Karol Nawrocki na wiecu wyborczym
Tomasz Siemoniak sugeruje, że Karol Nawrocki nie został otruty Foto: IPN

Powraca temat rzekomej próby otrucia Karola Nawrockiego, do której miało dojść jeszcze w czasie kampanii wyborczej w 2025 roku. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak poddaje całą teorię w lekką wątpliwość.

REKLAMA

Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak w trakcie rozmowy w RMF FM wskazał, że cała teoria o rzekomej próbie otrucia Karola Nawrockiego ma spore dziury logiczne. Polityk zauważył, że jeżeli stan ówczesnego kandydata na prezydenta był 15 maja 2025 r. tak poważny, jak ten opisuje, powinno się wezwać lekarza.

Tomasz Siemoniak ma wątpliwości ws. rzekomego otrucia Nawrockiego

– Co takiego się stało, że nie wezwano pomocy, jeśli ten stan, opierając się na słowach prezydenta, był tak poważny? – powiedział polityk KO. Mało tego, zdaniem Siemoniaka, "pojawia się pytanie, dlaczego prezydent nie podjął żadnych działań, wygrał wybory prezydenckie, więc ryzyko, że ta sprawa wpłynie na wynik, uchyliło się".

– Otwiera to bardzo dużo pytań. Nie wiem, czy czasem nie byłoby lepiej, gdyby prezydent i jego ludzie zgłosili to do prokuratury nawet teraz. Dlaczego nie wezwano karetki? Przecież jeśli ktoś jest chory, to tak właśnie robi. Dlaczego tutaj tak się nie stało? – dopytywał Siemoniak.

Jego zdaniem prokuratura potraktowała jednak całą sprawę poważnie: wystarczyły doniesienia medialne, by Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wszczęła postępowanie z urzędu, dotyczące "podejrzenia narażenia obecnego Prezydenta RP Karola Nawrockiego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w toku kampanii wyborczej w 2025 r.".

Same służby miały, jak dodaje Siemoniak, nie wiedzieć o tym, co się stało, gdyż nie inwigilowały ówczesnego kandydata PiS na głowę państwa.

Karol Nawrocki miał zostać otruty?

Cała sprawa brzmi zresztą jak z mrożącej krew w żyłach powieści political fiction. Wszystko miało wydarzyć się 15 maja 2025 r., czyli trzy dni przed I turą wyborów prezydenckich. O tym, co wtedy miało rzekomo miejsce, dowiedzieliśmy się z fragmentu książki autorstwa prof. Andrzeja Nowaka. Na kartkach "Skąd się wziął Karol Nawrocki", która to pozycja pojawi się na rynku 8 lipca, historyk przeprowadza wywiad-rzekę z obecnym prezydentem. Jak na razie upubliczniono parę jego fragmentów. Jeden zapowiada niemal powieść kryminalną, a nie nudną rozmowę o polityce.

15 maja, gdy sztab kandydata PiS odwiedził Ząbkowice Śląskie i Dzierżoniów, Karol Nawrocki miał nagle zasłabnąć. Rzekomo miało być to skutkiem podania mu substancji zagrażających życiu lub zdrowiu. "Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek [współpracownicy Nawrockiego]. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko" – wspomina Nawrocki na łamach książki.

Obrazowo opisuje, co miało się z nim dziać. "Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu 'Egzorcysta'. Kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut – twierdzi Nawrocki.

To nie pierwszy raz, gdy zdrowie i zachowanie prezydenta budzą wątpliwości – głośno było choćby o tym, co wziął Nawrocki podczas debaty z Rafałem Trzaskowskim. Sama kampania obfitowała zresztą w kontrowersje: w niektórych komisjach zamieniono głosy Nawrockiego i Trzaskowskiego. O tym, jak dziś działa państwo i prezydent w sferze bezpieczeństwa, mówił w rozmowie z naTemat.pl Janusz Onyszkiewicz, były minister obrony.