Zamartwiający się mężczyzna na tle pieniędzy.
Rząd bierze się za B2B. Fikcyjni przedsiębiorcy w płacz. naTemat.pl

Zmiany proponowane przez Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej spotykają się z powszechną niechęcią osób zatrudnionych w oparciu o umowy B2B. I choć reformy faktycznie wpłyną na sytuację uczciwych przedsiębiorców, rwetes wznoszą osoby, które rękami i nogami udają, że wcale nie są na etacie.

REKLAMA

Już niedługo samozatrudnieni będą mieli ciężej. Nowa reforma planowana przez rząd ma ukrócić fałszywe umowy B2B będące w rzeczywistości standardowymi etatami. Państwo na początku wzięło się za uregulowanie kwestii umów o dzieło i umów zlecenie. Tzw. śmieciówki, będące w rzeczywistości umowami o pracę, mają niedługo zniknąć. Związane jest to m.in. z poszerzeniem kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy.

Burza o zmiany w B2B

Jednym z ważnych założeń ulg podatkowych jest to, by tworzyć nowe miejsca pracy i ukrócić sytuacje, w których umowa B2B obowiązuje osobę, która pracuje dla jednego podmiotu, ma dokładnie wytyczony czas pracy i obowiązki, ma przełożonego, owocowy czwartek i wszelkie inne dogodności (lub niedogodności) standardowej umowy o pracę.

Tak "rewolucyjna" zmiana nie podoba się jednak dużej części zatrudnionych. Nic w sumie dziwnego, gdyż ukraca on istne eldorado i godzi w interes około 2 milionów osób, które rozliczają się ryczałtem w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej.

Wyraz tej niechęci do zmian przejawia się przede wszystkim na portalach społecznościowych. Pojawiają się głosy o zdradzeniu narodu, lewackich ideologiach, niszczeniu polskiego sektora przedsiębiorczości i sugestie, że żadnej władzy nie można ufać i w ogóle najlepiej to by było bez podatków w anarchokapitalistycznej krainie.

Internetowi guru sami na siebie sprowadzili ten los

Sam ostatnio trafiłem na wideo na Instagramie, w którym jeden z "internetowych guru" omawiał w poważnej analizie, jak unikać płacenia podatków i wrzucać wszystkie wydatki w koszty działalności. Sprawa dotyczyła oczywiście B2B, w tym wypadku założenia spółki.

Promocja cwaniactwa stała się stylem życia niektórych osób, a chełpienie się obrabianiem państwa nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Bo jaki sens miałoby uszczelnianie systemu umów o dzieło i zlecenie, jeśli następnego roku każdy dostawca jedzenia działałby pod własną jednoosobową działalnością gospodarczą?

Może gdyby problem nie był tak powszechny i gdyby system nie był nadużywany przez guru optymalizacji podatkowych, nie mielibyśmy do czynienia z tego typu zmianami. No i gdyby nie złoty standard niezwykle dobrze opłacanego IT, które wpychało B2B wszędzie, gdzie to było możliwe. Uczciwi przedsiębiorcy, którzy zostaną poszkodowani w wyniku proponowanych zmian, powinni zastanowić się nad jakimś podziękowaniem wobec tych wszystkich spryciarzy.

Syndrom oblężonej twierdzy – a o pozytywnych zmianach mowy brak

Przedsiębiorcy w Polsce mają w końcu najgorzej, a działania rządu są wycelowane prosto w ich dobroduszne, chętne do płacenia podatków serduszka. Tak? A proponowane zmiany uderzają w buntowniczą duszę narodu. Podatki to przecież kradzież, a władza nigdy nie ma racji. Tak?

Rację ma za to flipper, który sprytnie niszczy rynek mieszkaniowy, śmiecąc przy tym po klatkach ckliwymi ogłoszeniami (dla niepoznaki spisane odręcznym pismem) o chęci kupienia nowego mieszkania "dla rodziny", najlepiej z garażem. W wielu przypadkach to nic innego jak syndrom oblężonej twierdzy lub wypowiedzi osób, które z tematem nic nie mają wspólnego, a wznoszą hałas "bo znowu kradno".

Nowe zmiany mają szansę na uregulowanie luk w prawie, które powinny być załatane już dawno. I wcale nie godzą tak mocno w faktycznych, uczciwych pracodawców chętnych do tworzenia nowych miejsc pracy. Weźmy pod uwagę IP Box. On ma zostać, ale będzie obejmował firmy, które zatrudniają przynajmniej trzech pracowników. Tak samo ryczałt – dalej będzie on równie niski, o ile zatrudni się pracownika w ramach UoP. No i wreszcie kwestia mieszkań – serio, nie uwierzę, że osoba, która chce nabyć nieruchomość w ramach ulgi, częściej niż co trzy lata, jakkolwiek jej potrzebuje.

Zresztą jest w tym coś jeszcze. Przecież faktycznie sprytni omijacze podatków i poszukiwacze cwanych luk wcale nie biorą udziału w masowym płaczu na Facebooku i X. Oni już myślą, jak poradzić sobie z nowymi przepisami. Bo przecież wcale nie jest tak, że propozycja rządu załata wszystkie dziury naszego systemu podatkowego.