Kolaż, kobieta z pustką zamiast serca, smutna i wskazujące na nią dłonie z każdej strony.
Określanie kogoś jako leniwego nie rozwiązuje problemu. Potęguje jedynie presję. Fot. Dział kreatywny naTemat.pl

Lenistwo to określenie pewnej cechy. Pomimo jej rozpoznawalności wcale nie znajduje ona podstaw w konkretnych, popularnych teoriach psychologicznych. W praktyce to dziwna mieszanka kompletnie naturalnych, niepatologicznych cech z toksyczną presją społeczną. Mówienie o kimś, że jest leniwy, nie jest diagnozą, a opisem alarmujących cech. Cech niebędących jednak lenistwem per se.

REKLAMA

WSJP opisuje lenistwo jako "cechę kogoś, kto nie ma chęci do działania i komu trwanie w bezczynności sprawia przyjemność". Jest to nieco odległe od faktycznej, życiowej definicji, więc proponuję rozważyć to w nieco inny sposób.

Lenistwo (na bazie społecznego archetypu) to taka cecha, która predysponuje daną jednostkę do częstszego nierobienia rzeczy, niż robienia. Przede wszystkim dotyczy sfery edukacyjnej, zawodowej, obowiązków domowych, relacyjnej, ale też ogólnego poziomu życiowej aktywności.

Leniwymi osobami określamy te, które nie mają pasji, które nie biorą udziału w kulcie produktywności, ale też jednostki zaniedbane i takie, które prokrastynują (bardzo zresztą błędnie, o czym dalej), a także nawiązując do definicji WSJP, faktycznie odnoszą jakiś rodzaj korzyści ze względu na trwanie w bezczynności. Nie pokuszę się tu jednak o słowo przyjemność, bo w zasadzie bardzo ciężko dopasować ten konkretny kontekst do kulturowo-społecznych ram zjawiska.

Wpisanie lenistwa w psychologiczne ramy jest cięższe niż się może wydawać

Lenistwo nie jest jednostką chorobową, nie jest profesjonalnym opisem klinicznym i nie jest cechą osobowości ani temperamentu. W obecnej psychologii nie ma lenistwa sensu stricte. Jedyne, co tam jest, to pewne podobne zjawiska, które do lenistwa nawiązują, ale lenistwem sensu stricte nie są. I co więcej, wcale nie są związane z kontekstem "bezczynnego i przyjemnego trwania w bezczynności".

Jeśli chodzi o kontekst psychopatologiczny, to co najbliżej opisuje lenistwo to cechy nazywane:

  1. Awolicją, czyli niezdolnością do podejmowania i kontynuowania celowych działań.
  2. Apatią, czyli obniżeniem poziomu emocji, motywacji i aktywności.
  3. Anhedonią, czyli utratą zdolności odczuwania przyjemności, co sprawia, że podejmowanie wysiłku wydaje się bezcelowe.

Te cechy wzięte z podręczników ICD-11 i DSM-V, będących najważniejszymi na świecie opracowaniami na temat patologii w codziennym funkcjonowaniu. Pod względem symptomatycznym są do lenistwa podobne, ale nijak nie pasują do wcześniej wspomnianej językowej definicji.

One opisują rezultat zachowania, brak działania, ale w znacznie bardziej upiornym kontekście. Anhedonia jest cechą charakterystyczną dla depresji, awolicja obserwowana jest u pacjentów ze schizofrenią, a apatia jako objaw występuje w naprawdę długiej liście zaburzeń psychicznych.

Nie samą patologią nauka i nomenklatura stoją

Ktoś może słusznie zauważyć, że przyrównywanie tych ciężkich objawów do lenistwa jest jak celowanie z haubicy do kaczki. Mało precyzyjne i bez sensu. Bo w końcu lenistwo niekoniecznie jest cechą tak patologiczną.

Ale nawet jeśli przyjmiemy taką perspektywę, dalej będzie ciężko umieścić ten fenomen kulturowy w standardowych ramach psychologicznych.

Lenistwo nie jest cechą osobowości. Przynajmniej według najpopularniejszych teorii, w tym tzw. Modelu Wielkiej Piątki. Model wprowadzony przez Paula Costę i Roberta McCrae jest powszechnie wykorzystywany jako baza do opisywania tego aspektu psychiki (klinicznie, społecznie, mikrokontekstowo). Jedynym, co przypomina nieco społeczną percepcję na lenistwo, jest tu niski poziom sumienności, ewentualnie niska otwartość na doświadczenie.

Pierwsza cecha oznaczałaby niski stopień zorganizowania i motywacji jednostki, druga brak chęci inicjowania aktywności, który wynika z samej jej natury, jej rozwoju, jej doświadczeń i jej wzorców.

No to może, skoro nie osobowość, to temperament ma coś do powiedzenia na ten temat. Niezwykle popularna regulacyjna teoria temperamentu Jana Strelaua nieco nas może zbić z tropu.

Bo o lenistwie w niej nie ma mowy. Cechą, która może do niego nawiązywać, jest za to żwawość. W psychologii różnic indywidualnych to tendencja do szybkiego reagowania, utrzymywania wysokiego tempa aktywności oraz łatwej zmiany reakcji. Niski jej poziom może przypominać lenistwo, ale ponownie nie ma tu mowy o przyjemności ani o jakiejś formie cynizmu związanego z brakiem działania.

No to co w takim razie? Gdzie leży leń pogrzebany?

W praktyce lenistwo jest opisem fenomenu kulturowego, który jest bardzo wygodny z perspektywy społecznej i bardzo toksyczny z perspektywy indywidualnej. Daje on podkładkę do oskarżenia danej jednostki o działanie niezgodne z normą społeczną. Aktualną normą społeczną jest kultura, w której promujemy intensywną pracę, ciągłe działanie, w której brak aktywności postrzegany jest bezprecedensowo negatywnie.

Jak wykazuje Devon Price w książce "Laziness Does Not Exist", lenistwo jest społecznym mitem, który ma na celu uzależnienie poczucie własnej wartości od naszej produktywności. Nie jesteś osobą dostatecznie żwawą, aktywną, otwartą na doświadczenia. Jesteś więc leniem. Musisz się więc wstydzić.

Ten opis jest bliski psychologicznej faktografii (zresztą Price jest psychologiem społecznym z doktoratem), w której osoby, wydające się przejawiać lenistwo, tak naprawdę zmagają się z wypaleniem zawodowymlękiemstrachem przed porażką lub niezaspokojonymi potrzebami. To objaw, a nie ułomność moralna, który zasługuje na święte potępienie.

Społeczna konsekwencja nadużywania "lenistwa" jest naprawdę bolesna

"Jesteś leniwy" stoi obok "idź pobiegaj" w kontekście psychologicznym. To słowo nadużywane, omijające istotę problemu i umniejszające skalę problemów jednostki.

I podobnie jak w przypadku książki Price'a, w tym wszystkim nie chodzi o krytykę kultury, która nakłada na nas obowiązek podejmowania setek aktywności, zarabiania, zapełniania grafików, pełnych wrażeń wakacji, nadmuchanych oczekiwań – bo to również nie ma specjalnego sensu (zresztą byłbym ogromnym hipokrytą, kierując taką krytykę).

Bardziej chodzi o to, żeby nauczyciele, kiedy widzą "ucznia zdolnego, ale leniwego", mieli więcej wrażliwości na ten kontekst "leniwego". Żeby dokształcać się w zakresie pomocowym i zauważyć, że za kulturowym opisem kryje się często coś więcej, coś bardziej upiornego i trudniejszego. Ale samo to nie wystarczy, bo od tego momentu konieczna jest też implementacja efektywnej empatii. Szczególnie ważne wydaje się to w kontekście odbywających się właśnie matur.

Społeczną wartością dodaną wynikającą z lekkiego obalenia mitu lenistwa byłoby też zaprzestanie powszechnego w społeczeństwie zwalania własnej prokrastynacji na jego karb. Bo tu akurat psychologia jest dosyć jasna, to tylko ucieczka od realnych problemów. Prokrastynacja w rzeczywistości jest niczym innym jak mechanizmem ochronnym. Chroniącym nas przed przeróżnymi wrogami dla naszej psychiki, ale przede wszystkim przed wewnętrzną konfrontacją, przed trudnymi, nieuchwytnymi mechanizmami i siedzącymi głęboko stanami psychicznymi, od których pragniemy się odcinać.

Nie dawajmy sobie i innym takich mechanizmów. Odrobina ekspozycji i konfrontacji dobrze by nam zrobiła. A jeśli widzimy obok siebie "prawdziwego lenia" warto pamiętać, że to tylko kulturowe gogle, które z psychologią wspólnego wiele nie mają. Szczególnie że często oskarżanie kogoś o lenistwo to nic innego niż sygnalizacja cnoty.