
500 zł rocznie na inwestycje na każdego mieszkańca samorządu – to wizja Mateusza Morawieckiego, którą chce kupić Polskę lokalną. Nazwał ją "samorządowym 500 plus" i oficjalnie ogłosił 31 marca. Ale czy ją kupi? I czy to jego prawdziwy cel? Niektórzy samorządowcy, z którymi rozmawiamy, tylko się śmieją. Politolog, prof. Rafał Chwedoruk, również brutalnie ocenia: – To po prostu element jego walki o przetrwanie.
Nic nie wskazuje na to, żeby to miał być pomysł PiS. "Morawiecki wymyślił nowe 500 plus", "Morawiecki rusza w Polskę z nowym programem", "Nowy pomysł Morawieckiego" – brzmią nagłówki portali.
– Gdyby to firmował PiS, to byłby to pomysł sprzedawany przez pana Czarnka, a nie przez pana Morawieckiego. A taki widzimy tylko podziały w PiS. Pan Morawiecki pewnie przygotowuje się do samodzielnego startu w wyborach i dlatego coś wymyśla. Ja absolutnie mu nie wierzę – reaguje jeden z samorządowców.
Natychmiast przypomina sobie, jak za rządów Morawieckiego miliony dotacji trafiały do samorządów, które stały po stronie PiS. Jak wtedy je faworyzowano, a inne były traktowane po macoszemu. "Pisowskie gminy dostały, a my nie" – burzyła się część wójtów, burmistrzów i prezydentów.
A teraz Morawiecki staje przed kamerami i wmawia im swoją nową wizję wielkiego rozwoju dla samorządów: – Program, który dzisiaj proponujemy, jest programem poddanym konsultacjom społecznym. To program, który ma być programem sprawiedliwym.
Nasz rozmówca tylko się na to uśmiecha. – To są tylko i wyłącznie chwyty propagandowe i kiełbasa wyborcza. Temat chwytliwy, ale zbyt cudowny, żeby był realny. Bo skąd wziąć na to pieniądze? One są niewyobrażalne, a cudów nie ma – mówi.
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW, komentuje w rozmowie z naTemat: – Gdyby to była propozycja PiS, to byłoby to przygotowane przez dłuższy czas i prezentowane przez osoby do tego upoważnione, czyli takie, które PiS ma interes, by na tym etapie lansować.
– Pomysł Mateusza Morawieckiego jest przede wszystkim jego instrumentem walki o przetrwanie. Pokazaniem kierownictwu PiS, że ma pomysły i możliwości dotarcia do opinii publicznej, które mogą coś wnieść. I że lepiej mieć go na pokładzie w poważnych rolach niż mieć go poza pokładem np. we współpracy z konkurencją – ocenia.
500 plus Morawieckiego na samorządy: gminy otrzymają 500 zł rocznie na inwestycje na mieszkańca
31 marca Morawiecki zorganizował konferencję prasową, na której zaprezentował raport "Polska Jednej Prędkości". Zaprosił też grono samorządowców, którzy przed kamerami tak rozpływali się nad jego pomysłem, jakby "nowe 500 plus" lada dzień miał zostać wcielone w życie:
– Dzięki niemu będziemy mogli zbudować stadion w Chorzowie oraz wyremontować drogi.
– Liczymy na ten program, to by rozwiązało wszystkie problemy miast.
– Kapitalny program dla naszych małych ojczyzn.
Sam Morawiecki ogłosił, że to jest program autonomiczny, niezależny od wpływów politycznych. W skrócie: gminy otrzymają 500 zł rocznie na mieszkańca, ale w taki sposób, że najmniejsze z nich miałyby mieć gwarantowane minimum 5 mln zł rocznie, a największe miasta mogłyby otrzymać maksymalnie 100 mln zł. Byłyby to pieniądze na inwestycje. Więcej o szczegółach pisał w INNPoland Konrad Bagiński.
"Jeśli uważacie, że Wasze miejscowości i regiony zasługują na sprawiedliwy rozwój i duże inwestycje – zapraszam do dyskusji! Wszystkie ręce na pokład!" – wzywał Morawiecki też na swoim FB.
Co na to inne gminy? Nasi rozmówcy przyznają – potrzeby w samorządach są duże. Każde pieniądze by się przydały. Ale zgadzają się tylko z tym.
– To kolejne hasło populistyczne, tylko pod publikę – powtarzają. Wskazują też na drugie dno. Wszyscy – biorąc pod uwagę wewnętrzne tarcia w PiS – doskonale je widzą.
Udziały Morawieckiego w PiS spadły. Chciał zabłysnąć
– Moim zdaniem ten temat został wywołany po to, żeby pan Morawiecki trochę się podbudował. Nawet nie tyle w swoim elektoracie, ile w swojej partii. Gdy pan Czarnek został namaszczony na przyszłego premiera PiS, udziały Morawieckiego w partii spadły – komentuje w rozmowie z naTemat Marcin Chłodnicki, były wiceprezydent Kielc i wieloletni radny tego miasta.
Przyznaje, że pomysł może się w samorządach podobać, bo tam zawsze brakuje pieniędzy. – On trafia w jakąś potrzebę. Wydaje się, że jest dosyć dobrze wycelowany. Jedyne, w czym mogę się z nim zgodzić to to, że w samorządach potrzeba wsparcia na inwestycje. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Bo zaproponować można wszystko – mówi.
Prześledził pod tym kątem wypowiedzi Morawieckiego. – Nigdzie nie powiedział, skąd mają być na to pieniądze. To jest główny słaby punkt jego propozycji. Myślę, że długo nie usłyszymy o szczegółach tego programu, np. o sposobie finansowania i redystrybucji tych pieniędzy, bo do wyborów jest jeszcze dużo czasu. Na razie chodziło o to, żeby zabłysnąć – ocenia.
Przypomina też, że PiS miał już swoje 500 plus, które miało zwiększyć dzietność w kraju.
– Nie zwiększyło. Gdybym więc chciał dokuczyć panu premierowi, to powiedziałbym, żeby może najpierw wytłumaczyć, dlaczego nie zostały spełnione cele z poprzedniego programu PiS. Bo celem miało być zwiększenie dzietności, a nie rozdanie ludziom pieniędzy – mówi.
Zobacz także
"Dla mnie to kiełbasa wyborcza. Tylko dlaczego tak wcześnie?"
"Nowy program kupowania wyborców?", "Znowu rozdawnictwo. To jest ich pomysł na Polskę" – rozległo się też w sieci. Choć również w drugą stronę: "To może być jeden z ważniejszych impulsów rozwojowych dla samorządów od lat", "Popieram, samorządy są głodne inwestycji".
Ogrom komentujących Polaków pyta Morawieckiego, skąd na to pieniądze: "Przede wszystkim powinien przedstawić, skąd te pieniądze mają być", "Pomysł dobry, tylko czekam na konkrety, jak to będzie finansowane. Tylko bez ściemy, konkretne wyliczenia, bo obiecać można wszystko".
Na nasze pytanie jeden z burmistrzów również reaguje pytaniami: – Dla mnie to dzisiaj kiełbasa wyborcza. Tylko dlaczego tak wcześnie, skoro do wyborów jeszcze półtora roku? I czemu i komu ma to służyć, skoro i tak wiadomo, jak propozycję Morawieckiego potraktują rządzący? A gdyby taki pomysł miał być zrealizowany, to kto za to zapłaci? Bo ja na przykład mógłbym powiedzieć, że zaproponuję auto dla każdego mieszkańca gminy.
Prof. Chwedoruk: U Morawieckiego to po prostu element walki o przetrwanie
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW, śmieje się, że fabryki wyborczych kiełbas pracują intensywnie na długo przed wyborami i obawia się, czy wiele z tych kiełbas nie zielenieje do właściwej kampanii.
– Wynika to z kilku przyczyn, poczynając od tych niezależnych od polskiej polityki. Raz, żyjemy w trudnych czasach powszechnej niepewności. Dwa, mamy konkurencję pomiędzy PiS a dwoma podmiotami prawicowymi, co jest pewnego rodzaju nową sytuacją w polskim systemie partyjnym. To sprzyja daleko idącym deklaracjom pozyskania różnych niszowych grup. A trzy – w obrębie samego PiS trwa walka o nowy układ sił. W przypadku Mateusza Morawieckiego to po prostu element jego walki o przetrwanie – komentuje w rozmowie z naTemat.
Przypomina, w jakiej sytuacji znajduje się dziś Morawiecki:
prof. Rafał Chwedoruk
politolog UW
– Nie może być reformatorem, bo żerował zupełnie odwrotną politykę, i nie może być jednocześnie strażnikiem świętego ognia, bo był trochę przybyszem z zewnątrz. I żeby był jeszcze do czegokolwiek, komukolwiek potrzebny, musi cały czas być obecny w opinii publicznej. Stąd dyskusje na pograniczu pewnego rodzaju absurdu, dotyczące tworzenia samodzielnej formacji czy porozumienia się z PSL – tłumaczy.
Przypomnijmy też organizację oddzielnej Wigilii. Czy szumne zapowiedzi wydarzenia, na którym prezentuje swoją strategię na nowoczesną gospodarkę "Powered by Poland", które też nie wszystkim w PiS się podobały.
To samo dotyczy ostatniej propozycji Morawieckiego ws. samorządowego 500 plus.
Jak uważa prof. Chwedoruk, Morawiecki wyczuł moment i sytuację "na dole".
– Samorządowcy czekają na pieniądze jak na zbawienie. Olbrzymia część samorządów miejskich w Polsce jest straszliwie zadłużona – zauważa.
Do tego, jak wskazuje, po ostatnich wyborach PiS jest w samorządach bardzo niedoreprezentowane, szczególnie w samorządach miejskich. Wielu prezydentów miast bliskich obozowi liberalnemu miało zaś problemy z powodu podziałów we własnym obozie. A do niektórych miast sprowadziła się część mieszkańców młodej i średniej generacji, którzy niekoniecznie czują się związani ze starymi prezydentami miast. – I Morawiecki chce się w to wpisać, pokazując inne oblicze PiS – mówi.
Ale czy może tym pomysłem kupić niektóre samorządy? Prof. Chwedoruk w to nie wierzy.
– Na obecnym etapie – nie sądzę. Samorządowcy w większości myślą bardzo pragmatycznie. Nie sądzę, żeby w szczególny sposób brali to pod uwagę. Ci spod znaku KO są raczej liberalni i tego typu rozwiązania niekoniecznie muszą budzić ich entuzjazm – mówi.
"Do wyborów jest ponad rok. Ciekawe, na co jeszcze będą się przebijać"
Faktycznie, w samorządach słyszymy na przykład:
– Gdyby taki pomysł miał być zrealizowany, to samorząd przyjmie każde pieniądze. Ale my, samorządowcy nauczyliśmy się, że prędzej czy później w jakiś sposób trzeba będzie te pieniądze oddać albo jeszcze do tego dołożyć.
A także:
– Jest szereg rozwiązań, które można wcielić w życie, żeby poprawić sytuację w samorządach. Bez takiej propagandy jak Morawiecki. To wszystko można załatwić, np. zwiększając subwencję oświatową, żeby samorządy nie dokładały do oświaty. Gdyby tak się stało, żadnej jałmużny już byśmy wtedy od rządu nie potrzebowali.
– Do wyborów jest ponad rok. Ciekawe, na co jeszcze będą się przebijać.
Co ciekawe – jak dodaje prof. Chwedoruk – nie byłoby to również rozwiązanie akceptowane przez Konfederację, a wiadomo, jakie PiS – choćby przez nominację Przemysława Czarnka – robi ukłony w tamtą stronę.
– Morawiecki ustawia się zaś w roli strażnika aktywnej polityki społecznej, bliskiej tradycyjnym wyborcom PiS, ale z całą pewnością odległej od większości wyborców Konfederacji – wskazuje prof. Chwedoruk.
Czy Morawiecki wyskoczył więc przed szereg? – Myślę, że on od dawna stoi przed szeregiem – ocenia politolog.
Dodaje, że Jarosław Kaczyński jest w trudnym położeniu, bo z jednej strony wie, że PiS, aby przetrwać, musi być bezwzględnie zdyscyplinowany. A z drugiej to on wprowadził do polityki Morawieckiego. O tym, że Morawiecki mu podpadł, pisaliśmy nie raz.
– Nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński posunął się do usunięcia Mateusza Morawieckiego z szeregów PiS. Ale pozycję byłego szefa rządu ocenia bezwzględnie: – Mateusz Morawiecki z każdym miesiącem będzie stawał się zapomnianym byłym premierem aniżeli pamiętanym byłym premierem.
