
Poważny incydent na lotnisku w Nantes we Francji sparaliżował w poniedziałek, 6 lipca, ruch lotniczy i zmusił załogę samolotu linii Ryanair do ogłoszenia alarmu.
To miał być spokojny rejs z Sewilli do Nantes. Zamiast tego pasażerowie irlandzkiego przewoźnika przeżyli chwile dużego stresu, gdy sytuacja w przestrzeni powietrznej nad Francją zaczęła wymykać się spod kontroli. Nie był to pierwszy raz, gdy w tym tygodniu samolot musiał lądować awaryjnie.
Nantes. Chaos na ziemi i zamknięty pas
Wszystko zaczęło się od wypadku innej maszyny, należącej do hiszpańskiej linii Iberia. Tuż po starcie z Nantes załoga zgłosiła pęknięcie opony i awarię jednego z silników, co zmusiło samolot do powrotu. Lądowanie było trudne. Na miejscu doszło do uszkodzenia skrzydła, a na jedynym pasie startowym rozsypały się ostre odłamki. Służby ratunkowe natychmiast zamknęły pas; zmusiło to kontrolerów do odwołania kilkunastu połączeń.
W tym samym czasie nad Nantes nadleciał już samolot linii Ryanair. Samolot miał wylądować o godzinie 19:10, jednak z powodu zablokowanego pasa piloci musieli przerwać podejście i odejść na drugi krąg. Kontrola ruchu lotniczego skierowała irlandzką maszynę na ścieżkę oczekiwania (tzw. holding). Samolot krążył w powietrzu, czekając na uprzątnięcie lotniska.
Zobacz także
Kod 7700 i awaryjne lądowanie
Szybko jednak okazało się, że rezerwy paliwa w samolocie zaczęły maleć. Piloci nie mogli już dłużej zwlekać, bo czekiwanie na otwarcie Nantes stało się zbyt ryzykowne. Z tego powodu załoga podjęła decyzję o przerwaniu oczekiwania i użyła kodu 7700. W międzynarodowym prawie lotniczym oznacza on najwyższy stan zagrożenia. Jest to sygnał dla wszystkich kontrolerów w regionie, że maszyna potrzebuje pomocy.
Dzięki temu Boeing został skierowany w stronę Brestu, lotniska oddalonego o około 300 kilometrów. Co ciekawe, Ryanair nie obsługuje na co dzień tego lotniska. Lądowanie przebiegło jednak pomyślnie.
Warto podkreślić, że ogłoszenie alarmu i kodu 7700 nie oznacza, że w samolocie całkowicie zabrakło paliwa w trakcie lotu. To procedury bezpieczeństwa zmuszają pilotów do podjęcia takich kroków, zanim sytuacja stanie się nieodwracalna. Przepisy lotnicze są w tej kwestii nieugięte. Jeśli kapitan widzi, że po lądowaniu stan paliwa spadnie poniżej wymaganego prawem minimum, ma obowiązek ogłosić sytuację awaryjną. Chroni to pasażerów przed ryzykiem całkowitego wygaszenia silników.
Podczas gdy pasażerowie Ryanair opuszczali pokład w Breście, w Nantes trwały prace służb technicznych. Usuwanie odłamków samolotu Iberii zajęło kilka godzin. Ruch na lotnisku w Nantes udało się przywrócić dopiero o godzinie 23:00 czasu lokalnego.






