Wilton Pereira Sampaio
Sędzia Wilton Sampaio z Brazylii stał się sławny. Wszystko przez jego słowa po angielsku na meczu otwarcia MŚ Fot. Shutterstock / naTemat.pl

Tegoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej rozpoczęły się z przytupem. A Wilton Pereira Sampaio nieoczekiwanie stał się bohaterem już pierwszego dnia mundialu. Brazylijski sędzia przemówił do mikrofonu na meczu otwarcia i nagranie błyskawicznie stało się viralem. Cóż, jego angielski był łopatologiczny, ale nie powinniśmy mieszać go z błotem. To FIFA powinna spalić się ze wstydu.

REKLAMA

Nagranie, które lotem błyskawicy rozlało się po sieci, już jest nazywane "największym kuriozum największego i najbardziej politycznego mundialu od lat". Bo choć do rozjemcy meczu otwarcia Meksyk–RPA (2:0) i jego pracy na boisku raczej nie można mieć zastrzeżeń, Wilton Pereira Sampaio stał się bohaterem internetowych memów. I to takich, do których brazylijski sędzia raczej nie będzie chciał wracać.

W meczu otwarcia na legendarnym Estadio Azteca momentami wiało nudą, ale spotkanie było też pełne ostrych wejść. Ostatecznie Meksyk nie dał szans RPA, zobaczyliśmy 2 gole i aż 3 czerwone kartki, co jest rekordem w historii meczów otwarcia. Najgłośniej zrobiło się jednak nie po decyzji Brazylijczyka, ale po tym, jak przemówił do mikrofonu na stadionie, na którym zasiadło 80 824 kibiców.

Wilton Sampaio z Brazylii stał się sławny. Przez jego angielski na meczu otwarcia MŚ

Z boiska wyleciało dwóch piłkarzy Republiki Południowej Afryki i reprezentant gospodarzy. Na tegorocznym turnieju obowiązuje jednak nowa zasada. Po analizie VAR sędziowie przez stadionowy mikrofon muszą tłumaczyć powody swoich decyzji. Oczywiście po angielsku. Po czerwonej kartce dla Themby Zwane z RPA w 82. minucie Sampaio włączył więc swój mikrofon, a jego głos usłyszał cały stadion i miliony telewidzów na całym świecie.

Brazylijczyk starał się jak najlepiej wyjaśnić swoją decyzję, ale mało kto mógł zrozumieć jego angielski. Do tego doszedł twardy brazylijski akcent i zapewne stres (tak, sędziowie też go odczuwają). Efekt był taki, że kilkanaście sekund angielskiego Sampaio stało się viralem.

Zdezorientowani mogli poczuć się nie tylko kibice na trybunach i przed telewizorami, ale też piłkarze RPA, którzy w skupieniu słuchali tego, co Sampaio miał do przekazania. Po ich reakcjach i mimice można było jednak odnieść wrażenie, że niewiele zrozumieli. Szczególnie wybija się reakcja Khuliso Mudau, która masowo przerabiana jest na memy.

Świat drwi z angielskiego Sampaio na MŚ. Ale wielu go broni

W komentarzach ludzie ironizują, że jedyne, co można było bez problemu zrozumieć, to zwrot "red card", czyli "czerwona kartka", wypowiedziany przez arbitra na koniec komunikatu.

"Czy może ktoś ma transkrypcję tego, co powiedział sędzia, przyznając zawodnikowi czerwoną kartkę? A na poważnie, to kto wpadł na pomysł zatrudniania sędziów NA MISTRZOSTWA ŚWIATA W PIŁCE NOŻNEJ, którzy nie znają podstawowego angielskiego?! Przecież tutaj wystarczy nauczyć się kilku najczęściej wykorzystywanych zwrotów. Tyle" – skomentował na X Wojtek Kardyś, specjalista ds. mediów społecznościowych.

"Co w tym strasznego, że zadyszany sędzia meczu otwarcia zwyczajnie się zestresował przy omówieniu PIERWSZEJ decyzji VAR na cały stadion i cały świat?"; "Zrozumiałem od razu całość. Problem raczej po Twojej stronie"; "Polacy uwielbiają wyśmiewać innych. Ciekawe jak Ty byś się wypowiedział przed 90 tysiącami ludzi na stadionie ze skierowaną uwagą w Twoją stronę i milionami oglądających Cię w telewizji", "Już tak nie hejtujcie, ważne że dobrze sędziuje…" – reagują internauci w komentarzach na wspis Kardysia, stając w obronie brazylijskiego arbitra.

Sampaio nie popisał się angielskim. Ale to FIFA powinna spalić się ze wstydu

Fakt, Wilton Pereira Sampaio nie popisał się angielskim. Większe powody do wstydu ma jednak Gianni Infantino i ekipa z FIFA. Zacznijmy od tego, kto w ogóle wpuścił sędziego z mikrofonem na murawę. To nie był pomysł Brazylijczyka. Obowiązek ogłaszania decyzji po analizie VAR bezpośrednio kibicom na stadionie to jedna z flagowych nowości, którą FIFA wprowadziła na ten mundial. I to FIFA zdecydowała, że komunikat ma paść po angielsku. A potem na mecz otwarcia, najbardziej oglądane spotkanie turnieju na Estadio Azteca, wyznaczyła arbitra, dla którego językiem ojczystym jest portugalski. Trudno o lepszy przepis na kompromitację – tyle że nie sędziego, a tych, którzy go w tej sytuacji postawili.

Poza tym Sampaio to nie jest przypadkowy gość z naboru. Na liście sędziów FIFA figuruje od 2013 roku, był w zespole VAR na mundialu w 2018 roku, prowadził cztery mecze w Katarze w 2022 roku, sędziował Copa Libertadores, Copa America i klubowe mistrzostwa świata. To jego trzeci mundial w roli arbitra na boisku. Innymi słowy: FIFA wybrała jednego ze swoich najbardziej doświadczonych ludzi i wręczyła mu narzędzie, którego sama go nie nauczyła obsługiwać. Jeśli więc nagranie kogoś ośmiesza, to nie sędziego, który robi swoje od dwóch dekad, tylko organizatora, który nie pomyślał o czymś tak banalnym jak bariera językowa.

Najlepsze jest jednak to, że cała ta nowinka miała służyć przejrzystości. FIFA reklamowała komunikaty sędziów jako lekarstwo na największą bolączkę VAR, czyli nie samą poprawność decyzji, ale brak jasności, jak do nich dochodzi. Mecz otwarcia pokazał coś dokładnie odwrotnego. Komunikat, który miał wszystko wyjaśnić, nie wyjaśnił niczego ani kibicom, ani nawet piłkarzom RPA, którzy patrzyli na arbitra jak na wyrocznię mówiącą w nieznanym języku.

A rozwiązań było mnóstwo, i to oczywistych. Można było pozwolić arbitrom ogłaszać decyzje w ich własnym języku i puszczać tłumaczenie na telebimie oraz w transmisji. Można było wyświetlać komunikat graficznie, w kilku językach naraz. Można było wcześniej przeszkolić sędziów z kilkunastu standardowych, powtarzalnych zwrotów, bo przecież "czerwona kartka za uderzenie rywala po analizie VAR" to nie traktat filozoficzny. Inne sporty, jak rugby czy futbol amerykański, ogarnęły to dawno temu. FIFA, dysponująca ogromnym budżetem, nie zadała sobie tego trudu.

Infantino sprzedaje mundial jako największy i najbardziej dochodowy w historii. Pieniądze na rozbudowę turnieju do 48 drużyn, na oprawę, na marketing i na politykę się znalazły. Zabrakło ich na to, żeby człowiek z mikrofonem został zrozumiany przez stadion, na którym zasiadło ponad 80 tysięcy ludzi. Sampaio dostaje za to memy i hejt, a architekci całego zamieszania chowają się za jego plecami. Brazylijczyk zrobił dokładnie to, co mu kazano. To FIFA nie zrobiła tego, co do niej należało.