
Wołodymyr Zełenski bez Orderu Orła Białego, ukraińscy notable rzucają swoimi odznaczeniami od Polaków, Tusk i Sikorski próbują wbijać szpile obu stronom... Plemienna walka trwa, tym razem transgranicznie. Szkoda tylko, iż w całej tej awanturze nikt nie zauważa, że tak naprawdę błąd popełniono dawno temu.
Polska scena polityczna rozpalona jest sprawą, która jeszcze rok, a tym bardziej dwa lata temu wydawałaby się niewyobrażalna – zabawą w "kto daje i odbiera" najwyższymi odznaczeniami państwowymi pomiędzy Warszawą a Kijowem. Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu w odpowiedzi na zgodę ukraińskiego prezydenta na nadanie jednej z jednostek wojskowych iminia "Bohaterów UPA".
Kijów, jak to Kijów, zamiast wreszcie pochylić się poważnie nad tym obraźliwym wobec Polaków gestem, zaczął rozdzierać szaty. Order Zasługi RP oddał szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha, nazywając decyzję Nawrockiego "strategicznym błędem". Po chwili w jego ślady poszedł szef gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, który mówił wprost o "akcie wrogości" i "sztucznym nakręcaniu spirali nienawiści".
Po stronie polskiej swoje trzy grosze natychmiast dorzucili premier i odpowiedzialny za dyplomację wicepremier. Radosław Sikorski skomentował to jednym klasycznym zdaniem o rosyjskiej satysfakcji z ruchu Nawrockiego, a Donald Tusk ponownie zaapelował do obu prezydentów o rozsądek.
Cała ta wymiana ciosów – kto kogo obraził bardziej, kto miał rację w sprawie UPA, czy gest Nawrockiego był słuszny, czy przedwczesny – zasłania jednak jedną całkiem istotną kwestię...
"Masz tu brachu order, na zachętę", czyli jak Zełenski pomógł pokazać prawdziwy problem
Otóż prawdziwy błąd nie został popełniony teraz. Miał miejsce wtedy, gdy wszystkie te odznaczenia rozdawano.
Order Orła Białego to najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Powinno być nadawane za zasługi już dokonane, ostatecznie potwierdzone, niepodlegające żadnej rewizji. Tymczasem Zełenski otrzymał je od Andrzeja Dudy w 2023 roku – w samym środku wojny, której zakończenie, przebieg i moralny bilans wciąż są niewiadomą. Podobnie rzecz wygląda z Orderami Zasługi RP wręczanymi ukraińskim ministrom, generałom i urzędnikom – część z nich mogła wypiąć pierś do polskiego odznaczenia już w 2022 roku, czyli kilka miesięcy po wybuchu konfliktu.
Teoretycznie intencje były czytelne i nawet zrozumiałe. Polska chciała wzmocnić sojusznika, podziękować za walkę, zcementować braterstwo broni. Tyle że order to nie kwiatek wręczany na zachętę, na "żeby było miło", na poczet przyszłych zasług. To nie jest gest dyplomatyczny, który można bez konsekwencji odwołać, gdy sytuacja się zmieni. Właśnie dobitnie się o tym przekonujemy.
Jak oceniasz decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego?
77 odpowiedzi
Order to deklaracja, że zasługi nim uhonorowanego są pewne, czyste i ostateczne. A wojna – z definicji – nie daje takiej pewności. Wojny kończą się rozliczeniami. Czasem politycznymi, czasem historycznymi, a czasem – jak uczy doświadczenie konfliktów XX wieku – również prawnymi, łącznie z zarzutami o zbrodnie wojenne wobec ludzi, którzy wcześniej byli przedstawiani jako bohaterowie. Ten etap jeszcze przed nami.
Do tego dochodzi drugi, równie istotny wymiar. Odbudowa Ukrainy po wojnie to dla Polski i całej Europy gra o gigantyczne pieniądze oraz strategiczne wpływy. Polskie firmy już teraz liczą na udział w tym procesie. W takiej sytuacji nagradzanie ukraińskich elit – zanim jasne stało się, kto i na jakich warunkach będzie rozdzielał kontrakty, wpływy – było działaniem co najmniej nieprzemyślanym.
Order nie może być jak pudełko cygar
Historia rzekomego "tajnego porozumienia" między Andrzejem Dudą a Wołodymyrem Zełenskim z 2022 roku dobrze pokazuje mechanizm, jaki rządził polską polityką wobec Ukrainy przez ostatnie lata. Tematy historyczne odkładano na bok w imię bieżącej solidarności. Tymczasem to właśnie zaległości z przeszłości – UPA, Wołyń, ekshumacje polskich ofiar ludobójstwa – okazały się tą miną, na której wszystko teraz wybucha.
Gdyby odznaczenia rozdawano z większą rozwagą, czekając na pełne wyjaśnienie spraw spornych, dzisiejszy spektakl oddawania medali po prostu by się nie odbył. Bo nie byłoby czego oddawać.
Zobacz także
Nie chodzi o to, że Ukraińcy nie zasłużyli na uznanie za swoją walkę. Chodzi o to, że uznanie wyrażone w postaci najwyższego państwowego orderu powinno przychodzić po fakcie, nie w jego trakcie. Najwyższe odznaczenia nie są walutą dyplomatyczną do rozdawania w geście dobrej woli niczym pudełko cygar czy ekskluzywne czekoladki.
Lekcja o polskiej polityce symbolicznej
Awantura wokół Orderu Orła Białego dla Wołodymyra Zełenskiego powinna stać się dla polskich władz – obecnych i przyszłych – sygnałem do gruntownego przemyślenia polskiej polityki symbolicznej. Nie tylko wobec Ukrainy, ale wobec każdego partnera, z którym Polska wiąże się w okresie niepewnym, dynamicznym, jeszcze nierozstrzygniętym.
Order przyznany "na zachętę", w nadziei, że obdarowany jeszcze bardziej zasłuży na zaufanie, jest jak czek wystawiony bez pokrycia. Prędzej czy później ktoś będzie chciał go zrealizować, a wtedy może się okazać, że na konicie środków nie ma.
Polska powinna nauczyć się czekać. Czekać, aż wojna się skończy. Czekać, aż sprawy trudne zostaną wyjaśnione. Czekać, aż osoba, której chcemy powiedzieć "dziękuję" w najbardziej uroczystej z możliwych form, na pewno na to "dziękuję" zasłużyła – i to bez żadnego "ale", które może wypłynąć za rok, dwa albo i dziesięć lat.


