
Niedawno okazało się, że mam nieformalnego współpracownika. W moim biurze cowork urządził sobie nieoczekiwany gość, który został prędko z niego wyproszony.
Niedawno Bartosz Godziński informował o nietypowych gościach na balkonie, a konkretniej gnieździe dzikich pszczół w parasolu. Mnie również spotkała ostatnio podobna sytuacja, niestety w tym wypadku nie mogę jej określić jako zupełnie niegroźną.
Otóż w piątek wieczorem przy robieniu porządków w biurze, moim oczom ukazał się nietypowy gość siedzący na ramie okiennej. Gość niewielki, bo mierzący nieco ponad pół centymetra, dosyć nieśmiały, powolny, ale prawdopodobnie też o niezbyt przyjaznych zamiarach. Ku mojemu zaskoczeniu, był to kleszcz.
Co to właściwie jest?
Nie wiem dokładnie, jakiego gatunku jest dostrzeżone przeze mnie zwierzę. Dopiero następnego dnia doszło do mnie, że prawdopodobnie dobrym pomysłem byłoby jednak przekazanie tego okazu w ramach akcji Narodowe Kleszczobranie realizowanej przez Uniwersytet Warszawski, bo wydaje się, że nie jest to "zwykły" kleszcz.
Wskazuje na to przede wszystkim jego rozmiar – miał on około 5-6 mm, co nie jest standardowym rozmiarem "pospolitych" pajęczaków. Choć słynna afrykańska Hyalomma też to pewnie nie jest, bo te z kolei są znacznie większe. Prawdopodobnie jest to coś z rodziny obrzeżkowatych.
Niestety nie dysponuję lepszymi zdjęciami tego pajęczaka. W momencie spostrzeżenia tego typu "żyjątka" moim odruchem (chyba na szczęście) nie było odpalenie aparatu cyfrowego lub przyniesienie telefonu z lepszym zoomem, a raczej koncentracja na tym, by cokolwiek to jest, nie uciekło. No i na upewnieniu się, że to nie jest przypadkiem krwiożercza pluskwa, bo na sąsiednim osiedlu trwa inwazja tych szkodników, cudem jedynie omijająca "mój region".
Zdjęcie (i moje własne oczy) definitywnie sugerują jednak, że jest to kleszcz. Wskazuje na to przede wszystkim liczba odnóży i budowa ciała. Istotne jest też zachowanie zwierzęcia – było ono nieruchome, a w momencie dostrzeżenia potencjalnego zagrożenia (ludzi) lub, kto wie, potencjalnej ofiary (ponownie: ludzi) zaczęło dosyć wolno się przemieszczać. Jak mniemam, w panicznej (i nieskutecznej) próbie uniknięcia eliminacji lub woli realizacji krwiożerczej żądzy (również nieskutecznej).
Odkładając jednak żarty na bok, obecność takiego stworzenia, choć zaskakująca, nie jest czymś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Nie wierzyłem, że się wydarzy, ale wiedziałem, że może.
W Krakowie takie sytuacje się zdarzają
Opisywana sytuacja miała miejsce w Krakowie, na osiedlu z wielkiej płyty. Kleszcz w mieszkaniu to nie jest jakaś specjalna nowość w mieście, gdzie odbędą się najważniejsze wybory 2026 roku. To tutaj zresztą odkryto endemiczny gatunek obrzeżka polskiego.
Wielokrotnie docierały do mnie doniesienia o kleszczach w mieszkaniach, zawsze do tej pory dotyczyły one starego budownictwa. W kamienicach znacznie łatwiej o zagnieżdżenie ptactwa, często dostępne jest także więcej szpar i zakamarków, przez które zwierzęta mogą dostać się do wnętrz. Kamienice są też znacznie bardziej wilgotne, co sprzyja zagnieżdżaniu się tych pajęczaków.
W tym wypadku ptactwo zdarza się sporadycznie, gołębie preferują raczej dachy i bardziej zacienione przestrzenie. Tu mamy do czynienia z prostą elewacją i dobrym nasłonecznieniem, które zdecydowanie są warunkami dla kleszczy niesprzyjającymi.
Skąd więc mógł się wziąć ten kleszcz?
Niestety, dwie najbardziej prawdopodobne hipotezy w tym wypadku zawodzą. Kleszcze do mieszkań i domów zaprowadzają zwierzęta domowe. Pasożyty te mogą też znaleźć się w pomieszczeniu np. poprzez transport na ubraniu.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W tej sytuacji opcja pierwsza odpada, gdyż nie posiadam pupila. Hipoteza druga też prawdopodobnie zostaje odrzucona metodą eliminacji, bo pomieszczenie nie było używane przez parę dni. Dodam, że na wszystkich oknach dysponuję moskitierami, a system wentylacji jest tak zaprojektowany, że znajduje się dosłownie po drugiej stronie mieszkania.
Wydaje się więc, że pasożyt mógł po prostu zlokalizować nieszczelność w oknie. Jest to o tyle prawdopodobne, że kilka tygodni wcześniej również miałem pewnego "gościa", ale znacznie bardziej przyjaznego. Otóż był to ciekawski i zupełnie niegroźny skakun.
Jeśli więc chodzi o środki zaradcze – prawdopodobnie sytuacja ma charakter jednostkowy i jest kompletnym przypadkiem, ale uszczelnianie okien, dokładne oglądanie elewacji i czyszczenie moskitier są na mojej liście rzeczy do zrobienia w najbliższej przyszłości.






