
Ruch lotniczy jest podatny na regionalne konflikty. Wszystko dlatego, że w trosce o bezpieczeństwo linie lotnicze omijają niestabilne regiony. Jednak zmiany dobrze znanych tras mają swoje konsekwencje. Samolot niemieckiego przewoźnika dotarł do Europy 11 godzin po planowanej godzinie przylotu. Po drodze miał wiele przygód.
Rok 2026 rozpoczął się od trudnej sytuacji dla podróżnych. Wyjątkowo mroźna zima w Europie sparaliżowała loty już na początku stycznia. W Amsterdamie odwołano setki połączeń. Sytuacja pogorszyła się jeszcze, gdy pod koniec miesiąca na sile nabrały antyrządowe protesty w Iranie. To właśnie zamieszki w bliskowschodnim reżimie wywołały lawinę: przewoźnicy omijają irańskie terytorium powietrzne i wybierają dłuższe trasy do Europy. Zmiany te oznaczają bolesne konsekwencje dla podróżnych.
Lot do Stuttgartu opóźniony o 11 godzin. Dwa razy zmieniał trasę
Najbardziej dramatyczna sytuacja przydarzyła się podróżnym samolotu linii lotniczej Eurowings 24 stycznia. Sprawę jednak dopiero teraz nagłośnił "Independent". Wracający z Dubaju do Niemiec turyści nie spodziewali się problemów, bo loty na tej trasie trwają zazwyczaj od sześciu do siedmiu godzin. Jednak tym razem nie wszystko poszło jak z płatka.
Powodem była zmieniona trasa samolotu. Aby ominąć Iran, piloci zmuszeni byli polecieć dłuższą drogą. Jednak jak można się spodziewać, dodatkowe kilometry to także ekstra paliwo. Aby bezpiecznie dotrzeć do Europy, samolot Eurowings lądował na tankowanie w Salonikach. Już sam przystanek w Grecji wydłużył podróż o sześć godzin.
Mogłoby się wydawać, że stamtąd droga będzie już prosta. Jednak nic bardziej mylnego. Kiedy po długim locie Airbus A320neo zbliżał się w końcu do Niemiec, podróżni usłyszeli komunikat z kokpitu: w Stuttgarcie dzisiaj nie wylądujemy.
Okazało się, że feralny samolot doleci do Stuttgartu długo po zamknięciu lotniska na noc. Po wielogodzinnej podróży piloci musieli lądować w Norymberdze. Zmęczenie podróżnych można sobie jedynie wyobrazić.
Dopiero następnego ranka Eurowings zaproponował turystom trzydziestominutowy lot do Stuttgartu. Trasa na jedno popołudnie zakończyła się następnego dnia.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie nadal niestabilna. Polska ambasada w Katarze ostrzega podróżnych
Po wybuchu zamieszek w Iranie polska ambasada w Katarze wydała oświadczenie, w którym ostrzega Polaków przed podróżami do Zatoki Perskiej. Niebezpieczne mogą być także przesiadki, dlatego MSZ i dyplomaci zachęcają do zmiany planów tranzytowych.
Podróżnych, którzy mimo wszystko znajdą się na zagrożonych terenach, ambasada zachęca do rejestracji w systemie Odyseusz. Dzięki temu państwo będzie mogło się z nimi skontaktować, a w razie potrzeby także udzielić pomocy.
Dodajmy, że w komunikacie polskiej ambasady było wyraźne wskazanie na możliwość zmiany trasy lotu, a nawet odwołanie połączeń na Bliskim Wschodzi. Innymi słowy, nasi urzędnicy ostrzegali dokładnie przed scenariuszem, który spotkał podróżnych lecących z Dubaju do Stuttgartu.
Zobacz także