Trump nie ufa samemu rozejmowi. Trzyma wojska i czeka na wykonanie warunków.
Trump nie ufa samemu rozejmowi. Trzyma wojska i czeka na wykonanie warunków. Fot. The White House, Flickr

Donald Trump nie traktuje rozejmu z Iranem jako końca kryzysu, lecz jako etap przejściowy przed zawarciem tego, co sam nazywa prawdziwym porozumieniem. Zapowiedział, że amerykańskie okręty, samoloty, personel i dodatkowe uzbrojenie pozostaną wokół Iranu do czasu pełnego wykonania warunków układu.

REKLAMA

Trump ogłosił utrzymanie sił USA w regionie i jednocześnie zagroził, że jeśli Iran nie wywiąże się z warunków układu, to działania zbrojne ruszą ponownie i będą jeszcze silniejsze niż wcześniej. Biały Dom traktuje rozejm nie jako samodzielną wartość, lecz jako test, czy Iran zgodzi się przejść do warunków politycznych narzuconych przez Waszyngton.

Nie mamy więc tu do czynienia z klasycznym odprężeniem, po którym obie strony wycofują sprzęt i zmniejszają gotowość. Mamy raczej sytuację, w której USA utrzymują pełną obecność wojskową i zawieszają bombardowania, ale tylko po to, by dać Iranowi czas na spełnienie warunków. Rozejm działa więc bardziej jak ultimatum rozciągnięte na 2 tygodnie niż jak trwałe porozumienie pokojowe.

Iran nie może stać się państwem nuklearnym

Najważniejszym żądaniem Trumpa pozostaje kwestia programu nuklearnego. Według prezydenta USA porozumienie ma gwarantować brak broni jądrowej po stronie Iranu. Problem polega jednak na tym, że już teraz widać różnicę interpretacyjną między obiema stronami. Trump twierdzi, że Iran zgodził się zatrzymać rozwój zagrożenia nuklearnego, natomiast irańscy przedstawiciele utrzymują, że porozumienie nie oznacza automatycznej rezygnacji z prawa do wzbogacania uranu.

To właśnie ten punkt może okazać się najtrudniejszy w dalszych rozmowach. Z amerykańskiego punktu widzenia prawdziwe porozumienie ma oznaczać trwałe zamknięcie drogi do irańskiej broni atomowej. Z irańskiego punktu widzenia granica między cywilnym programem jądrowym a całkowitym ustępstwem wobec USA pozostaje politycznie bardzo drażliwa. Właśnie dlatego, nawet jeśli rozejm utrzyma się przez kilka dni, spór o program nuklearny wciąż może rozsadzić całe porozumienie od środka.

Cieśnina Ormuz ma być otwarta i bezpieczna

Drugim kluczowym warunkiem stawianym przez Trumpa jest pełne otwarcie Cieśniny Ormuz. Według prezydenta USA od dawna było uzgodnione, że szlak ten ma być otwarty i bezpieczny. Ormuz pozostaje gospodarczym sercem całego kryzysu. Przez tę cieśninę przechodzi około 1/5 światowego handlu ropą, a każda blokada natychmiast przekłada się na ceny paliw, energii i transportu.

Jednocześnie ten warunek także nie został jeszcze w pełni domknięty. Mimo rozejmu w regionie nadal utrzymują się napięcia wokół żeglugi, a Iran traktuje Ormuz jako element nacisku negocjacyjnego. Dla USA sprawa cieśniny jest jednym z głównych mierników, czy Iran rzeczywiście wykonuje warunki porozumienia. Bez swobodnej żeglugi Waszyngton nie uzna rozejmu za pełny sukces.

Iran ma wstrzymać ataki na USA, Izrael i państwa regionu

Z dotychczasowych relacji wynika też, że amerykańskie warunki nie ograniczają się do atomu i Ormuzu. Izrael poparł 2-tygodniową przerwę pod warunkiem, że Teheran zaprzestanie ataków na Stany Zjednoczone, Izrael i państwa regionu. Prawdziwe porozumienie w rozumieniu Trumpa ma obejmować także szersze bezpieczeństwo regionalne, a nie wyłącznie jeden zapis o żegludze czy jeden punkt o programie jądrowym.

USA będą więc oceniały Iran nie tylko po tym, co wydarzy się przy stole negocjacyjnym, ale też po tym, czy ustaną ataki rakietowe, dronowe i działania prowadzone przez siły sprzymierzone z Teheranem. To właśnie dlatego Trump utrzymuje wojska w gotowości. Chodzi o szybkie odtworzenie presji militarnej, jeśli Iran będzie próbował rozdzielić dyplomatyczne deklaracje od realnych działań w regionie.

Rozejm nie obejmuje Libanu i to już osłabia cały układ

Jednym z najważniejszych powodów, dla których porozumienie wygląda dziś krucho, jest spór o jego zakres. Zarówno Izrael, jak i wiceprezydent USA J.D Vance jasno stwierdzili, że zawieszenie broni nie obejmuje Libanu. To stoi w sprzeczności z wcześniejszym przekazem części mediatorów, którzy sugerowali szerszy zakres rozejmu. Już na starcie strony inaczej rozumieją granice obowiązywania układu.

Jeśli w regionie nadal trwają izraelskie uderzenia na cele Hezbollahu w Libanie, Iran może twierdzić, że rozejm został naruszony po stronie amerykańsko-izraelskiej. Z kolei USA będą utrzymywać, że Liban nigdy nie był objęty porozumieniem.

Delegacje USA i Iranu mają rozpocząć dalsze rozmowy w Pakistanie. Właśnie te negocjacje mają pokazać, czy z 2-tygodniowej pauzy uda się wyprowadzić trwalszy układ. Ale już dziś widać, że Trump nie chce wchodzić w nie wyłącznie z pozycji dyplomatycznej. Utrzymanie wojsk w regionie ma być sygnałem, że Waszyngton nie odpuszcza presji i nie zamierza rozbrajać własnej pozycji negocjacyjnej tylko dlatego, że zawieszono bombardowania.