
Naukowcy znaleźli najskuteczniejszy sposób na ograniczenie spożywania żywności w Unii Europejskiej, która najbardziej szkodzi środowisku. Najłatwiej byłoby... usunąć ulgi podatkowe na mięso. Przy wyższych cenach ludzie jedliby go mniej, a to miałoby zmniejszyć skutki środowiskowe o niemal 6 proc.
Badanie opublikowane w Nature Food przez Charlotte Plinke, Michaela Suretha i Matthiasa Kalkuhla z Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu w Poczdamie daje gotowe i proste, choć dla wielu kontrowersyjne, rozwiązanie na zmniejszenie naszego wpływu na planetę. UE nie musiałaby wprowadzać skomplikowanych reform, tylko wykorzystałaby narzędzia, które już ma. Badacze uważają, że usunięcie istniejących obniżonych stawek VAT na produkty mięsne byłoby najbardziej efektywne przy zaskakująco niskim koszcie dla społeczeństwa.
Ukryte koszty produkcji żywności. Naukowcy podpowiadają UE, co z tym zrobić
Autorzy badania (można je przeczytać tutaj) uważają, że produkcja jedzenia obciąża środowisko w stopniu, który jest obecnie niewystarczająco regulowany przez unijną politykę. Polska jest w gronie państw, które mają największy konsumpcyjny ślad środowiskowy, obok Niemiec, Francji Włoch i Hiszpanii.
Nie chodzi jednak tylko o głośny medialnie ślad węglowy. Naukowcy wymieniają też zużycie wody, zajmowanie gruntów oraz utrata bioróżnorodności. Produkcja niemal każdej żywności odpowiada za część emisji, ale największym obciążeniem dla ekosystemu jest właśnie przemysł mięsny (to akurat powszechna wiedza).
"Istnieje pilna potrzeba złagodzenia presji środowiskowej wywoływanej przez wybory żywieniowe gospodarstw domowych w UE" – czytamy w opracowaniu. Tymczasem obecne przepisy, zamiast hamować ten proces, często go wspierają poprzez właśnie ulgi podatkowe.
Zobacz także
Wyższy podatek na mięso w Unii? To miałoby ratować planetę
Naukowcy przeanalizowali dwa scenariusze: podatek węglowy od całej żywności oraz prostszą reformę VAT na mięso, którą rekomendują badacze z Poczdamu.
Podatek węglowy (wyceniony na 51,63 euro za tonę CO2) przyniósłby wyższe korzyści dla środowiska, ale zdaniem badaczy, jest znacznie trudniejszy do wprowadzenia. Reforma VAT wygrywa, bo jest dostępna niemalże od zaraz.
Zakłada usunięcie obniżonych stawek VAT na wołowinę, wieprzowinę i drób, które obecnie stosuje aż 22 z 27 krajów Unii. Zrównanie opodatkowania mięsa ze standardowymi stawkami krajowymi nie wymagałby tworzenia nowych praw. W przypadku Polski VAT wzrósłby z obecnych 5 proc. do 23 proc. (np. Niemcy by to mniej odczuli, bo tam byłby skok z 7 proc. na 19 proc.)
Badanie wykazało jednak, że ten zabieg ma potencjał na zmniejszenia środowiskowych skutków konsumpcji żywności (czyli m.in. emisji gazów, zużycia wody) o 3,5 proc. do 5,7 proc. Co ciekawe, podatek węglowy na całe jedzenie przyniósłby podobne efekty w kwestii emisji CO2, ale miałby większy pozytywny wpływ na pozostałe aspekty produkcji.
23 proc. VAT-u na mięso w Polsce. Koszty nie byłyby jednak dramatyczne
W Polsce taki ruch byłby rewolucją. Powrót z obecnej, preferencyjnej stawki 5 proc. na podstawowe 23 proc. oznaczałby skok cen mięsa przy kasie o niemal jedną piątą. To znacznie więcej niż unijna średnia wyliczona przez badaczy (10,6 proc.), ale mechanizm pozostaje ten sam: droższe mięso ma nas skłonić do zmiany diety, a nie do bankructwa.
Naukowcy policzyli to bardzo dokładnie. Wydalibyśmy rocznie średnio o 109 euro więcej (ok. 460 zł), ale po uwzględnieniu wpływów do budżetu (które państwo może nam oddać w innej formie), realna strata ekonomiczna rodziny, czyli tzw. koszt dobrobytu, wyniosłaby zaledwie od 12 do 26 euro rocznie (50–110 zł). To wciąż też niska cena za walkę o klimat.
Szczególnie, że reforma VAT jest łagodniejsza dla portfela niż podatek węglowy nałożony na całą żywność. W przypadku tego drugiego nasze roczne wydatki w sklepach wzrosłyby średnio aż o 150 euro (ok. 633 zł). To już byłoby znacznie bardziej odczuwalne w codziennych zakupach, a poza tym już jeden podatek od emisji (ETS2) będzie za chwilę u nas wprowadzony.
