Turyści w Austrii: Zapłacicie do 50 zł za dodatkowe nakrycie.
Koniec darmowego dzielenia się. Austria wprowadza "talerze złodzieja" Fot.Roman Babakin/Shutterstock

Koniec z beztroskim próbowaniem dań z cudzego talerza. Jeśli planujesz tegoroczny urlop w Wiedniu czy Salzburgu, przygotuj się na nowy wydatek. Austriaccy restauratorzy masowo wprowadzają opłaty za "puste nakrycie". Za przywilej podzielenia się sznyclem zapłacisz nawet 50 złotych ekstra.

REKLAMA

Przez lata sharing concept podbijał serca turystów. Wspólne zamawianie kilku potraw w większym gronie wydawało się kompromisem między oszczędnością a ciekawością nowych, nieznanych smaków. Jednak to, co dla nas, klientów, jest wygodą, dla właścicieli lokali w Austrii stało się finansowym ciężarem, którego nie chcą dźwigać. Jak donosi "National Geographic", Austriacy mówią "dość" grupom, które zajmują stolik na dwie godziny, zamawiając jedną porcję jedzenia na trzy osoby.

"Talerz dla darmozjada". Restauratorzy w Austrii przestają gryźć się w język

W popularnych kurortach w kartach dań pojawiają się pozycje, które mogą wprawić w osłupienie. Opłata za dodatkowy talerz i sztućce w wielu miejscach nie jest już ukrytym kosztem, a stała się punktem cennika. Ceny? Od 4 do nawet 11 euro. 

Co najbardziej szokuje, to nazewnictwo. Część restauratorów nazywa te dopłaty: "Räuberteller" (talerz zbójnika/złodzieja) lub "Freeloader plate"(talerz darmozjada). To żart czy może jednak ironia albo wręcz sarkazm, który oszczędni turyści powinni wyłapać?

Oznacza to, że w wielu restauracjach w Austrii, to, co kiedyś było gestem wobec dzieci (np. talerz, na który rodzice odkładali część swojej porcji) bądź wygodnym sposobem dzielenia się jednym daniem na pół, w obecnym sezonie staje się problemem. Restauratorzy argumentują, że każde zajęte miejsce przy stole to dla restauracji duży koszt: od prania obrusów, przez mycie dodatkowej zastawy, aż po czas kelnera, który musi obsłużyć gościa niezależnie od tego, ile ten zostawi pieniędzy.

Dlaczego właśnie teraz? Koszty usług idą w górę 

Austria nie jest odosobnioną wyspą, ale to właśnie tam opór wobec "oszczędnych" turystów przybrał tę radykalną formę. Po pandemii koszty prowadzenia restauracji w Europie wystrzeliły w górę. Wzrost cen energii czy inflacja sprawiły, że model biznesowy oparty na "gościnności" mógł przestać się spinać.

Jeśli przy czteroosobowym stoliku lądują dwa dania, restauracja traci potencjalny przychód, który mogłaby wygenerować, obsługując klientów zamawiających pełny posiłek. Podobne mechanizmy przeciwdziałania tym kosztom znamy już z Włoch pod postacią coperto, czyli opłatą za nakrycie.

Według "National Geographic" kreatywność w doliczaniu dodatkowych opłat idzie jeszcze dalej. Niektóre lokale zaczęły różnicować ceny w zależności od… formy podania. Ten sam deser serwowany w szklanym naczyniu potrafi kosztować więcej niż ten wydany w opakowaniu jednorazowym. Powód? Koszty obsługi oraz mycia naczyń. Z pewnością nie jest to dobra wiadomość dla środowiska. Od dawna przecież wiadomo, że ograniczanie jednorazowych opakowań jest o wiele przyjaźniejsze dla natury niż generowanie śmieci. A dodatkowe koszty za wybór szklanego naczynia z pewnością nie zachęcają do ekologicznych decyzji.