
19 czerwca w Sejmie było gorąco. Tym razem to wystąpienie Romana Giertycha wywołało po stronie PiS dziką wściekłość. Zamiast merytorycznej parlamentarnej debaty wyborcy ponownie otrzymali krzyki i burzę w poselskich ławach.
Piątkowe obrady Sejmu stoją pod znakiem wypominania sobie grzechów przez opozycję i obóz rządzący. Oliwy do ognia dolał Roman Giertych, który przypomniał PiS-owi afery z poprzednich lat.
Giertych wychodzi na mównicę i wywołuje burzę
PiS stara się wykorzystać aferę słynnego lekarza-milionera z KO. Problem Nowogrodzkiej tkwi w tym, że jej politycy też mają sporo na sumieniu. I właśnie w ten czuły punkt uderzył w czasie piątkowych obrad Sejmu Roman Giertych.
– Wszyscy pamiętamy taśmy [Tomasza] Mraza [dot. Funduszu Sprawiedliwości], gdy Romanowski mówił o fakturze za leczenie kolanek Kaczyńskiego. Jarku, oddałeś 18 mln zł? Oddałeś Funduszowi Sprawiedliwości? – pytał z mównicy Giertych.
Akcja musiała wywołać reakcję. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na szefa rządu, zaczął głośno domagać się od Giertycha, by "oddał kasę".
– Zemdlejesz zaraz – kpił sobie, nawiązując do wydarzeń z 2020 r., gdy obecny polityk, wtedy jeszcze tylko w roli prawnika, zemdlał w trakcie przeszukania jego domu przez CBA.
Giertych okazał się jednak niezrażony i dopytywał dalej, tym razem przypominając to, co działo się w czasie pandemii COVID-19.
– Czy pan Szumowski oddał za maseczki? Nie, nie oddaliście – wyrzucał PiS-owi.
Nowogrodzka postanowiła wytoczyć wtedy najcięższe działa. Ze strony sali poleciały krzyki "Polnord, Polnord". To z kolei była próba wypomnienia posłowi KO tego, że był rzekomo powiązany z aferą związaną z działalnością spółki.
Sprawa dotyczy śledztwa w sprawie wyprowadzenia kilkudziesięciu milionów złotych z Polnordu. Sam Giertych był początkowo jednym z podejrzanych, ale w styczniu 2025 roku prokuratura prawomocnie umorzyła postępowanie wobec adwokata, uznając, że działał on wyłącznie jako prawnik i nie był świadomy przestępstw.
Zobacz także
Czarnek wchodzi na mównicę
Ostatecznie do mównicy zbliżył się sam Czarnek i wskazując palcem na Giertycha ponownie zaczął domagać się, by ten "oddał kasę".
Poseł KO zakończył swoją wypowiedź, wskazując na to, że wyborcy mają prawo być wściekli na to, co stało się w słynnym już na cały kraj warszawskim szpitalu. Tyle że PiS tego prawa nie ma, gdyż sam ma na sumieniu gorsze przewinienia.
– Obywatele, media mają prawo być wściekli na to, co się stało w szpitalu południowym, natomiast PiS, panie Czarnek, panie Kaczyński, wy nie macie żadnego prawa mówić o wykorzystywaniu szpitali przez polityków – podsumował Giertych.
Afera lekarza-milionera
Sama Koalicja Obywatelska próbuje ograniczyć szkody wywołane aferą wokół Warszawskiego Szpitala Południowego. Jak pisaliśmy w naTemat, słynny lekarz-milioner Dawid Kacprzyk zwraca pół miliona zł i zrezygnował z mandatu radnego KO, ale polityczno-szpitalne tsunami sunie jednak dalej.
Rafał Trzaskowski w Szpitalu Południowym czystki robi z rozmachem – odwołał cały zarząd placówki, próbując pokazać, że obóz rządzący nie zamierza tolerować podobnych nadużyć w swoich szeregach.




