
W wakacje plaże nad Bałtykiem mienią się licznymi kolorami. Parawany wyrastają tam niczym grzyby po deszczu i zdobią lub szpecą wybrzeże, odgradzając "prywatne parcele" urlopowiczom. Jeśli myśleliście, że takie konstrukcje to nasza specjalność, to niespodzianka. Znalazłam je w dwóch kolejnych krajach.
Nie ma chyba wielu innych kwestii, które rozgrzewałyby Polaków równie mocno, co kwestia parawanów na plażach. Jedni uważają, że bez zasłony z materiału nie da się plażować, a wręcz że parawan na plaży ratuje życie. Inni natomiast są ich zdecydowanymi przeciwnikami i uważają, że kolorowe materiały tylko szpecą nasze wybrzeże. Co ciekawe, moda na takie osłony od wiatru dotarła nie tylko do naszego kraju. Pod koniec maja znalazłam je w kolejnym kraju.
Parawany w Polsce to głupota. Od lat korzystamy z nich w zły sposób
Widok piaszczystego wybrzeża zapełnionego kolorowymi parawanami nie napawa mnie radością. Nie jestem jednak ich przeciwniczką, bo doskonale rozumiem ich praktyczne zastosowanie na naszym wybrzeżu, zwłaszcza że dzięki poszerzaniu plaż jest dziś coraz więcej miejsca na parawany nad Bałtykiem. Problem jednak w tym, że w przypadku Bałtyku już dawno przestały one pełnić funkcję wyłącznie osłony przed wiatrem i stały się sposobem na wygradzanie prywatnego fragmentu plaży, choć zdaniem prawników takie parawany są nielegalne.
W ten sposób na naszym wybrzeżu powstają prawdziwe zasieki, które nie tylko utrudniają innym plażowiczom dotarcie do morza czy zasłaniają widoki. Parawany szczelnie ustawione jeden obok drugiego są realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa, ponieważ utrudniają akcje ratunkowe. Pokazała to choćby tragiczna śmierć na plaży w Stegnie. I właśnie dlatego jestem ich przeciwniczką.
W bezwietrzne dni parawany są bezużyteczne i nie powinny być używane. Jednak w naszym kraju stały się one czymś na wzór ręczników rzucanych na leżaki o 6:00 lub 7:00 rano przez wczasowiczów na all inclusive w Turcji czy Hiszpanii. Jednak, co ciekawe, nie tylko Polacy specjalizują się w grodzeniu plaż. Pod koniec maja znalazłam je na plaży w Portugalii. Wcześniej spotkałam się z nimi również w Egipcie. Tam jednak pełniły one inną funkcję niż obecnie u nas.
Zobacz także
Portugalia i Egipt także mają swoje parawany. Różnią się jednak od naszych
Podczas majowego wyjazdu do Portugalii znalazłam parawany na plaży w Santa Cruz. Jest to popularny kurort nad Oceanem Atlantyckim. Dwa jednokolorowe parawany wyrosły tam tuż obok pojedynczych parasoli. Ich zastosowanie miało jednak sens, ponieważ dzień był wietrzny. Podmuchy od morza skutecznie utrudniały wtedy plażowanie, dlatego taka osłona była idealnym rozwiązaniem.
Parawany pojawiają się także na plażach w Egipcie. Tam jednak nie są wielokolorowymi płachtami materiału na drewnianych kołkach, a czymś w rodzaju całych płotków plecionych z tego samego materiału co parasole. Nie rzucają się one w oczy tak jak nasze parawany, a równocześnie są dobrą osłoną przed wiatrem, który tam również potrafi płatać figle podczas urlopu.
I gdyby w Polsce przywrócić parawanom pierwotną rolę, czyli wykorzystywać je do osłony przed wiatrem, a nie wygradzania sobie fragmentu plaży, to nie miałabym nic przeciwko nim. W aktualnej wersji są po prostu groteskowe i chciałabym, aby przestały szpecić nasze wybrzeże.






