
Koalicja Obywatelska uznała najwyraźniej, że wyniki referendum w Krakowie to poważne ostrzeżenie. Lokalne struktury zostały rozwiązane, co oznacza, że Aleksander Miszalski stracił nie tylko fotel prezydenta małopolskiej stolicy, ale też stanowisko szefa partii w regionie. Najbardziej zainteresowany skomentował już decyzję Donalda Tuska.
Krakowskie referendum, w wyniku którego odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego, sprawiło, że Donald Tusk, premier i szef Koalicji Obywatelskiej, postanowił rozwiązać lokalne struktury partii. Były prezydent stolicy Małopolski zdążył już skomentować tę decyzję.
Aleksander Miszalski traci Kraków
Aleksander Miszalski zapewne nie spodziewał się, że tak się to skończy. Gdy jego przeciwnicy polityczni zaczęli zbierać podpisy poparcia idei referendum, mógł jeszcze liczyć, że to ostatnie w ogóle się nie odbędzie. W sądną niedzielę 24 maja uratować miała go mała frekwencja. W tę stronę szła zresztą nawet jego narracja: nawoływał do nie pójścia do lokali wyborczych.
Efekt znamy wszyscy: Miszalski stracił stanowisko prezydenta Krakowa. Jak pisaliśmy w naTemat, Komisja Miejska, przekazując oficjalne wyniki referendum, potwierdziła, że w głosowaniu wzięło udział 29,99 proc. uprawnionych (176 tys. 228 oddanych głosów). Większość stanęła po stronie domagających się odwołania prezydenta. Za było 171 tys. 581 osób, przeciw jedynie 3 tys. 631 osób. To jednak logiczne, skoro włodarz Krakowa namawiał swoich zwolenników, by nie poszli do urn.
Na tym jednak się nie skończyło. Donald Tusk ogłosił, że lokalne struktury KO zostają rozwiązane i mają być budowane od nowa. Jak podają media, ma być to "kara" za przegraną w referendum.
Zobacz także
Tusk pozbawia Miszalskiego kolejnego stanowiska
A jak na to wszystko zareagował sam Miszalski? W rozmowie z TVN24 robił raczej dobrą minę do złej gry, twierdząc, że "w pełni rozumie i akceptuje" decyzję Tuska. – Jesteśmy przed wyborami na prezydenta Krakowa, w związku z tym to jest najważniejsze. Czasem są takie sytuacje, że trzeba zresetować, odświeżyć strukturę i wyzwolić nową energię do działania – powiedział.
Jak dodał, "nie ma [do władz KO] żadnego żalu", a "jego przyszłość polityczna jest w tym wszystkim najmniej ważna". – Oddaję się w pełni do dyspozycji władz partii. Rozmawiałem już z panią marszałek Dorotą Niedzielą (to ona przejęła władzę w małopolskich strukturach – red.) i będę wspierać ją merytorycznie. A co później, to naprawdę nie jest najważniejsze – podsumował.
Co dalej po referendum w Krakowie? Zgodnie z prawem wybory kolejnego prezydenta miasta muszą odbyć się w ciągu 90 dni od odwołania poprzedniego. Dokładny termin musi podać szef rządu w specjalnym rozporządzeniu. Na razie media wskazują na niedzielę 23 sierpnia jako najbardziej prawdopodobny termin głosowania. Wtedy ewentualna druga tura odbyłaby się we wrześniu. Dodajmy, że giełda nazwisk potencjalnych kandydatów jest już długa, a start w wyborach zapowiedział m.in. Marian Banaś, były szef NIK, który wystąpił niedawno w Rozmowie naTemat.
Sytuacja nowego prezydenta Krakowa będzie jednak bardzo specyficzna, gdyż nie będzie on sprawował swojej funkcji z automatu pięć lat, czyli tyle, ile wynosi kadencja samorządowca. Jedynie dokończy kadencję, którą rozpoczął Miszalski.






