Osoba wykonująca prace ogrodowe. W ramce: rdestowiec japoński.
Ten chwast potrafi wyrządzić ogromne straty w ogrodzie. Jeśli nic z nim nie zrobisz, grożą ci poważne kary. Fot. Unsplash.com / Crystal Jo, w ramce: Wikimedia Commons / Katrin Schneide, CC-BY-SA-4.0, montaż: naTemat.pl

W Polsce występuje niepozorny chwast, którego obecność zawsze oznacza kłopoty. Powoduje szkody w zasięgu nawet 20 metrów od macierzystej rośliny. Jest uznawany za jeden ze 100 najbardziej inwazyjnych gatunków na świecie. Jeśli jest na twojej działce, musisz działać szybko. Inaczej narażasz się na poważne szkody i kary nawet do miliona złotych.

REKLAMA

Jego kłącza potrafią przebić asfalt i rozsadzić beton. To roślina niezwykle odporna, łatwo przenosząca się i rosnąca w zastraszającym tempie. Nie jest jej straszny polski klimat. Przyszła z Dalekiego Wschodu i pomimo wieloletniej walki z jej inwazją jej populacja wciąż utrzymuje się na niebezpiecznym poziomie.

Często nawet nie jesteśmy świadomi zagrożenia. A jej rozpowszechnienie dotyczy praktycznie całej Polski. Szczególnie mowa tu o terenach, które znajdują się blisko rzek.

Rdestowiec japoński, czyli Reynoutria japonica, zwany też rdestowcem ostrokończystym, bo o nim mowa, to niepozorna bylina. Jej obecność szczególnie rzuca się w oczy wiosną. To wtedy jej pędy zaczynają rosnąć w ekspresowym tempie.

Jej kłącza są zdolne do niszczenia budynków (zwłaszcza chodzi tu o fundamenty) i dróg. Nie jest ona tak niebezpieczna dla ludzi jak np. barszcz Sosnowskiego, ale w przypadku zaobserwowania i rozpoznania trzeba ją jak najszybciej usunąć.

Jak rozpoznać rdestowiec japoński?

Jak podaje strona Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, rdestowce mogą osiągać wysokość 2 metrów. Poznać je można m.in. po niezwykle szybkim dziennym wzroście. Ten wynosi aż 3 centymetry na dobę.

Liście rdestowca ostrokończystego są sztywne, niewielkie, maksymalnie do 15 cm długości i 10 cm szerokości. Są też ucięte w nasadzie, a na szczycie mają wyraźne zwężenie. Spodnia strona liści jest nieowłosiona.

Jego cechą charakterystyczną jest to, że jesienią kwitnie na biało. Rdestowiec japoński ma też dosyć nietypowe łodygi. Są one sztywne, puste w środku i przypominają nieco bambus.

Jak usunąć rdestowiec japoński? Przygotuj się na żmudną walkę

Maj to idealny miesiąc na rozpoczęcie walki z tym intruzem. Walki długiej, więc lepiej wykazać się cierpliwością. Skuteczną metodą na usunięcie rdestowca japońskiego jest systematyczne wykaszanie pędów, jak tylko je zaobserwujemy. Później skoszony teren warto jest przykryć ciemną narzutą, tak, by nie docierało do niego światło. Co ważne, pędów rdestowca nie wyrzucamy na kompost. Bezwzględnie należy tego unikać. Prawidłowym działaniem będzie spalenie ich.

Pamiętaj, jeśli widzisz rdestowca japońskiego na działce, musisz go usunąć. Nie tylko ze względu na poważne konsekwencje dla ogrodu i budynków, ale też ze względu na prawo.

Mowa tu o ustawie o gatunkach obcych i rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 9 grudnia 2022 r. Kwestia rdestowca japońskiego nie dotyczy tylko Polski, ale całego ekosystemu Unii Europejskiej.

Niech cię nie skusi jego prozdrowotne działanie. Za wysokość kary opłacisz najlepszych lekarzy

Rdestowiec japoński naturalnie zawiera rezweratrol. To substancja, która ma pozytywny wpływ na astmę, miażdżycę, nadciśnienie, stany zapalne, choroby serca i różnego rodzaju zakażenia. Osobom, które pragną czerpać z korzyści, jakie niesie za sobą jej spożycie, zamiast naparu z rdestowca, lepiej na zdrowie wyjdzie zwiększenie udziału winogron i jagód w diecie.

One też zawierają tę pozytywną substancję, a jednocześnie nie powodują ogromnych strat w ekosystemie. Co więcej, kwestia zdrowotna może silnie ucierpieć też z powodu stresu związanego z karami związanymi z posiadaniem i rozmnażaniem tej rośliny.

Kary za uprawę rdestowca ostrokończystego (japońskiego) są ogromne. W przypadku najbardziej poważnych przewinień w tym zakresie (np. celowej hodowli i odsprzedaży jako "produkt zdrowotny") mogą sięgnąć nawet miliona złotych.

Na tym się jednak nie kończy. W przypadku naruszenia przepisów o gatunkach inwazyjnych może grozić także odpowiedzialność karna. Mowa tu o areszcie, ograniczeniu wolności, a w przypadku najcięższych przewinień karą może być pozbawienie wolności do 2 lat.

Wspomniany zakaz obowiązuje od lat. W odróżnieniu od dławisza okrągłolistnego, tu nie ma żadnej taryfy ulgowej.