
Sejm uchwalił ustawę związaną z programem SAFE, ale wciąż nie wiadomo, czy Karol Nawrocki ją podpisze, czy zdecyduje się na weto. Marcin Przydacz mówi, że decyzji jeszcze nie ma, a najważniejsze pytanie brzmi nie "czy inwestować w armię", tylko "czy warunki są dla Polski optymalne".
Ustawa uchwalona 13 lutego ma wdrażać w Polsce program SAFE i umożliwić powołanie specjalnego funduszu zarządzanego przez BGK, przez który mają przepływać środki z programu. Koalicja popiera to rozwiązanie, opozycja jest przeciw. Zwolennicy ustawy przekonują, że dzięki niej da się finansować więcej projektów, w tym infrastrukturalnych i wprowadzić większą przejrzystość. Do wdrożenia SAFE sama ustawa nie jest konieczna, a w dodatku może otwierać pole do sporów o kontrolę nad środkami.
Przydacz w Radiu ZET podkreślał, że prezydent nie podjął jeszcze decyzji. Zaznaczył też, że na tym etapie "wszystko jest możliwe", bo ustawa formalnie nie wyszła jeszcze z parlamentu.
– Nie wiem, to decyzja pana prezydenta. Na tym etapie takiej decyzji nie podjął, ustawa nawet nie wyszła jeszcze z parlamentu. Wszystko jest możliwe w tej sprawie – mówił Marcin Przydacz.
"Nie jesteśmy przeciw dozbrajaniu". Spór idzie o warunki
Szef prezydenckiego biura przekonywał, że głowa państwa nie jest przeciwna inwestycjom w obronność. Problem ma dotyczyć jedynie oceny, czy warunki wpisane w rozwiązanie proponowane przy SAFE są dla Polski korzystne.
Padło tu porównanie kosztu finansowania. Przydacz został skonfrontowany z argumentem, że SAFE przewiduje pożyczki oprocentowane na 3 proc., podczas gdy w czasie rządów PiS zakup czołgów z Korei Południowej miał być finansowany na 6 proc.
Odpowiedział, że sytuacja była wtedy inna, bo panowało wysokie napięcie, Polska potrzebowała sprzętu szybko, bo nie miała własnej produkcji czołgów, a Koreańczycy byli w stanie nam zagwarantować sprzęt.
– Koreańskie czołgi były kupowane w sytuacji dużego napięcia, kiedy trzeba było szybko kupować sprzęt. Polska nie produkowała wtedy czołgów. Koreańczycy jako jedyni potrafili szybko zapełnić tę lukę – tłumaczył Przydacz.
Zobacz także
Mechanizm warunkowości i pytanie o "oddawanie decyzji na zewnątrz"
Najmocniej podczas rozmowy w Radiu ZET wybrzmiał jednak wątek mechanizmu warunkowości. Przydacz pytał, po co "oddawać decyzje" poza Polskę. Zaznaczał, że nie ma problemu z tym, by o takich sprawach decydował szef MON, ale wyraźnie krytykował perspektywę wpływu "unijnych biurokratów" na decyzje o środkach.
Czy SAFE, nawet jeśli opiera się na pożyczkach i ma wzmacniać obronność, może w przyszłości stać się narzędziem nacisku politycznego? W tłumaczeniach prawicy pojawia się analogia do sporów o KPO i tzw. kamienie milowe, które miały być wykorzystywane jako instrument presji.
Czym jest SAFE i jakie pieniądze są w grze?
SAFE to unijny instrument mający wzmocnić obronność państw UE. Program zakłada łącznie 150 mld euro wsparcia, w tym w formie pożyczek z niskim oprocentowaniem, głównie na zakupy sprzętu wojskowego. Zwłaszcza tego produkowanego w Europie. Polska ma być największym beneficjentem programu pożyczkowego, a zaakceptowana kwota wsparcia to 43,7 mld euro.
W Sejmie PiS zgłosił 13 poprawek do ustawy, ale zostały odrzucone. Opozycja podnosiła wątpliwości dotyczące przejrzystości wydatkowania środków oraz ryzyka, że mechanizmy programu mogą być użyte politycznie.
