
Jeśli masz w ogrodzie albo na działce dławisza okrągłolistnego, musisz się go jak najszybciej pozbyć. Za obecność tej rośliny na posesji będzie grozić gigantyczna kara, nawet do miliona złotych. Wpaść jest niezwykle łatwo, bo sprzedawcy wciąż oferują ją na popularnych marketplace'ach.
Dławisz okrągłolistny (Celastrus orbiculatus) to gatunek niezwykle ekspansywny, który niszczy inne drzewa i krzewy. Jego plan jest prosty: obrosnąć ofiarę i odciąć ją od światła. Stąd też nazwa rośliny, "dławi" ona konkurencję. To ogromne zagrożenie dla rodzimych gatunków, ale jednocześnie łakomy kąsek dla ptaków, które bardzo chętnie zjadają jego nasiona, by później przenieść je na gigantyczne odległości.
Dławisz okrągłolistny w 2022 roku został uznany przez Unię Europejską za gatunek inwazyjny. Prywatni posiadacze mają jednak pewien czas na "dożycie" posiadanych roślin. Jednak od 2 sierpnia 2027 roku za jego sprzedaż i posiadanie będzie grozić kara do miliona złotych. Ale roślinę warto usunąć przede wszystkim z troski o bioróżnorodność i z chęci ochrony naszych rodzimych gatunków. Jej estetyczny walor nie jest warty spustoszenia, jakie sieje w naszym ekosystemie.
Dławisza okrągłolistnego rozpoznasz po zielonych, okrągłych liściach, które jesienią żółkną. Na wiosnę natomiast pojawiają się na nim drobne kwiaty. Jego najbardziej charakterystyczną cechą są jednak kuliste torebki nasienne, które przypominają niewielkie, czerwone kuleczki. Przez wielu jest on uznawany za króla działek i ogrodów.
Uważaj na oferty. Sklepy wciąż próbują pozbyć się tej rośliny z magazynów
Oferty zawierające sadzonki dławisza okrągłolistnego wciąż można znaleźć na popularnych serwisach e-commerce (sprzedawcy po prostu chcą się pozbyć tej rośliny przed wejściem w życie nowego prawa). Zdecydowanie nie należy ich kupować. Warto mieć też na uwadze, że zakaz UE dotyczy wszystkich odmian gatunku Celastrus orbiculatus. Nie ma tu znaczenia, która odmiana znajduje się w ofercie sklepu.
Zobacz także
Jeśli jesteś sprzedawcą – lepiej natychmiast usuń ofertę. Nie czekaj na nowe regulacje w 2027 roku, bo sprzedaż tego typu roślin będzie grozić poważnymi karami administracyjnymi.
A jeśli kupiłeś taką roślinę – nie sadź jej, nie pozwól na jej rozmnażanie, zlikwiduj ją wraz z korzeniami i resztkami. Nie wyrzucaj jej też na kompost. Fragmenty korzeni, nasion, odrostów i pędów mogą tam przetrwać (dławisz okrągłolistny ma niesamowite zdolności regeneracyjne!), co czasem skutkuje ponownym wyrośnięciem rośliny.
Jej nabycie możesz też zgłosić do obsługi klienta danego serwisu i samego sprzedawcy. Jeśli masz podejrzenie, że to nie jest przypadek, a sprytna strategia sprzedawcy, który stara się wyprzedać zalegające rośliny przed nowym zakazem – rozważ zgłoszenie go. Za świadome sprzedawanie, rozmnażanie, transportowanie czy wprowadzanie do środowiska gatunków inwazyjnych grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nie mówiąc o karach finansowych, które również są niezwykle dotkliwe.
Co można posadzić zamiast dławisza okrągłolistnego?
Szukasz pnącza, które otuli twój ogród, ale jego posadzenie nie będzie groziło ogromnymi karami? Możliwości jest naprawdę sporo, a w sumie można powiedzieć, że duża część z nich prezentuje się znacznie lepiej od samego głównego oskarżonego – dławisza okrągłolistnego.
Podobny efekt może zapewnić posadzenie winobluszczu pięciolistkowego lub chmielu zwyczajnego. Istnieją też jeszcze ładniejsze alternatywy, w których komponent ozdobny stanowią kwiaty, a nie owoce. Mowa tu np. o glicynii i powojniku ogrodowym.
Dzikie, naturalne i ładnie prezentujące się pnącza oferują też wiciokrzew pospolity i kokornak wielkolistny. To ekologiczne, estetyczne i przede wszystkim legalne rozwiązania. Niekiedy droższe, ale przynajmniej nie trzeba będzie płacić drakońskich kar za ich posiadanie. A sam ekosystem nam podziękuje.
