
Zadaszony taras czy altana na działce to genialna sprawa, bo chroni nas zarówno przed piekącym słońcem, jak i nagłym deszczem. Często takie konstrukcje można postawić całkowicie bez pytania urzędników o zgodę. W niektórych sytuacjach może być to uznane za samowolę i wymaga oficjalnego zezwolenia na budowę.
Polskie przepisy budowlane nie należą do najprostszych, kryją w sobie mnóstwo niuansów i ciągle się zmieniają. Na własnej posesji wcale nie można stawiać wszystkiego ot tak, kierując się wyłącznie fantazją i wolnym miejscem na trawniku. Nawet tak prosta rzecz jak wiata często okazuje się problemem pod kątem formalnym.
Zadaszenie tarasu, wiata i altana na posesji. Najważniejsze przepisy
Ustawodawca przewidział na szczęście sporo ułatwień dla właścicieli domów jednorodzinnych. Z przepisów (ustawa z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane) wynika, że przy niewielkich zachciankach możemy działać od razu. Wytyczne dla najpopularniejszych konstrukcji prezentują się w następujący sposób:
Kiedy potrzebne pozwolenie na dobudowę zadaszonego tarasu?
Brak konieczności załatwiania urzędowych spraw dotyczy głównie mniejszych konstrukcji przydomowych. Gdy marzy nam się coś naprawdę dużego, to niestety czeka nas klasyczna wycieczka do urzędu. Przekroczenie ustawowych limitów metrażowych z automatu wrzuca naszą inwestycję do szuflady z napisem "wymagane pozwolenie".
Przy małych obiektach biurokracja znika na rzecz "przydomowych tarasów naziemnych o powierzchni zabudowy niewiększej niż 35 m2" – wskazują przepisy Prawa budowlanego. Dokładna dokumentacja projektowa staje się absolutnie niezbędna dopiero po wyjściu poza ten wyznaczony próg.
Warto zawsze pamiętać o zachowaniu umiaru. O konieczności oficjalnej ścieżki urzędowej i zgłoszeniach mówimy w przypadku "przydomowych tarasów naziemnych o powierzchni zabudowy większej niż 35 m2" – czytamy w wytycznych. Każdy dodatkowy metr kwadratowy zadaszenia tarasu może zmienić kwalifikację inwestycji w oczach organów.
Zobacz także
Kary za samowolę budowlaną na własnej działce
Dokumenty i wnioski inwestycyjne składa się do organu administracji architektoniczno-budowlanej, czyli najczęściej po prostu do lokalnego starostwa powiatowego lub urzędu miasta. Z kolei nadzorem nad tym, czy nie łamiemy rażąco prawa, zajmuje się powiatowy inspektor. To on wkracza do akcji, gdy ktoś postanowi wybudować wielki taras na dziko.
Gdy inspektor nakryje nas na nielegalnej inwestycji, z miejsca przerywa nam pracę. "Organ nadzoru budowlanego wydaje postanowienie o wstrzymaniu budowy w przypadku obiektu budowlanego lub jego części będącego w budowie albo wybudowanego" – ostrzega wprost ustawa w sytuacji. Urzędnik wyznaczy też czas na naprawę błędu.
Za samowolę przy mniejszej konstrukcji, która wymagała jedynie zgłoszenia, zapłacimy zazwyczaj 2500 lub 5000 zł opłaty legalizacyjnej. Jeśli jednak urzędnicy uznają zadaszenie za np. element domu wymagający pełnego pozwolenia, kara sięga nawet 50 000 zł. Brak przelewu lub niemożność dostosowania konstrukcji do przepisów oznacza jeszcze gorszy scenariusz: przymusową rozbiórkę tarasu na nasz koszt.
