
Masowa turystyka odebrała nam wiele pięknych europejskich zakątków. Wyjazdy w szczycie sezonu moim zdaniem przypominają walkę o przetrwanie, a nie urlop poświęcony na odkrywanie i relaks. Właśnie dlatego uwielbiam podróżować poza sezonem. Zwłaszcza jeden kraj na Starym Kontynencie sprawia, że mogę zwolnić i cieszyć się czasem tylko dla siebie.
Nasze życie pędzi. Zawsze jesteśmy w niedoczasie, mamy coś więcej do zrobienia, coś do nadrobienia. Choć dużo podróżuję, to moje życie wygląda dokładnie tak samo, a może nawet wszystko to jest "bardziej", bo wiele kwestii muszę ogarnąć przed kolejnym wyjazdem. W takim rytmie ważne jest, żeby znaleźć miejsce, w którym można się zatrzymać, zwolnić i zapomnieć o trudnej codzienności. A czy jest ku temu lepsze miejsce niż otoczenie neolitycznych świątyń, średniowiecznych miast i muzeów pod gołym niebem?
Malta to moje miejsce w Europie. Nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać
Od kilku lat moim miejscem ucieczki od rzeczywistości jest Malta. To tam poleciałam na pierwsze ciepłe zimowe wakacje z koleżanką chwilę po studiach, tam szukałam spokoju i ukojenia myśli po odejściu z poprzedniej redakcji i tam łapałam oddech przed startem tegorocznego sezonu wakacyjnego.
I może spytacie, po co cały czas latam do kraju rozmiaru Krakowa? Przecież już na pewno widziałam tam wszystko. Otóż niespodzianka – Malta nadal ma przede mną wiele tajemnic, które bez przerwy odkrywam. Tym razem największą niespodzianką okazało się wschodnie wybrzeże. Doskonale znałam wioskę Marsaxlokk z łódkami luzzu i rybną zupą aljottą, którą każdy kucharz przygotowuje inaczej. Koniecznie zajrzyjcie tam podczas targu rybnego organizowanego w każdą niedzielę.
Jednak te okolice słyną także z pięknego klifowego wybrzeża. I tu znów większość podróżnych kieruje się na klify Dingli (polecam je zwłaszcza o zachodzie słońca), ale to między Marsaxlokk a Marsaskalą można znaleźć wiele miejsc, które aż proszą się o zrobienie świetnego zdjęcia.
Jeżeli tak jak ja będziecie tam poza sezonem turystycznym, zajrzyjcie do Kalanka Bay, niesamowitej zatoki wyrzeźbionej w wapieniu przez fale. W pobliżu lazurową wodą zaskakuje też St. Peter's Pool. Jeżeli będziecie tam własnym autem albo rowerem, bądźcie gotowi na liczne postoje. A najlepiej urządźcie sobie tam trekking, bo to jeden z ciekawszych odcinków maltańskiego wybrzeża.
Wycieczkę możecie zakończyć w Marsaskali. To miejsce często omijane przez turystów, do którego na letni wypoczynek przyjeżdżają Maltańczycy. Można tam pospacerować długą promenadą, ale rodzinom z dziećmi polecam też zajrzeć do otwartego przed rokiem Muzeum Korsarstwa i Piractwa. To właśnie tam odkryjecie jeden z wielu elementów składających się na maltańską historię. Ostatecznie nie bez powodu Comino, trzecią pod względem wielkości wyspę w archipelagu, nazywa się wyspą piratów. To w tamtejszych jaskiniach ukrywali swoje statki, a następnie łupili jednostki handlowe pływające między Gozo a Maltą lub łapali dzikie króliki przez całą zimę, żeby mieć co jeść.
Średniowieczny klimat i podróż w czasie. Maltańskie miasta to muzea pod gołym niebem
Valletta to perełka, którą odwiedza każdy turysta. Miasto zostało wpisane na listę UNESCO i nie bez powodu bywa nazywane muzeum pod gołym niebem. Zaglądam tam przy okazji każdej wizyty na Malcie, bo kluczenie jej uliczkami i podziwianie balkonów to po prostu świetny sposób na odpoczynek. Te drewniane konstrukcje w przeszłości świadczyły o majętności posiadaczy kamienic. Na Malcie nie ma bowiem drewna, więc jest to importowany towar luksusowy.
Największy balkon znajdziecie oczywiście na Pałacu Wielkiego Mistrza. Budynek jest niemalże nim otoczony, a wewnątrz nie brakuje drewnianych sufitów. Pałac można zwiedzać, choć część komnat bywa okazjonalnie zamykana na czas oficjalnych wizyt. Pamiętajcie, że miejsce to do dziś jest siedzibą prezydenta Malty.
Dosłownie kilka kroków od pałacu znajduje się miejsce, którego nie omija chyba żaden turysta przylatujący na tę wyspę. Konkatedra św. Jana to barokowa perełka, która pokazuje dawną potęgę i bogactwo Zakonu Maltańskiego, który władał tym krajem przez 268 lat. 24-karatowym złotem jest tam wykładane m.in. sklepienie nawy głównej, ale i wiele elementów kaplic bocznych. Jednak prawdziwym magnesem na turystów jest tam Caravaggio. Wewnątrz świątyni zobaczycie jedyne podpisane przez niego dzieło, a także obraz, który ukradła włoska mafia. Jeśli ciekawi was ta historia, zapraszam do obejrzenia całego odcinka o Malcie i Gozo dostępnego na kanale kierunek:PODRÓŻE na YouTube.
Będąc w Valletcie, wsiądźcie na prom lub tradycyjną łódkę i za kilka euro popłyńcie do maltańskiego Trójmiasta. Jego perełką jest zwłaszcza Birgu. Jest ono starsze od Valletty, a równocześnie nadal niezadeptane przez turystów. Jeśli chcecie doświadczyć jego lokalnego klimatu, to wpadnijcie tam w niedzielę na targ różności i staroci albo we wtorek rano na klasyczny targ uliczny. Będąc tam, możecie też zjeść polskiego pieroga w restauracji Full House prowadzonej przez Polkę. Szukając lokalnych smaków, odwiedźcie natomiast restaurację Ta' Nenu w Mgarr lub Valletcie. Ich ftira i konina to uczta dla podniebienia (przynajmniej mojego).
Polacy lubią Maltańczyków, a Maltańczycy lubią nas
Polaków i Maltańczyków łączy znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Dla nich i dla nas ważna jest tradycja i religia. Widać to zwłaszcza na Gozo. Wyjątkową postacią bardzo szanowaną przez Maltańczyków jest Jan Paweł II, który jako pierwszy papież zdecydował się odwiedzić ten kraj.
Tak samo, jak my, Maltańczycy zostali mocno doświadczeni podczas II wojny światowej. Włosi i Niemcy postawili sobie za punkt honoru zrównanie tego kraju z ziemią, przez co był on jednym z najbardziej intensywnie bombardowanych miejsc na świecie. Wyjątkowym świadkiem tych wydarzeń jest Rotunda w Moście (Sanktuarium Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). 9 kwietnia 1942 roku przez jej dach wpadła niemiecka bomba. W tym momencie w świątyni było ok. 300 osób. Na szczęście ładunek nie wybuchł.
Zobacz także
A dlaczego Malta była tak intensywnie atakowana? Po pierwsze, kontrolę nad nią sprawowali wówczas Brytyjczycy (kraj na dobre opuścili dopiero w 1979 roku). To po nich został tam ruch lewostronny, inne gniazdka, ale i czerwone skrzynki pocztowe czy budki telefoniczne.
Po drugie, kraj ten jest położony na środku Morza Śródziemnego między Afryką a Europą, a to niezwykle strategiczna pozycja, przez którą Malta była nieraz atakowana, także przez Osmanów. My (Sobieski) zatrzymaliśmy ich pod Wiedniem 12 września 1683 roku. Maltańczycy mieli swoje Wielkie Oblężenie Malty, które trwało od 19 maja do 11 września 1565 roku. Tak, to o tym wydarzeniu historycznym wspominał John Blackthorne w nowym "Szogunie" (ktoś jeszcze pamięta ten serial?).
Dziś Polacy są drugą lub trzecią najliczniejszą grupą odwiedzającą Maltę. Żaden inny rynek nie rośnie tam tak szybko, jak nasz. Rok do roku mowa jest bowiem o wzroście na poziomie ok. 30-40 proc. Polacy pokochali Maltę i mogą latać tam z ośmiu lotnisk regionalnych. Zresztą nasze porty rosną w dużej mierze dzięki trasom na tę wyspę. Ale i Maltańczycy bardzo nas lubią. I to właśnie połączenie ich gościnności z piękną historią i naturą sprawia, że uwielbiam tam wracać. A na liście mam jeszcze wiele miejsc i historii, które chciałabym tam odkryć.






