
Potężny rosyjski atak zakłócił sygnały GPS nad północną częścią Norwegii. To bezprecedensowe wykorzystanie technologii jammingu, które ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa Arktyki. Tak silne uderzenie jest pokazem siły, który z pewnością zostanie dostrzeżony także poza Europą. Jego adresatem są również Stany Zjednoczone.
Norweski Urząd Komunikacji poinformował o gigantycznej skali ataku, który trwał 48 godzin. Dotknął on północnego obszaru Norwegii i doprowadził do licznych zakłóceń w ruchu lotniczym i działań powietrznych służb ratowniczych. To kolejne naruszenie w ramach prowadzonej przez Kreml wojny hybrydowej, tym razem o niespotykanej skali.
Federacja Rosyjska wykorzystała zagłuszanie GNSS, czyli tzw. jamming. To celowe zakłócanie sygnałów poprzez emisję silniejszych fal na tej samej częstotliwości. W praktyce doprowadziło to do utraty dostępu do technologii nawigacyjnej przez samoloty podczas lądowania i startowania. Takie działanie znacząco wpływa na bezpieczeństwo procedur i naraża uczestników ruchu lotniczego.
O jammingu w obszarze arktycznym jest głośno od dłuższego czasu. O działalności Rosji informowała też m.in. Finlandia. Używany jest on również w innych hybrydowych działaniach Federacji Rosyjskiej, w tym na również w Polsce.
Atak nastąpił z ogromnej bazy wojskowej
Norwegowie potwierdzili, że źródło sygnałów zakłócających pochodziło z obwodu murmańskiego w Rosji. Murmańsk to niepozorne miasto, w którym mieszka około 288 tys. osób, i leży w całości za kołem podbiegunowym (1967 km od Moskwy).
Zobacz także
Miasto jest też kluczowe dla rosyjskiej armii, zwłaszcza dla Floty Północnej. Obwód murmański stanowi jeden z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów na terenie Rosji. Znajdują się tu liczne bazy morskie, lotnicze i lądowe. Część personelu z tych baz została wysłana na wojnę w Ukrainie.
Ukryty cel rosyjskiego działania. W USA mogą bić na alarm
Działania Rosji nie są bez znaczenia także w kontekście bezpieczeństwa narodowego USA. To m.in. dlatego Donald Trump tak silnie zabiega o przejęcie kontroli nad Grenlandią. Znajduje się ona idealnie pośrodku szlaków potencjalnej wymiany ognia i stanowi idealne miejsce na wzmocnienie amerykańskich zdolności militarnych.
Obszar arktyczny, który obejmuje właśnie m.in. Norwegię, bywa często pomijany jako miejsce potencjalnych działań wojennych. Wynika to z pewnej cechy współczesnych map. Najczęściej wykorzystywane odwzorowanie kulistości Ziemi to tzw. odwzorowanie walcowe równokątne (potocznie odwzorowanie Merkatora). W rzeczywistości zniekształca ono znacząco realną wielkość obszarów, im bliżej biegunów, tym odległości wydają się być większe. Natomiast kraje równikowe są nieproporcjonalnie małe w porównaniu z północnymi i południowymi obszarami.
W praktyce najkrótsza powietrzna trasa pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem nie biegnie przez Europę Zachodnią i sam środek Oceanu Atlantyckiego, a przez Finlandię, Szwecję, Norwegię, Grenlandię i Kanadę. Oznacza to, że tak ogromny atak w tym regionie z pewnością zwróci na siebie uwagę służb USA.
