Robin Gunningham, David Jones, czy kto? Nagły wybuch teorii ws. Banksy'ego
Robin Gunningham czy David Jones? Nowe poszlaki w sprawie prawdziwej tożsamości Banksy'ego Fot. Shutterstock.com

Najnowsze dziennikarskie śledztwo Reuters wskazuje, że za najsłynniejszymi muralami świata może stać pewien Brytyjczyk z Bristolu. Dochodzenie łączy Banksy’ego z Robinem Gunninghamem – artystą, który przed laty miał zmienić nazwisko na David Jones. Dowody są mocne: od starych akt policyjnych z Nowego Jorku po zeznania świadków z aukcji Sotheby's.

REKLAMA

Czy tożsamość Banksy’ego została w końcu ujawniona i możemy mówić o zakończeniu jednej z największych zagadek w świecie sztuki? Wszystko wskazuje na to, że mit o anonimowym buntowniku właśnie legł w gruzach. To nie są już tylko domysły, ale zestawienie całkiem twardych faktów.

Kluczowe poszlaki w śledztwie za tożsamością Banksy'ego

Zaczęło się od akt z 2000 roku. Banksy, wówczas jeszcze mało znany poza undergroundem, został zatrzymany w Nowym Jorku. Pod odręcznym, podpisanym przyznaniem się do winy widnieje nazwisko: Robin Gunningham. To znalezisko idealnie pokrywa się z wywiadem dla BBC z 2003 roku, w którym artysta, promując wystawę "Turf War", przedstawił się dziennikarzowi jako "Robbie".

Kolejny dowód dostarczyła słynna aukcja w Sotheby's w 2018 roku, podczas której obraz Banksy'ego "Dziewczynka z balonikiem" samoistnie pociął się w niszczarce, umieszczonej celowo przez artystę w ramie. Obecny na miejscu handlarz dziełami sztuki Casterline zauważył w tłumie dziwnie wyglądającego mężczyznę, który zasłaniał mu widok. Po analizie zdjęć okazało się, że człowiek ten miał w oprawki okularów wbudowaną mikrokamerę.

Casterline, który wcześniej widział zdjęcia Gunninghama z 2004 roku, nie miał wątpliwości – to był ten sam człowiek, tylko nieco starszy i szczuplejszy. Krótko po tym incydencie Banksy opublikował wideo pokazujące całe przedstawienie z obrazem, co tylko potwierdziło, że "człowiek z kamerą" był tam służbowo.

Prawnicy idą w zaparte. "To nazwisko już nie istnieje"

Reakcja obozu artysty była natychmiastowa, ale mało przekonująca. Prawnik Banksy’ego, Mark Stephens, oświadczył, że "szczegóły śledztwa są niepoprawne", unikając jednak konkretnych zaprzeczeń. Podkreślił jedynie, że anonimowość jest niezbędna, by artysta mógł "mówić prawdę prosto w oczy potężnym instytucjom" bez obawy o represje czy cenzurę.

Jeszcze ciekawszy trop rzucił były menedżer artysty, Steve Lazarides. Mężczyzna zasugerował, że poszukiwanie informacji o Banksy'm pod nazwiskiem Gunningham może być bezskuteczne. "Nazwisko, które macie, zabiłem lata temu" – stwierdził Lazarides, podsycając teorię, że Robin Gunningham jako postać prawna przestał istnieć w 2008 roku na rzecz zupełnie nowej tożsamości – Davida Jones'a. Oficjalne biuro artysty, Pest Control, skwitowało sprawę krótko: "Banksy zdecydował, że nie wypowie się".

Dlaczego Banksy musi pozostać cieniem?

Banksy to nie tylko tajemniczy graficiarz, ale przede wszystkim machina partyzanckiego marketingu, która od trzech dekad bawi się z systemem w kotka i myszkę. Postać kryjąca się pod pseudonimem jest globalnym symbolem walki z instytucjami, wojną i bezmyślnym konsumpcjonizmem. Sławę zyskał dzięki technice szablonu, która pozwalała mu na błyskawiczne nanoszenie prowokacyjnych obrazów pod osłoną nocy – od kultowych szczurów i małp, aż po poruszające murale na gruzach w Ukrainie czy murze w Betlejem.

Anonimowość to dla Banksy'ego nie tylko marketingowy majstersztyk, ale tarcza w walce o wolność wypowiedzi. Ponieważ jego prace uderzają w najczulsze punkty systemu, jako postać bez twarzy, artysta może punktować polityczną hipokryzję, wojny i nierówności społeczne, nie ryzykując przy tym jednocześnie osobistych konsekwencji. Nawet jeżeli śledztwo Reuters okaże się prawdą, dla fanów sztuki ulicznej Banksy wciąż pozostanie symbolem buntu, a nie konkretnym nazwiskiem w urzędowym rejestrze.