat" oraz "w głębokiej zależności z jednej strony od Niemiec, a z drugiej strony od Rosji".
– Ci, którzy tutaj przychodzą, powinni być przedmiotem i będą przedmiotem zainteresowania służb specjalnych, tych prawdziwie polskich! I prawdziwe polskie sądy, uczciwe sądy, kiedyś się ich osądzą – wykrzykiwał prezes PiS.
A wszystko to w tonie, który jemu zapewne wydawał się wywoływać strach, ale w rzeczywistości był już raczej ośmieszający...
Zobacz także