Strajki w Norwegii paraliżują działania hoteli
Kraj na północy Europy boryka się z problemami w branży hotelarskiej Fot.BBA Photography/Shutterstock

Norwegia wchodzi w sezon turystyczny ze strajkiem w branży hotelarskiej, który obejmuje już setki obiektów w całym kraju. Konflikt zaczyna wpływać nie tylko na turystów, ale też na funkcjonowanie części gospodarki.

REKLAMA

Choć zwykle o tej porze roku Norwegia przygotowuje się na wzmożony ruch turystyczny, w tym sezonie sytuacja jest bardziej napięta. Od 19 kwietnia trwa tam strajk pracowników hoteli, który rozszerza się na kolejne regiony. W tle jest spór o warunki pracy, a skutki zaczynają odczuwać także podróżni. Nie jest to pierwsza taka sytuacja w Europie. Branża turystyczna od kilku miesięcy odczuwa skutki strajków organizowanych przez związki zawodowe.

O co właściwie chodzi w strajku?

Jak podaje portal "Onet Podróże", konflikt wybuchł po fiasku negocjacji między związkami zawodowymi Fellesforbundet i Parat a organizacją pracodawców NHO Reiseliv. Związkowcy domagają się przede wszystkim wyższych wynagrodzeń oraz lepszego zabezpieczenia pracowników w przypadku choroby czy urlopów rodzicielskich. Chodzi też o to, by część świadczeń była wypłacana szybciej i bezpośrednio przez pracodawców, a nie dopiero po rozliczeniu z państwowym systemem NAV, który jest odpowiednikiem polskiego ZUS-u.

Strajkujący podkreślają, że pracownicy hoteli i gastronomii należą w Norwegii do jednych z najniżej opłacanych grup. Jest tak mimo tego, że kraj uchodzi za jeden z najbogatszych w Europie. Pracodawcy odpowiadają, że spełnienie tych postulatów oznaczałoby duże obciążenie finansowe, szczególnie dla mniejszych firm, i wykracza poza ich możliwości.

Coraz większy zasięg i rosnące skutki

Początkowo strajk obejmował głównie Oslo i Bergen, ale szybko rozlał się na kolejne miasta i regiony, w tym Trondheim, Tromsø oraz popularne Lofoty. Obecnie uczestniczy w nim kilka tysięcy pracowników w niemal 300 hotelach w całym kraju.

W wielu obiektach ograniczono usługi: część nie prowadzi restauracji, inne mają skrócone godziny pracy recepcji. Co ważne, protest nie zatrzymał się na branży hotelarskiej, lecz objął również zaplecze gastronomiczne przy dużych zakładach przemysłowych, takich jak stocznie. To właśnie ten ostatni element budzi duże obawy, bo zakłócenia mogą przełożyć się nie tylko na turystów, ale też na lokalne firmy i życie mieszkańców, w tym pracowników z Polski.

Co to oznacza dla podróżnych?

Na razie nie ma mowy o tym, żeby Norwegia przestała przyjmować turystów, ale komfort podróży już teraz może być po prostu mniejszy niż zwykle. Najbardziej widać to w obsłudze hoteli. W części z nich wszystko działa normalnie, ale są też takie, które funkcjonują na pół gwizdka. Z perspektywy gościa oznacza to większą niepewność, co właściwie zastanie po przyjeździe.

Druga sprawa to brak przewidywalności. Strajk nie obejmuje wszystkich obiektów naraz i sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Według portalu "Money" 9 maja do strajku mają dołączyć członkowie personelu z kolejnych obiektów. Na horyzoncie nie widać jak na razie rozwiązania. Planując podróż do Norwegii, warto regularnie sprawdzać wiadomości.