Turyści w Tatrach urządzili sobie spływ kajakiem
Turyści w Tatrach popłynęli. I to dosłownie. Zaczynam wątpić, że to się kiedyś skończy Fot. faghouli/Shutterstock/TkiTok

Turyści w górach potrafią zachowywać się jak stado bydła, które nie wie, gdzie się znalazło. Regulamin parku mają w nosie, bo najpewniej nigdy go nie widzieli, a i brak surowych kar ze strony strażników pozwala na pełną swawolę. Dowód? Para pomyliła tatrzańskie jezioro z Wenecją.

REKLAMA

Sezon w górach właśnie się rozpoczął i mamy już pierwsze dowody jakże nonszalanckiego podejścia do górskich przepisów. Do sieci trafiło nagranie ze słowackiej Doliny Młynickiej. Ta para musiała być wyjątkowo zmobilizowana do złamania przepisów, skoro chciało im się ciągnąć w góry… kajak pneumatyczny.

Hulaj dusza, piekła nie ma. Turyści w Tatrach poszli za daleko

Od kilku sezonów naprawdę trudno jest patrzeć na to, co wyprawia się na górskich szlakach. Kąpiele w stawach, chodzenie mimo burzy (tak, kolejni turyści zostali porażeni piorunem na Giewoncie) i skupienie wyłącznie na celach – szybciej, lepiej, wyżej. Grunt, żeby foteczki na Insta i czas na Stravie się zgadzały.

I w tej pogoni za kolejnym sensacyjnym ujęciem podróżni przekraczają wszelkie granice. Dowodów nie trzeba szukać dalej. Na profilu @tatry_official pojawiło się nagranie ze słowackiej Doliny Młynickiej. I może nie byłoby w nim nic niezwykłego, gdyby nie to, że na Capim Stawie pojawił się kajak pneumatyczny.

Nagranie pokazuje, jak para turystów spływa przez środek jeziora. I naprawdę podziwiam ich upór. Taki kajak waży od 10 do 20 kilogramów, a wciągnięcie go nad Capi Staw w Tatrach wymagało nie lada wysiłku. Tylko gdzie byli strażnicy, żeby zapobiec kolejnemu przykładowi rażącego złamania górskich przepisów? Zamknięcie szlaków dla nocnych wędrowców to przecież tylko kropla w morzy potrzeb.

Turyści w górach czują się bezkarni. Od dawna pozwala się im na zbyt wiele

I jasne, patrząc na taki filmik, można się pośmiać. Ot, kolejna para wczasowiczów postawiła na wycieczkę i pozwoliła sobie na zbyt wiele. Tylko że ktoś dał na to przyzwolenie. Oczywiście Straż Parku nie może być wszędzie i widzieć wszystkiego. Niemniej takie akcje są efektem ich opieszałości, nieobecności albo zbyt łagodnych kar.

Mandaty w Tatrach powinny się sypać tak, że turyści wracaliby z gór zalani łzami. Śmiecisz na szlaku? 500 zł. Idziesz w krzaczki zamiast do łazienki w schronisku albo Toi Toia? 1000 zł. Szukasz ochłody w tatrzańskim stawie? 2000 zł. Wchodzisz na szlak mimo alertów burzowych i ciemnych chmur wiszących nad trasą? Miesięczny zakaz wstępu do parków narodowych. A za fajkę na trasie karałabym co najmniej rocznym zakazem wstępu.

Naprawdę do egoistycznego społeczeństwa, którym staliśmy się w XXI wieku, nie da się już mówić po dobroci. Tak długo, jak sankcje za łamanie przepisów nie będą bolesne i ludzie się nie przestraszą, nie doczekamy się zmian na lepsze. A co za tym idzie, tatrzańska, bieszczadzka, karkonoska i każda inna przyroda nadal będą zagrożone głupimi wybrykami turystów. Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej dla wszystkich. Na drogach taka metoda zaczyna działać. Więc i parki narodowe powinny pójść tym tropem.