
Brytyjski przewoźnik, znany z tanich biletów i szerokiej siatki połączeń, jest podejrzany o nieuczciwe praktyki handlowe. Chodzi o sposób, w jaki sprzedawał przydział bagażu.
Tanie linie lotnicze często zaskakują atrakcyjnymi ofertami, ale czasem na klientów czekają też pułapki. Strony rezerwacyjne przewoźników nie są najbardziej przejrzyste. Wiele linii wyświetla na przykład usługę wyboru miejsca w samolocie, za którą trzeba płacić w zależności od komfortu i miejsca wybranego siedzenia. Nowi klienci często nie wiedzą, że jest to usługa nieobowiązkowa, a tę opcję da się pominąć. Losowe siedzenie zawsze zostanie nam przydzielone podczas odprawy za darmo.
Niestety, to niejedyne nieczyste zagrania, na jakie można natknąć się podczas planowania wakacji. Internetowe systemy rezerwacyjne potrafią być zaprojektowane tak sprytnie, że zanim się obejrzymy, z konta znika nam znacznie więcej niż początkowo zakładaliśmy. A niektórym z tych mechanizmów zaczynają się już przyglądać oficjalne urzędy.
EasyJet pod lupą włoskich władz. Zarzuca mu się nieuczciwe praktyki handlowe
Jak podaje "Euronews", włoski urząd ochrony konkurencji i rynku poinformował, że wszczął postępowanie wobec easyJet w związku z zarzutami o stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych. Sprawa dotyczy sposobu, w jaki przewoźnik prezentuje opłaty za bagaż na swojej stronie internetowej i w aplikacji. Zdaniem regulatora pasażerowie mieli często zafałszowany obraz tego, ile płacą.
Według urzędu platforma easyJet automatycznie zaznaczała jako domyślną opcję łączony przewóz bagażu rejestrowanego i sprzętu sportowego w obie strony. Pokazywała przy tym jedynie uśrednioną cenę całej usługi, nawet gdy klienci nie zamierzali wykupywać jej na oba odcinki podróży.
Regulator twierdzi, że osoby chcące dodać bagaż tylko na jeden odcinek musiały przerwać rezerwację i ręcznie zmienić to ustawienie. Większość klientów mogła tego kroku nie zauważyć. Śledztwo ma ustalić, czy easyJet ograniczał możliwość podejmowania świadomych decyzji przez klientów. Niejeden podróżny szuka już zresztą sposobów na uniknięcie dodatkowych opłat za bagaż, zanim w ogóle dojdzie do rezerwacji.
Zobacz także
Niewymiarowy bagaż. Kto na nim zarabia?
Zarabianie na bagażu to częsta strategia tanich linii lotniczych. O tym, jak rygorystycznie niektóre linie potrafią podchodzić do kwestii bagażu podręcznego, głośno jest już od dłuższego czasu. Polowanie na centymetry przy lotniskowych bramkach to codzienność w wielu portach, a często pracownicy lotniska zarabiają na niewymiarowych bagażach.
W zeszłym roku pisaliśmy na przykład o sprawie easyJeta w Wielkiej Brytanii. Z e-maila, do którego dotarł dziennik "The Guardian", wynika, że pracownicy Swissport, firmy obsługującej bramki na niektórych brytyjskich lotniskach, są "uprawnieni do otrzymania 1,20 funta za każdą zabraną torbę". Podobny mechanizm działa zresztą u konkurencji – niedawno głośno było o tym, jak Ryanair podkręca kontrole bagażu, oferując obsłudze premie za każdy wyłapany ponadwymiarowy bagaż.
Taka wiadomość miała trafić do osób zatrudnionych na lotniskach w Wielkiej Brytanii i na Wyspach Normandzkich, w tym w Birmingham, Glasgow, Jersey i Newcastle. Premia ma na celu "nagradzanie pracowników postępujących właściwie", jak wyjaśniono w e-mailu opisującym program motywacyjny "EasyJet gate bag revenue incentive". Warto przy tym wiedzieć, które miejsce w samolocie wybrać, żeby przy okazji nie przepłacić za dodatkowe udogodnienia w trakcie rezerwacji.
