
Istnieje jezioro, nad które nasi rodzice i dziadkowie jeździli masowo. Chociaż w późniejszych latach wypadło ono z łask, a Polacy zaczęli jeździć na egzotyczne wyspy, dzisiaj na nowo kierujemy się w te strony. Okazuje się, że mamy ku temu specjalny powód.
Współczesna turystyka stawia niewiele granic. Dzięki szerokiej ofercie biur podróży i rozbudowanym siatkom połączeń z naszego kraju wielu Polaków decyduje się na zagraniczne wakacje. Od biletu na rajską wyspę dzieli nas zaledwie kilka kliknięć. Niewiele osób pamięta, że nie zawsze tak było i że dopiero najmłodsze pokolenia mogą cieszyć się tak dużym luksusem podróżowania.
W czasach PRL-u opcji było zdecydowanie mniej. Polacy jeździli na wakacje głównie do "zaprzyjaźnionych" państw, takich jak Bułgaria czy Rumunia. Na mapie naszych zagranicznych podróży znajdowały się wtedy również Węgry, a szczególnie dużą popularnością cieszył się region jeziora Balaton.
Polacy powracają nad Balaton. Mamy ku temu specjalny powód
Balaton to największe jezioro zarówno Węgier, jak i Europy Środkowej. Położone w południowo-zachodnich Węgrzech, ok. 80 km od Budapesztu, już w latach 80. przyciągało Polaków spragnionych wakacji nad wodą. Choć później region ten został przez nas zapomniany, a na egzotyczne wakacje wybieramy Turcję, Chorwację czy Grecję, obecnie obserwuje się interesujący trend.
Balaton zdaje się zyskiwać na popularności. W 2024 roku z noclegów skorzystało tam ponad 3,2 miliona gości, co stanowi wynik o 7,5 procent lepszy od poprzedniego roku. Co więcej, Węgry odwiedza rocznie ponad 650 tys. turystów z Polski. Pod względem liczby gości zagranicznych stanowimy trzecią największą grupę narodowościową odwiedzającą ten kraj.
– Wielu polskich turystów nie odkrywa Węgier od podstaw. Wracają do miejsc, które istnieją już w ich wspomnieniach z dziecięcych wakacji, rodzinnych opowieści czy wcześniejszych podróży – opowiada Lajos Labossa, przedstawiciel hotelu Hunguest nad Balatonem. Jak widać, lazurowa woda i egzotyczne widoki nie są jedynym powodem, dla których wybieramy określony kierunek. Sentyment stanowi równie istotną motywację. Kto wie, może podobny renesans przeżyje także Bułgaria.
Zobacz także
Jezioro Balaton. Co zobaczyć w tej części Węgier?
Balaton ma niemal 600 km kw. powierzchni i nazywa się go też "węgierskim morzem". Umownie Balaton dzieli się na dwie części: północną i południową.
Północna część oferuje turystom na przykład półwysep Tihany, na którym znajduje się klasztor benedyktyński. Znajdziemy tam również Lawendowe Muzeum. To właśnie ta roślina sprawia, że Tihany nazywa się czasem "węgierską Prowansją".
Południowy region Balatonu nastawiony jest z kolei na plażowanie. Miejscowości okalające jezioro w tym regionie są raczej ciche i spokojne. Jednak miłośnicy aktywnego wypoczynku i tutaj znajdą atrakcje. Należą do nich np. Balatonszarszo, czyli muzeum poety Attili Józsefa, czy Balatonszemes (muzeum poczty).
Jeżeli zależy wam na zakwaterowaniu z widokiem na Balaton, nocleg możecie zarezerwować w Hunguest Bál Resort w Balatonalmádi. Jest to czterogwiazdkowy hotel na północnym brzegu jeziora, który oferuje panoramiczne widoki na jezioro nie tylko z pokoi, lecz również z baru znajdującego się na 13. piętrze.
Co ciekawe, przeciętny Węgier, spytany o wymienienie nazwy hotelu, która przychodzi mu do głowy, wymienia właśnie "Hunguest". W badaniach z 2025 niemal 1/3 pytanych Węgrów wymieniła ją jako pierwszą. Jest to więc sieć hoteli o podobnej skali popularności jak hotel Mercure czy Gołębiowski w Polsce.
Tekst powstał po wyjeździe prasowym zorganizowanym przez Hunguest Hotels i Public Dialog. Obie firmy nie miały wpływu na jego treść.
