
Donald Trump zaapelował do właścicieli stacji paliw o natychmiastowe obniżenie cen benzyny. Prezydent USA przekonuje, że przy spadających cenach ropy obecne stawki są zbyt wysokie. W Polsce regulacje w tym zakresie wprowadzone zostały w trakcie najwyższych wahań rynku, 27 marca, czyli ponad trzy miesiące wcześniej.
"Sprzedawcy benzyny muszą natychmiast obniżyć ceny" – zaapelował Donald Trump we wtorek nad ranem (czasu polskiego). Prezydent doprecyzował, że według niego stawki na stacjach benzynowych są zbyt wysokie, "biorąc pod uwagę, że cena ropy wynosi obecnie 68 dolarów za baryłkę i spada".
Faktycznie, ropa WTI (bo tę prawdopodobnie ma na myśli Donald Trump) zanotowała ostatnio spektakularny spadek. Według danych opracowanych CNBC, jej wartość faktycznie sięgnęła okolic 68 dolarów. To gigantyczny spadek w porównaniu z maksymalną ceną z ostatnich miesięcy (rekord: 9 marca 2026 roku) – 119,48 USD za baryłkę, która była związana z operacją Epic Fury w Iranie. Operacją zarządzoną przez Donalda Trumpa.
"Sprzedawcy muszą szybko zareagować na to oświadczenie i zrobić to, co uważają za słuszne" – stwierdził prezydent, wyraźnie wskazując w dalszej części wypowiedzi, czym jest to "słuszne": "OBNIŻCIE CENY DLA NASZYCH WIELKICH AMERYKAŃSKICH OBYWATELI".
Jest to polityka, która przypomina tą wdrożoną przez rząd Donalda Tuska w celu walki z nieuczciwymi praktykami sprzedawców. Program CPN, który pozwalał na ustalenie maksymalnej ceny paliw, w polskim Sejmie został przegłosowany niemal jednogłośnie. W wypadku Trumpa mówimy jednak raczej o głosnej sugestii, a nie realnym systemowym rozwiązaniu. Ciekawe, co sprawdzi się lepiej.
Za zbyt wysokie ceny na stacji benzynowej będzie kara
Choć Amerykanie ideowo unikają nadmiernego interwencjonizmu, w tym wypadku Donald Trump ma pewne narzędzia, by wywrzeć presję na nieuczciwych sprzedawców.
Poza apelem, zwraca on uwagę na to, że obecne zachowania właścicieli stacji paliw mogą być traktowane jako spekulacja cenowa (price gouging), "która jest całkowicie nielegalna", a jeśli sprzedawcy nie dostosują się do oczekiwanej przez prezydenta (i konsumentów obniżki) "czekają ich bardzo poważne problemy".
Prezydent sugeruje też bardzo konkretną stawkę, która powinna pojawić się wkrótce na pylonach przed stacjami benzynowymi: "zacznijcie celować w okolice 2,50 dolara za galon".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Według publicznej strony AAA Gas Prices, obecnie średnio za paliwo w USA płaci się 3,85 USD. Obecny kurs dolara do złotówki to 3,77, a w przybliżeniu galon to 3,79 litra. Policzmy więc, ile obecnie płacą Amerykanie, a ile docelowo będą płacić, jeśli stacje benzynowe dostosują się do zaleceń Donalda Trumpa. W tym celu mnonżymy cenę w dolarach przez kurs i dzielimy przez liczbę litrów w galonie. Rezultat?
1. Przy stawce 3,85 USD za galon mówimy tu o zawrotnej kwocie 3,83 złotych za litr.
2. Przy stawce 2,50 USD za galon będzie to 2,49 złotych za litr.
Oczywiście, z perspektywy polskiej takie ceny wydają się bardzo atrakcyjne, ale musimy uwzględnić różnice w stylu życia (dojmującą samochodozę) i wyższą paliwożerność wielkich amerykańskich samochodów.
Winni wysokich cen paliw? Między innymi władze Kalifornii
Donald Trump znalazł nawet jednego z winnych wysokich cen paliw. Niemal 1/3 wpisu poświęcił kwestii zbuntowanej, progresywnej, głęboko-niebieskiej kolonii, którą nazywał w przeszłości "piekłem na ziemi".
"Kalifornia powinna zaprzestać pobierania tak wysokich podatków od benzyny. Wkrótce podatek będzie wyższy niż samo paliwo, a Stany Zjednoczone nie będą go tolerować, podobnie jak mieszkańcy Kalifornii, którzy są oszukiwani przez te absurdalne podatki i przez swój własny rząd" – skwitował prezydent.






