
Państwowa Inspekcja Pracy zyskuje potężne narzędzia, które pozwolą w kilka chwil namierzyć fałszywe samozatrudnienie. Od lipca tysiące umów B2B trafi pod lupę inspektorów, a kontrola obejmie nawet karty dostępy. Największe powody do obaw mają przedsiębiorcy, którzy w biurze traktowane są jak zwykli pracownicy etatowi.
Polska jest w trakcie gigantycznej rewolucji na rynku pracy. Jednym z jej elementów jest rozprawienie z fikcyjnymi umowami B2B, które od lat stanowią patent na cięcie kosztów. Zmiany w prawie otwierają drogę do szerokich kontroli. Do akcji wkroczą też zaawansowane algorytmy. Nic dziwnego, że zmiany w B2B wywołały wielki lament wśród osób korzystających z tej formy rozliczania.
Ukryty etat na B2B pod lupą kontrolerów
Pozorne B2B to zjawisko polegające na kontraktowaniu osób przebywających w biurze przez osiem godzin dziennie. Firmy wykorzystują ten mechanizm, by ciąć koszty zatrudnienia i omijać Kodeks pracy. Wypychanie załogi na samozatrudnienie gwarantuje większe zyski niż umowa o pracę.
Model ten ma swoją ciemną stronę. Uderza w przywileje pracownicze, pozbawiając zatrudnionych choćby ustawowego okresu wypowiedzenia. Przyszli emeryci również odczują skutki takich decyzji, bo świadczenia z ZUS są minimalne, więc emerytura po B2B to nie będzie all inclusive.
Tymczasem oryginalnie umowy B2B stworzono do innych celów jak m.in. realizacja konkretnego projektu, doradztwo, pośrednictwo, outsourcing itd. Sam skrót pochodzi przecież od "business to business", czyli od firmy do firmy.
Ich nadużywanie łamie prawo, które definiuje, że stosunek pracy zakłada wykonywanie obowiązków "na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę".
Co sprawdzi Państwowa Inspekcja Pracy w firmach?
Serwis Infor wskazuje, że inspektorzy PIP przestaną skupiać się wyłącznie na zapisach w dokumentach. O klasyfikacji prawnej relacji zadecyduje też codzienna praktyka i ślady cyfrowe.
ZUS i PIP buduje w tym celu specjalny algorytm, który pozwoli łatwiej i szybciej wykrywać nadużycia. Zgodnie z artykułem Katarzyny Kanik, radczyni prawnej i senior associate w kancelarii KWKR, inspektorzy wezmą pod lupę konkretne elementy współpracy.
Można więc sobie wyobrazić sytuację, w której inspektorzy przejrzą firmowe skrzynki pocztowe pod kątem wiadomości w stylu "wniosek o urlop" (na B2B nie przysługuje) czy komunikatory typu Slack czy Teams pod kątem wiadomości, ale też godzin logowania. Jeśli ktoś będzie w dni robocze przez 8 godzin online, to może być to sygnał, że jednak powinien dostać etat.
Zobacz także
Jak firmy mogą obronić legalne umowy B2B?
Przepisy nadające nowe uprawnienia PIP wejdą w życie 8 lipca 2026. Przedsiębiorstwa muszą więc dostosować swoje wewnętrzne procesy, zanim do drzwi zapuka kontroler. Radczyni prawna na łamach Infora zaznacza, że dla urzędnika decydujący będzie nie jeden drobiazg, ale całokształt budujący obraz fałszywego B2B.
"Po pierwsze, nie istnieje jedno 'magiczne' postanowienie ani pojedynczy element praktyki, który zawsze przesądza sprawę. Ryzyko powstaje z kumulacji faktów, które razem tworzą obraz relacji. Po drugie, w wielu środowiskach wdrożenie wszystkich możliwych zmian bywa niewykonalne" – podkreśla Katarzyna Kanik.
Zamiast totalnej rewolucji, organizacje powinny zacząć od uporządkowania najbardziej ryzykownych obszarów, takich jak ewidencjonowanie przerw czy styl zarządzania projektami. Warto już teraz przeanalizować codzienne procedury.
Prawdziwe kontrakty B2B zachowają pełną stabilność
Dla podmiotów, które prowadzą prawdziwe B2B, nadchodzące zmiany nie muszą oznaczać paraliżu. Partner kontraktowy sam decyduje, kiedy, gdzie i za pomocą jakich narzędzi realizuje założone cele projektu, a ryzyko gospodarcze ponosi na własny rachunek.
Jeśli samozatrudniony współpracuje z wieloma markami, wystawia zróżnicowane faktury, a w razie potrzeby może do zadań przypisać wykwalifikowanego zastępcę, więc urzędnicy nie znajdzie podstaw do zmiany umowy.
Nowe reguły gry uderzają wyłącznie w patologiczne zastępowanie etatów tańszą alternatywą. Rzetelni przedsiębiorcy mogą nawet zyskać na oczyszczeniu rynku z nieuczciwej konkurencji.
