Gozo to mniejsza siostra Malty, która zachwyca spokojem i naturą
Natura, cisza i szlaki trekkingowe bez tłumów. Właśnie tym przekonuje mnie jedna z mniej znanych wysp na Morzu Śródziemnym Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Żyję na walizkach. Przynajmniej raz w miesiącu pakuję graty i ruszam w odwiedziny do kolejnego miejsca w Europie, Afryce lub Azji. Jest jednak kraj, do którego wracam wyjątkowo chętnie. Na jego wyspie mogę nareszcie zwolnić, niemalże się zatrzymać i cieszyć pięknem natury. Mimo iż jego sąsiadka jest pełna turystów, tu większość z nich nigdy nie dociera.

REKLAMA

Szum morza, wiatr we włosach i słońce rozgrzewające po ucieczce od polskiej szarugi. To moje pierwsze wrażenia z kolejnego wyjazdu na Maltę. Tym razem główna wyspa jest jednak za mną, bo zwiedzanie zacznę od Gozo – miejsca, które z jakiegoś tajemniczego powodu już podczas pierwszego wyjazdu 4 lata temu wyryło się w mojej pamięci i niezmiennie pozostaje w czołówce wysp, które uwielbiam w Europie. To uczucie ucieczki od świata to tylko jeden z wielu powodów, dla których druga z maltańskich wysp jest idealnym miejscem na urlop niezależnie od pory roku.

Rabat zwany Victorią. To tam prowadzą wszystkie drogi na Gozo

Z geografii powinniście wiedzieć, że Malta (kraj) to tak naprawdę archipelag wysp i wysepek rozrzuconych obok siebie na Morzu Śródziemnym. Zamieszkane są trzy z nich. Największa jest Malta i to na nią za sprawą portów i lotniska docierają wszyscy turyści odwiedzający ten kraj.

Drugą wyspą jest Gozo. Mniejsza siostra Malty cieszy się dużą odrębnością. Wystarczy pobyć chwilę z Gozończykami, aby poczuć ich niezależność oraz dumę z pochodzenia. "Przepychanki" między nimi a Maltańczykami to trochę jak różnice między mieszkańcami Podlasia i Mazowsza. Trzecią zamieszkaną wyspą jest natomiast Comino ze swoją słynną Błękitną Laguną, ale i szlakami turystycznymi oraz historiami o piratach.

Według oficjalnych statystyk dwie mniejsze wyspy maltańskie odwiedza mniej niż połowa wszystkich turystów przylatujących do tego kraju. Dla podróżnych to wielka strata, bo omijają to, co moim zdaniem na Malcie najpiękniejsze. Sama nie wyobrażam sobie wyjazdu do tego kraju bez choć jednego dnia spędzonego w tej śródziemnomorskiej oazie spokoju pełnej przeróżnych niespodzianek.

Namiastki wielkomiejskiego życia w postaci korków możecie zakosztować w Rabacie, czyli największym mieście wyspy. Jego drugą nazwą jest Victoria, ale tej używają w zasadzie wyłącznie turyści, bo to jedna z wielu pamiątek po Brytyjczykach, którzy przez ponad 150 lat sprawowali kontrolę nad tym krajem. Będąc tu, spróbujcie potrawki z królika serwowanej w jednej z restauracji przy Placu Niepodległości. Tuż obok możecie zajrzeć do bogato zdobionej bazyliki św. Jerzego. Po drugiej stronie rozpościera się natomiast Cytadela.

I tu warto zatrzymać się na dłużej. Po pierwsze, miejsce to pod wieloma względami przypomina Mdinę, czyli pierwszą stolicę Malty. Jest to średniowieczne miasto-twierdza, w którym dziś mieszka garstka osób. W przeszłości wysokie mury Cytadeli były jednak schronieniem przed piratami i innymi najeźdźcami. Podczas II wojny światowej była ona natomiast schronieniem na czas nalotów. Dziś to miejsce jest niczym wehikuł czasu. Za jego murami zostaje gwar największego miasta wyspy, a wewnątrz otacza was cisza i spokój. Natomiast wspinając się na mury, zobaczycie piękny krajobraz całego Gozo. Od listopada do kwietnia będzie on zielony i tętniący życiem. Dopiero w maju obraz zmienia się w pustynny za sprawą palącego słońca.

logo
Raban nazywany też Victorią jest największym miastem Gozo, a mimo tego spacer jego uliczkami wcale nie musi odbywać się w tłumie turystów Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Gozo doczekało się także własnej katedry i biskupa, co dla wyspy zamieszkanej przez ok. 30 tys. mieszkańców jest powodem do dumy. Znajduje się ona właśnie na terenie Cytadeli, a Polacy znajdą tam nasz akcent. Przed świątynią stoi pomnik Jana Pawła II – pierwszego papieża, który odwiedził tę mniejszą z maltańskich wysp. Jego pielgrzymka miała miejsce w 1990 roku.

Tajemnicze świątynie na Gozo. To mniej znane oblicze Malty

Gozo to zdecydowanie mniej znane oblicze maltańskiej turystyki. Spokojniejsza wyspa zachowała bardziej religijny i tradycyjny charakter. Wioskowe "zatargi" i rywalizacja na najpiękniejsze fajerwerki Fest (na Gozo zwanych Fistami), czyli lokalnych odpustów, są tam nadal żywe. Mają swój własny dialekt języka maltańskiego, a nawet pastizzi, które są najpopularniejszym fast foodem na Malcie, robią z ricottą i groszkiem (jak wszędzie), a do tego z serem owczym, co różni ich od Maltańczyków.

Na Gozo znajdziecie także najstarsze na świecie wolnostojące świątynie. Ġgantija została wzniesiona ok. 3600–3200 r. p.n.e., czyli aktualnie ma ponad 5600 lat i nie do końca wiadomo, jaka była jej funkcja. Przyjmuje się, że była to świątynia, do której wstęp mieli tylko nieliczni wierni. Niewiele wiadomo także o oryginalnym kształcie i wysokości zabudowań. Archeolodzy sprzeczają się o to, czy budynek był zadaszony czy nie, o to, jak go wzniesiono, a nawet o to, kto go zbudował – rolnicy czy może jednak społeczność łowców-zbieraczy. Takich miejsc na obu wyspach jest więcej. Do dziś zachowało się siedem głównych megalitycznych świątyń w sześciu lokalizacjach.

Jeśli chcecie dotknąć historii, to każda z tych świątyń jest dla was obowiązkowym punktem zwiedzania. Żeby was jeszcze bardziej zaintrygować, mogę wspomnieć, że badacze nie wykluczają, że te megalityczne budowle były inspiracją dla późniejszych budowniczych piramid, które są od nich znacznie młodsze.

Gozo to ucieczka do natury. Trekking tutaj jest najlepszą rozrywką

Jednak tym, za co najbardziej kocham Gozo, jest natura i szeroka siatka szlaków trekkingowych. Wyspę można obejść dookoła, przecinać zygzakami albo odkrywać fragmentami. Ostateczna decyzja należy od was.

Jedną z ciekawszych opcji jest wyprawa z okolic miejscowości Santa Luċija do zatoki Dwejra. Jeszcze kilka lat temu było to najsłynniejsze miejsce na Gozo za sprawą Azure Window, czyli skalistego łuku, który wyjątkowo prezentował się o zachodzie słońca. Niestety naturalna formacja skalna runęła do morza 8 marca 2017 roku. Podobny łuk można dziś znaleźć na północy wyspy. Wied il-Mielaħ na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Trzeba zejść betonowymi schodkami, aby odkryć jego pełen majestat.

logo
Formacje skalne na Gozo to główny powód, żeby ruszyć tam na trekking. Wysokie klify i jaskinie widać tam w zasadzie na każdym kroku Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Dodatkowo to skalne okno jest znacznie grubsze od Azure Window, więc można spacerować po jego górnej części, a nawet wspinać się zboczami. Kolejną jego zaletą jest fakt, że w kwietniu wcale nie było tam tłoczno, a pomost widokowy miałam tylko dla siebie.

Jeśli liczycie na piękne punkty widokowe i niestraszne wam schodzenie i wchodzenie po betonowych schodach, to koniecznie wybierzcie się też do morskiego wąwozu Wied il-Għasri, gdzie morska woda do złudzenia przypomina lazurową rzekę. Tu może być nieco tłoczniej, bo na miejsce docierają zorganizowane wycieczki, ale i tak warto się tam pojawić.

Tym bardziej że tuż obok znajdziecie kolejny dowód na tradycyjne podejście do życia Gozończyków. Zaledwie 2 km od wąwozu są panwie solne, w których do dziś wydobywa się sól tradycyjną metodą. Specjalnie przygotowane baseny są zalewane morską wodą, a następnie czeka się, aż większość odparuje, po czym ręcznie zgarnia się sól w stosy, suszy ją i pakuje. Zbiory soli trwają najczęściej w miesiącach letnich, kiedy jest gorąco i mało wietrznie. To trudna praca, ale i element historii oraz tradycji Malty.

logo
Klify Sanap przypominają dzioby wielkich statków. W pobliżu znajduje się bardzo dobrze przygotowany deptak do wędrówek Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Podobnych klimatycznych miejsc idealnych na trekkingi na Gozo znajdziecie więcej. Możecie oglądać wysokie klify Sanap albo zwiedzać jaskinie, takie jak Calypso Cave (tak, to tam przez 7 lat miał być więziony mityczny Odyseusz), Tal-Mixta Cave, a przez jaskinię w pobliżu Dwejry da się nawet przepłynąć. Znajduje się tam bowiem śródlądowe morze. I właśnie natura oraz wyrzeźbione przez nią formacje moim zdaniem są najlepszą częścią Gozo, ale i całej Malty. Można tam aktywnie wypoczywać bez tłumów, ale i bez pośpiechu. To wy wybieracie, czy macie ochotę na trekking, rower, czy może jednak kajak. Każda aktywność zachwyci was tam na inny sposób.

Gozo – jak się tam dostać i gdzie nocować

To teraz jeszcze porcja praktycznych informacji. Na Gozo możecie dostać się wyłącznie drogą morską i macie tu kilka opcji do wyboru. Pierwszą i najtańszą jest prom płynący z Cirkewwy na Malcie do Mġarr na Gozo. Pod koniec kwietnia 2026 roku opłata była pobierana wyłącznie w drodze powrotnej i wynosiła 4,6 euro, jednak władze przygotowywały się do pobierania opłat podczas kursów w obie strony.

logo
Jedyna opcja, żeby dostać się na Gozo to rej. Najpopularniejsze są te zwykłymi lub szybkimi promami Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Inna opcja to szybki prom na Gozo. Ten wypływa z Valletty, a od początku maja także ze Sliemy i Bugibby. Rejs w tym przypadku trwa ok. 45 minut, podczas gdy przepłynięcie z Cirkewwy zajmuje ok. 10–15 minut. Z transportem na wyspie także nie będzie większego problemu. Możecie przemieszczać się tam autem wypożyczonym na Malcie (promy są przystosowane do przewozu aut), ale i komunikacją zbiorową. Na Gozo nie brakuje autobusów. Inna opcja to wspomniany wcześniej rower, który możecie wypożyczyć na miejscu. Polecam wybrać elektryka, bo wyspa jest mocno pofałdowana.

W kwestii noclegu mogę polecić wam hotel Kempinski, w którym spędziłam dwie noce podczas ostatniego wyjazdu. To obiekt idealny na podróże poślubne, rocznice, ważne wydarzenia albo po prostu relaks na najwyższym poziomie. Do dyspozycji gości jest kilka basenów, a także bardzo dobrze oceniana strefa SPA.

logo
W hotelu Kempinski na Gozo nocowała ekipa "Gry o Tron" podczas kręcenia tam części scen do serialu Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

W kwestii jedzenia zwróćcie uwagę na niepozorną z zewnątrz restaurację Vini e Capricci w miejscowości Xewkija. Wewnątrz kryje się miejsce, w którym możecie degustować maltańskie wino, a także spróbować dań typowych dla Gozo. Polecam zwłaszcza pieczone ravioli, ale i deskę past. I tu mała uwaga: nie szalejcie z przystawkami. Na Malcie i Gozo bywają one tak duże, że najecie się nimi do tego stopnia, że nie będziecie mieli miejsca na główne danie, które oczywiście także będzie słuszną porcją.

Więc jeśli w odróżnieniu od znacznej części Polaków nie macie jeszcze planów na wakacje, to warto w nich uwzględnić Maltę, a zwłaszcza Gozo. Mniejsza wyspa to bowiem tajemniczy ogród, który warto odkrywać po swojemu.