
Oświadczyny to jeden z najważniejszych etapów w każdym związku. Wiele osób planuje je z dużym wyprzedzeniem, dokładnie wyobrażając sobie każdą ich chwilę i element. W planach Polaka raczej nie było mandatu i ogromnego zamieszania na lotnisku w Krakowie. Wszystko przez kilka nieprzemyślanych słów.
Sezon na wyjazdy turystyczne właśnie się rozpędza. Wielkanoc jest zawsze takim symbolicznym startem, bo po niej z każdym miesiącem turystów tylko przybywa. Początek kwietnia w Grecji planował spędzić Polak wraz ze swoją drugą połówką. Miał to być dla nich romantyczny wyjazd, a także przełomowy moment. Niewiele brakowało, a z zaręczyn nic by nie wyszło.
Oświadczyny w Grecji mogły nie wypalić przez żart na lotnisku w Krakowie
O całym zajściu z dużą porcją emocji w tle poinformował Karpacki Oddział Straży Granicznej. To ich funkcjonariusze dbają m.in. o bezpieczeństwo pasażerów latających z lotniska Kraków-Balice.
Mężczyzna, który chciał oświadczyć się w Grecji, nie wytrzymał napięcia i podczas kontroli bezpieczeństwa powiedział kilka słów za dużo. Oczywiście nie do partnerki. W trakcie procedur lotniskowych zażartował, że ma przy sobie trotyl i dwa granaty. Mina zrzedła mu błyskawicznie, kiedy strażnicy wkroczyli do akcji.
"Po rozmowie z funkcjonariuszami PSG w Krakowie-Balicach okazało się, że te słowa to żart. Mężczyzna przekonywał, że nie miał złych zamiarów i przeprosił za swoje nieodpowiedzialne zachowanie" – poinformowała Straż Graniczna w komunikacie.
Być może ta skrucha i życiowa historia sprawiły, że tym razem funkcjonariusze byli nieco łagodniejsi. Polaka ukarano mandatem, ale kapitan pozwolił wejść mu na pokład. Tyle szczęścia nie miał inny żartowniś z krakowskiego portu.
Zobacz także
Straż Graniczna nie ma litości. Lotnisko to nie miejsce na żarty
W Poniedziałek Wielkanocny na "wybuchowe" żarty zebrało się pasażerowi lecącemu do Gdańska. W tym przypadku kapitan i funkcjonariusze byli bezlitośni. Po tym, jak mężczyzna wspomniał o bombie w bagażu, został dokładnie przeszukany. Był to jednak dopiero początek jego kłopotów.
W bagażu podręcznym nie znaleziono żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Ostatecznie za nieodpowiedzialne zachowanie został ukarany mandatem, a kapitan nie pozwolił mu wejść na pokład. Z tego powodu mężczyzna musiał szukać alternatywnej drogi na podróż z Krakowa do Gdańska.
"Żart, który w innych okolicznościach mógłby zostać zignorowany, tu kończy się mandatem karnym, zakazem wejścia na pokład samolotu, a w uzasadnionych przypadkach ewakuacją pasażerów z terminala oraz konieczność pokrycia przez lekkomyślnego pasażera kosztów opóźnienia samolotu" – podkreśliła Straż Graniczna w komunikacie.
Takie zachowanie jest jednym z wielu przejawów lekkomyślności polskich turystów. Obok słabych dowcipów kolejną plagą jest porzucanie bagażu. Podobnie jak przy wspomnieniu o bombie, plecak czy walizka bez opieki także oznaczają ewakuację i przeszukanie. Nierozważni pasażerowie muszą także liczyć się z mandatem.
